20.03.2023, 21:25 ✶
- Niech będzie tak jak pani mówi. - gubił się już w instrukcjach, a że potrzeba zamówienia była improwizowana i niedostatecznie zdeterminowana to i mało interesowało go co mu przygotuje, byle mógł przychodzić po to regularnie i sprawdzać co u niej słychać. Nie do końca podobało mu się, że w gronie znajomych miała mężczyznę, który wyglądał jakby miał zaraz umrzeć. Jakby już nie miała styczności z wampirem...
- Przecież jestem spokojny. - odparł posyłając Avelinie jeden z najlepszych uśmiechów w swym repertuarze. Nie podniósł głosu acz nieco zgryźliwie zasugerował obcemu mężczyźnie zerknięcie w lusterko. Jak to właśnie odkrył, nie przekazał mu tego dostatecznie zrozumiałym tonem.
- Więc niech troska panienki Aveliny zostanie w jej rękach choć mam szczerą nadzieję, że jej opiekuńczość obejmie i pana. Wygląda pan na obłożnie schorowanego... a ja znowuż czuję się znakomicie. - odpowiedział Ururu z bardzo sztucznym uśmiechem na który nabrałby się tylko jednooki olbrzym. Emanował niechęcią do obcego mężczyzny tylko i wyłącznie dlatego, że Avelina powitała go zbyt entuzjastycznie. Nie powinien tak reagować jednak pokłady pierwszej zazdrości były zbyt jaskrawe do zlekceważenia. Świadomość, że zniszczył relację na samym początku cały czas go dobijała. Teraz oszukiwał sam siebie, że mogą zacząć "od początku" co było tylko i wyłącznie jego mrzonkami. Nigdy nie będą mieć już "początku" po tym co jej zrobił.
Powiedziałby, że "głowa go rozbolała" od natłoku informacji płynących z ust Aveliny. Zadawała mu za dużo pytań a on już powoli zapominał co w ogóle zamawiał. Mimo wszystko po skierowaniu na nią spojrzenia jego twarz rozjaśnił ładny uśmiech.
- Jeśli tylko pogoda pozwoli to będę przychodzić co piątek. - odparł grzecznie i gdy Ururu znów się odezwał to nabrał ochoty zaciągnięcia go w zaułek po to, aby spróbować go wystraszyć niemalże na śmierć. Już raz udało mu się wywołać wokół siebie moc grozy i choć nie był typem zastraszacza tak Ururu zaczynał wyzwalać w nim niecodzienne emocje.
- Rozumiem, nie będę się zatem spieszyć. - wycedził przez zaciśnięte zęby i odwrócił wzrok do Aveliny bo jednak jej aparycja działała nader kojąco.
- Jeśli miałbym jakieś wątpliwości bądź pytania w kwestii tej transakcji to mam nadzieję, że któregoś piątku zechce pani przenieść tę rozmowę na mniej służbową stopę spotkania. - tak, pośrednio proponował jej randkę i tylko po to, aby "przedłużyć" transakcję, być może zirytować tym Ururu i co więcej, dowiedzieć się czy Avelina tkwiła w jakimś związku.
- Ten, kto nie kojarzy pani imienia nie wie co traci. - odparł bardzo wymijająco na kwestię znajomości jej godności. Oczywiście zapomniał całkowicie, że jej "nie zna" ale na szczęście nie wzbudził podejrzeń. Chciał stąd już wyjść i jednocześnie nie chciał tego robić. Uch, frustrujące. Sam nie wiedział o co mu chodzi.
- Przecież jestem spokojny. - odparł posyłając Avelinie jeden z najlepszych uśmiechów w swym repertuarze. Nie podniósł głosu acz nieco zgryźliwie zasugerował obcemu mężczyźnie zerknięcie w lusterko. Jak to właśnie odkrył, nie przekazał mu tego dostatecznie zrozumiałym tonem.
- Więc niech troska panienki Aveliny zostanie w jej rękach choć mam szczerą nadzieję, że jej opiekuńczość obejmie i pana. Wygląda pan na obłożnie schorowanego... a ja znowuż czuję się znakomicie. - odpowiedział Ururu z bardzo sztucznym uśmiechem na który nabrałby się tylko jednooki olbrzym. Emanował niechęcią do obcego mężczyzny tylko i wyłącznie dlatego, że Avelina powitała go zbyt entuzjastycznie. Nie powinien tak reagować jednak pokłady pierwszej zazdrości były zbyt jaskrawe do zlekceważenia. Świadomość, że zniszczył relację na samym początku cały czas go dobijała. Teraz oszukiwał sam siebie, że mogą zacząć "od początku" co było tylko i wyłącznie jego mrzonkami. Nigdy nie będą mieć już "początku" po tym co jej zrobił.
Powiedziałby, że "głowa go rozbolała" od natłoku informacji płynących z ust Aveliny. Zadawała mu za dużo pytań a on już powoli zapominał co w ogóle zamawiał. Mimo wszystko po skierowaniu na nią spojrzenia jego twarz rozjaśnił ładny uśmiech.
- Jeśli tylko pogoda pozwoli to będę przychodzić co piątek. - odparł grzecznie i gdy Ururu znów się odezwał to nabrał ochoty zaciągnięcia go w zaułek po to, aby spróbować go wystraszyć niemalże na śmierć. Już raz udało mu się wywołać wokół siebie moc grozy i choć nie był typem zastraszacza tak Ururu zaczynał wyzwalać w nim niecodzienne emocje.
- Rozumiem, nie będę się zatem spieszyć. - wycedził przez zaciśnięte zęby i odwrócił wzrok do Aveliny bo jednak jej aparycja działała nader kojąco.
- Jeśli miałbym jakieś wątpliwości bądź pytania w kwestii tej transakcji to mam nadzieję, że któregoś piątku zechce pani przenieść tę rozmowę na mniej służbową stopę spotkania. - tak, pośrednio proponował jej randkę i tylko po to, aby "przedłużyć" transakcję, być może zirytować tym Ururu i co więcej, dowiedzieć się czy Avelina tkwiła w jakimś związku.
- Ten, kto nie kojarzy pani imienia nie wie co traci. - odparł bardzo wymijająco na kwestię znajomości jej godności. Oczywiście zapomniał całkowicie, że jej "nie zna" ale na szczęście nie wzbudził podejrzeń. Chciał stąd już wyjść i jednocześnie nie chciał tego robić. Uch, frustrujące. Sam nie wiedział o co mu chodzi.