Sprawa wydawała się jej całkiem prosta. Skoro sam kapłan z Kowenu postanowił napisać jej o swoich obawach dotyczących tego, jak będzie przebiegał sabat to postanowiła osobiście się tutaj stawić, żeby czuwać. Poprosiła o wsparcie kuzyna, z którym od jakiegoś czasu współpracowała, bo mu ufała i wierzyła, że tak jak ona nie będzie obojętny na to jak mogło się to potoczyć. W lesie czaiło się prawdziwe niebezpieczeństwo, z którym miała niewątpliwą przyjemność się spotkać i jakimś cudem wyjść z tego cało. No nie do końca cudem, bo zdawała sobie sprawę z tego, że Kromlech w którym się wtedy znalazła pozwolił jej przeżyć noc i wyjść cało z lasu. Podzieliła się informacjami o tym z kilkoma osobami, wolała nie zostawiać tego dla siebie, bo przecież samo to, że ten krąg znalazł się w lesie i dało się w nim przeczekać noc sporo zmieniał. Najwyraźniej istniały runy, które mogły jakoś działać na widma. Pokazała to wspomnienie Benjy'emu z racji na jego rozległą wiedzę o runach i rytuałach, wierzyła, że zdoła z tego coś wyciągnąć. Niekoniecznie jeszcze mieli możliwości sprawdzić, jak mu poszło, ale wiedziała, że pracował nad pewnym prototypem, oby nie musieli dzisiaj sprawdzać, czy faktycznie działał.
Ustaliła z Sebastianem, że spotkają się w Dolnie, aby porozmawiać. Listownie ciężko było uzyskać wszystkie informacje, być może coś im umykało, warto więc było po prostu przegadać całą sprawę, a że wspomniał o tym, że będzie znajdował się przy stoisku, to właśnie tam zamierzała się udać na samym początku swojej wizyty w Dolinie Godryka.
Umówili się z Benjym na miejscu. Pojawiła się w punkcie, który ustalili chwilę przed czasem. Rozglądała się uważnie po okolicy kalkulując ile właściwie ludzi jest tutaj obecnych. Zdawała sobie sprawę, że większa część społeczeństwa będzie znajdowała się w Little Hangleton, bo to tam miała odbywać się ta oficjalna, sabatowa część. Poinformowała też ojca o tym, co mogło się wydarzyć, dzięki czemu później miało do niej dołączyć kilku z członków stowarzyszenia Artemis, razem będą czuwać nad wszystkim. Niekoniecznie interesowało ją to całe starcie między Ministerstwem, a zwykłymi zjadaczami chleba, Geraldine obawiała się tego, co siedziało w lesie i że to, co się wydarzy mogło zakłócić ten stan rzeczy. Zdecydowanie lepiej dla wszystkich, gdyby te stworzenia nie przekroczyły linii lasu. Ojciec wspomniał w liście coś o tym, że one ciągle trzymały się lasu dlatego, że znajdowało się tam coś, czego pragnęły. To było całkiem pokrzepiające, bo najbardziej bała się tego, że te stwory mogłyby rozleźć się po świecie. Nie zmieniało to jednak faktu, że ludzie którzy wejdą do lasu znajdą się w niebezpieczeństwie, nie wydawało jej się, żeby mieli świadomość jak bardzo ryzykowali wchodząc tam, a poniekąd uważała, że rolą jej i osób z którymi współpracowała była ochrona przed niebezpiecznymi stworzeniami, a więc nie widziała innej opcji, jak to, żeby się tutaj znaleźć i czuwać.
Kiedy zjawił się jej kuzyn mogli w końcu ruszyć na poszukiwanie kowenowego straganu, gdzie powinien obecny być i ksiądz, z którym mieli do pogadania. Naprawdę ceniła sobie zaufanie Sebastiana i to, że właśnie do niej zwrócił się o wsparcie. - Myślisz, że to stoisko będzie widoczne? - Zapytała jeszcze Benjy'ego rozglądając się wokół. Nie miała pojęcia jak wielki stragan mógł przygotować Kowen.
- Sebastian wspominał w liście, że ma pewne przeczucia, w sumie wiadomo jak jest, lepiej z nim porozmawiać o tym, jak to wszystko widzi. - Nie wspominała chyba Benjy'emu, że kiedyś właśnie między innymi z kapłanem znalazła się w lesie próbując przeprowadzić drobne dochodzenie, z którego niekoniecznie coś wyszło, stąd się właściwie znali.