Miała tę przewagę nad innymi, że zawsze gdzieś tam bardzo głęboko coś jej świtało na każdy temat, jaki zostawał poruszony. Zawsze była to chociaż drobna informacja, jakaś krótka notatka, cokolwiek, żeby się tego chwycić. Prudence sporo czytała, interesowały ją różne dziedziny magii, a również i sama jej teoria, więc właściwie nie mogła narzekać na braki w wiedzy, w przeciwieństwie jednak do większości osób u niej zawsze coś z tego zostawało w głowie, dzięki czemu mogła to odnaleźć. Być może powodowało to te momenty zawieszenia, jednak jej zdaniem nie było to wcale takim czymś do czego nie dało się przyzwyczaić. No, ludzie czasem dziwnie na nią spoglądali, kiedy odpływała gdzieś daleko podczas rozmów, ale ci, na których opinii jej zależało doskonale zdawali sobie sprawę z jej przypadłości, więc w sumie zupełnie nie czuła się poszkodowana w żaden sposób. Miała gdzieś zdanie wszystkich innych, nigdy nie zależało jej na specjalnym uznaniu, nie potrzebowała tego, traktowała swoją inność jako coś zupełnie normalnego.
- To dobrze, bo gdyby faktycznie tak było to mogłabym się zirytować. - Tego zdecydowanie nie chcieli. Cóż, Prue miała swoje zdanie na temat nocnych pobudek i nie należało ono do szczególnie przyjemnych opinii. Ceniła sobie bardzo swój spokojny sen, wiadomo jednak, że pojawiały się czasem przypadki jak ten dzisiaj, kiedy musiała być nieco bardziej wyrozumiała.
- Nie przesadzajmy, chociaż chętnie wysłuchałabym Twoje wykładu, obawiam się jednak, że mamy ograniczone zasoby jeśli chodzi o czas. - Nie wątpiła w to, że jego wykład mógłby się zamienić w całkiem żywą dyskusję, która pewnie trwałaby wiele godzin, bo temat był bardzo rozległy, musieli więc jak najbardziej go skrócić, pewnie będą mogli do tego wrócić w przyszłości, kiedy okoliczności będą nieco bardziej sprzyjające.
- Tak, nie wydaje mi się, żeby można było na nią narzekać. - Uważała w sumie temat, który teraz poruszali za bardzo interesujący, szczególnie w teorii, gorzej, że istniała szansa, że Benjy będzie go badał w praktyce. Nie było najgorzej, bo najwyraźniej zdążyli się do tego nieco przygotować, tyle, że właśnie doświadczenie wciąż było raczej w fazie przygotowawczej, wiele rzeczy mogło pójść nie tak. Jako naukowczyni doskonale zdawała sobie sprawę z tego, ile czynników mogło wpływać na powodzenie tego wszystkiego, to ją odrobinę martwiło, ale wolała się tym jeszcze nie dzielić. Nie chciała znowu wyjść na czarnowidza.
- To ma sens, raczej nikt kto je spotykał nie miał przyjemności przetrwać, nie wątpię w to, że Twoja kuzynka jest specjalna, ale nie wydaje mi się, że i ona dałaby radę bez czegoś, co uratowało jej życie, w tym przypadku musiał to być kromlech o którym wspomniałeś. - Znaki wyryte na kamieniach najwyraźniej spełniły swoją rolę. W głowie Prue pojawiły się jednak inne pytania, kto właściwie postawił ten kromlech w lesie, kto wiedział jakie runy muszą się na nim znaleźć, żeby stał się bezpiecznym miejscem, czy stało się to zupełnie przypadkowo? Nie do końca wierzyła w takie przypadki, przecież nic nie działo się bez przyczyny. Ktoś musiał to wszystko obmyślić.
- Skrót myślowy, po prostu skorzystaliście z tego co działa i stworzyliście coś swojego, co również ma działać, to jest całkiem jasne. - Wypadało to jeszcze przetestować przed użyciem, ale na to faktycznie chyba nie mieli już czasu.
- Przecież całkiem nieźle sobie radzisz z robótkami ręcznymi, ale wiadomo, nie wygląd jest najważniejszy, a wnętrze. - Nie warto było oceniać książkę po okładce, czy coś. Odpowiednie zabezpieczenia potrafiły zdziałać cuda, a Benjy przecież doskonale radził sobie z pieczętowaniem. Nie wątpiła w to, że nie odwalił tutaj fuszerki, zdawała sobie sprawę z tego, że potrafił być bardzo dokładny i precyzyjny, jeśli chodziło o takie trudne tematy. W sumie to dobrze, nikt pewnie nie mógł tego przygotować lepiej od niego, nie mogli lepiej trafić. Powinno czynić to Prue nieco spokojniejszą, mimo wszystko jednak była odrobinę zmartwiona tym, że nie mieli szansy sprawdzić działania tych przedmiotów, to pozostawało niewiadomą.
Zastanawiało ją też, czy stwory z Kniei będą reagowały na pojedynczy amulet i jak, skoro trzymały się z daleka od kromlechu, który był w zasadzie miejscem otoczonym tymi znakami, czy posiadanie samego medalionu wystarczy? Być może zadziała częściowo, a nie w pełni? W sumie trudno to było przewidzieć bez odbytej próby, ale to pewnie było dopiero przed nimi, tak właściwie to nawet wolałaby, aby jednak do tego nie doszło. Niby sama uwielbiała eksperymenty i doświadczenia, jednak akurat to było okropnie niebezpieczne, wolałaby aby jej mąż wrócił do domu, niż został zapamiętany jako ten, który sprawdził działanie czegoś nowego i przy tym poległ.
Znała Tristana. Był jedną z nielicznych osób z którymi utrzymywała kontakt po tym, jak ukończyła swoją szkolną edukację. Przepadali za sobą, nie była to może jakaś zażyła relacja, jednak wiedziała, że można było na niego liczyć. Miała świadomość tego, co mu się przytrafiło, rozumiała dlaczego odszedł z Ministerstwa i zajął się tym, co robił jego ojciec. Było to nieco spokojniejsze od pracy w Departamencie Przestrzegania Prawa i mniej niebezpieczne.
- Znam tylko jednego Tristana Warda. - Zmrużyła oczy i spojrzała na swojego męża. Nie do końca wiedziała o co mu w tej chwili chodzi, no był to ten Tristan Ward, bo jaki inny? - Nom, był Krukonem jak ja, tylko rok wyżej. - Na jej twarzy mógł zobaczyć zdziwienie, nie do końca rozumiała o co mu chodzi. Jak praktycznie ten sam dom, jak domy w Hogwarcie były cztery i każdy do jakiegoś należał. No, albo się było w tym domu, albo nie. Toczyła przez chwilę dyskusję sama ze sobą w swojej głowie, bo nie miała pojęcia czemu tak dziwnie to powiedział. Cóż, noc rządziła się swoimi prawami, czy coś. Godzina była późna, mógł nieco dziwnie się wyrażać, chyba po prostu musiała mu to wybaczyć.
- Tak właściwie to nawet nie wiadomo kto postanowi się do niej zbliżyć. - Nie mieli pojęcia ile osób postanowi znaleźć się blisko, albo przekroczyć granicę lasu. Mieli ograniczone zasoby, w sumie to było całkiem jasne, że nie przygotowali takiej ilości, aby rozdawać je na jakimś stoisku, zresztą był to tylko prototyp, mógł nie działać. - Ty to powiedziałeś. - Dodała jeszcze na ten komentarz o idiocie, żeby nie było, że ona wysnuła podobne wnioski. Wiedziała, że zdarzało mu się działać bardzo impulsywnie, ale w tej chwili dostrzegała, że w tym przypadku całkiem nieźle się przygotował na to, że może dojść do spotkania z tym, co siedziało w lesie. Tak właściwie, chyba nie można było lepiej tego ogarnąć z taką ograniczoną wiedzą.
- To dobrze, Wam się na pewno przydadzą. - Naprawdę liczyła na to, że te medaliony miały odpowiednie właściwości, i jeśli będą musieli ich użyć to pomogą im przetrwać.
- Rozumiem, ale zawsze lepiej testować to na jednym widmie, niż na nie wiadomo jakiej ilości, nie wydaje mi się jednak, że akurat to udałoby się jakoś zorganizować, bo przecież nie wiadomo o nich zbyt wiele. - Poza pracownikami Ministerstwa nikt nie zbliżał się do lasu, tak naprawdę te istoty były ogromną niewiadomą.
- Zdaję sobie sprawę, że to eksperyment i mam nadzieję, że się uda, że dowiecie się czegoś istotnego, jeśli już dojdzie do kontaktu z tymi istotami, no i co najważniejsze, że przetrwacie tę pierwszą próbę, abyście mogli nadal nad nim pracować. - Miała świadomość, jak bardzo niebezpieczne to było, jednak co właściwie mogła na to poradzić? Widma były sporym zagrożeniem, dobrze, że ktoś zainteresował się tym tematem, szkoda tylko, że akurat jej mąż… ale takie było życie, prawda?
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control