25.10.2022, 19:38 ✶
Nie do końca była pewna, czy chce iść naprzód, do źródła wylewającej się wody. Może już lepiej się cofnąć, wpaść na nauczyciela, poudawać histerię, że nie potrafią trafić do dormitorium, bo złośliwe zamczysko tak drogi przestawia, że ciągle lądują nie tam, gdzie trzeba? Może to była lepsza opcja?
Z drugiej strony, podobno Hogwart był najbezpieczniejszym miejscem, zaraz po Gringottcie. Choć też „bezpieczny” bywało czasem mocno dyskusyjne; wystarczy chociażby spojrzeć na Zakazany Las – z pewnością nie bez powodu nadano mu taką nazwę – czy też właśnie potencjalnie powodziowe zagrożenie, którego były teraz świadkiem.
No dobra, to ostatnie nie brzmiało aż tak niebezpiecznie.
Stąd też ostrożnie podążyła za Brenną, wygrzebując przezornie różdżkę i unosząc ją w gotowości. Tak na wszelki wypadek, naprawdę, gdyby się okazało, że obrona jest bardziej niż wskazana.
To, co odkryły, było zaskoczeniem. Kolejnym – niezbyt fartowny dobór słów. Mavelle zamrugała kilka razy, przenosząc spojrzenie to na Brennę, to na płaczącego ducha, aż w końcu zdecydowała się szturchnąć kuzynkę łokciem.
- Ej, nieładnie tak mówić – zganiła ją, nadal skonsternowana i przetrawiająca to, co się właśnie działo. O mamo. Jeszcze tylko tego brakowało, żeby ktoś usłyszał te krzyki – bo nie ma co, pani duch miała parę w niematerialnych płucach, tego jej odmówić nie mogła.
- Nie, nie, to nie tak – wtrąciła pośpiesznie, kręcąc głową. Dłoń z różdżką opuściła, żeby przypadkiem Marta nie pomyślała, że chcą jej zrobić krzywdę (chociaż, dobre sobie. Duchowi? JAK?) - Nikt tu nie mówił, że nie wolno płakać! A Irytek.. ouch, rozumiem, przykro mi bardzo, że to ciebie spotkało. Jedno wielkie utrapienie z niego! – wyrzekła pośpiesznie, ze współczuciem w głosie. Przygryzła wargę, rozważając coś. Noż kurczę, nie od wczoraj uczyła się w szkole, a tu… ciekawość zadziałała szybciej niż rozsądek. – I przepraszam, że o to pytam, ale… długo tu jesteś? Znaczy no, w Hogwarcie, nie przypominam sobie, żebym ciebie wcześniej widziała...
Z drugiej strony, podobno Hogwart był najbezpieczniejszym miejscem, zaraz po Gringottcie. Choć też „bezpieczny” bywało czasem mocno dyskusyjne; wystarczy chociażby spojrzeć na Zakazany Las – z pewnością nie bez powodu nadano mu taką nazwę – czy też właśnie potencjalnie powodziowe zagrożenie, którego były teraz świadkiem.
No dobra, to ostatnie nie brzmiało aż tak niebezpiecznie.
Stąd też ostrożnie podążyła za Brenną, wygrzebując przezornie różdżkę i unosząc ją w gotowości. Tak na wszelki wypadek, naprawdę, gdyby się okazało, że obrona jest bardziej niż wskazana.
To, co odkryły, było zaskoczeniem. Kolejnym – niezbyt fartowny dobór słów. Mavelle zamrugała kilka razy, przenosząc spojrzenie to na Brennę, to na płaczącego ducha, aż w końcu zdecydowała się szturchnąć kuzynkę łokciem.
- Ej, nieładnie tak mówić – zganiła ją, nadal skonsternowana i przetrawiająca to, co się właśnie działo. O mamo. Jeszcze tylko tego brakowało, żeby ktoś usłyszał te krzyki – bo nie ma co, pani duch miała parę w niematerialnych płucach, tego jej odmówić nie mogła.
- Nie, nie, to nie tak – wtrąciła pośpiesznie, kręcąc głową. Dłoń z różdżką opuściła, żeby przypadkiem Marta nie pomyślała, że chcą jej zrobić krzywdę (chociaż, dobre sobie. Duchowi? JAK?) - Nikt tu nie mówił, że nie wolno płakać! A Irytek.. ouch, rozumiem, przykro mi bardzo, że to ciebie spotkało. Jedno wielkie utrapienie z niego! – wyrzekła pośpiesznie, ze współczuciem w głosie. Przygryzła wargę, rozważając coś. Noż kurczę, nie od wczoraj uczyła się w szkole, a tu… ciekawość zadziałała szybciej niż rozsądek. – I przepraszam, że o to pytam, ale… długo tu jesteś? Znaczy no, w Hogwarcie, nie przypominam sobie, żebym ciebie wcześniej widziała...
303