07.10.2026, 12:51 ✶
Milles od zawsze uważała się za specjalistę od translokacji, ale była w pełni świadoma, że zawsze mogło coś pierdolnąć wiadomo. Tymczasem jej czary mary hipno piesek z zaskakującą skutecznością dla rzucającej… podziałały. Popatrzyła jeszcze przez moment na zamknięte drzwi łazienki, po czym też weszła do mieszkania i zamknęła drzwi za nimi, by jakiś nadpobudliwy sąsiad im do roboty się z nosem nie wpychał.
Piątka była mocna, ale dla Moody pieczenie skóry działało motywująco.
– Dzięki! Zmiękczyłaś go tą szyną. Nażarł się to czas na zabawę a potem spanko miejmy na dzieję.. – na co jeszcze miała nadzieję to na to, że jakiekolwiek ważne tropy znajdowały się w łazience…
W sumie… to bardzo by chciała, żeby nie było żadnych tropów. Może i z Harper miały dość twardą, żeby nie powiedzieć wyboistą relację, to miała takie poczucie, że wzajemnie zyskały swój szacunek podczas kilku misji dla Zakonu (po których nie trzeba było kurwa pisać wielostronnicowych raportów!) i myśl o tym, że mogło się coś kuzynce odkleić była… no niepokojąca. Gdzieś w głębi serca Moody liczyła, że to na niej, na trefnym rodzinnym egzemplarzu, zebrały się wszystkie odklejki, żeby reszta mogła dzielnie przeć do przodu. Życie jednak nie działało w ten sposób…
– No dobra, to może zacznijmy tutaj…? – kurwa, i tak było dziwnie. Mimo że Dumbledore kazał, że dużo ludzi było w to zaangażowane. Milles podrapała się po głowie starając odgonić złe myśli i skupić na robocie. Zakładała, że jeśli Harper chciałaby coś przed nimi ukryć, to miałaby dobrą skrytkę, taką którą mogłaby podpatrzeć w sprawie którą prowadziła. Niekonwencjonalną. Czas było rozpocząć przeszukanie…
Piątka była mocna, ale dla Moody pieczenie skóry działało motywująco.
– Dzięki! Zmiękczyłaś go tą szyną. Nażarł się to czas na zabawę a potem spanko miejmy na dzieję.. – na co jeszcze miała nadzieję to na to, że jakiekolwiek ważne tropy znajdowały się w łazience…
W sumie… to bardzo by chciała, żeby nie było żadnych tropów. Może i z Harper miały dość twardą, żeby nie powiedzieć wyboistą relację, to miała takie poczucie, że wzajemnie zyskały swój szacunek podczas kilku misji dla Zakonu (po których nie trzeba było kurwa pisać wielostronnicowych raportów!) i myśl o tym, że mogło się coś kuzynce odkleić była… no niepokojąca. Gdzieś w głębi serca Moody liczyła, że to na niej, na trefnym rodzinnym egzemplarzu, zebrały się wszystkie odklejki, żeby reszta mogła dzielnie przeć do przodu. Życie jednak nie działało w ten sposób…
– No dobra, to może zacznijmy tutaj…? – kurwa, i tak było dziwnie. Mimo że Dumbledore kazał, że dużo ludzi było w to zaangażowane. Milles podrapała się po głowie starając odgonić złe myśli i skupić na robocie. Zakładała, że jeśli Harper chciałaby coś przed nimi ukryć, to miałaby dobrą skrytkę, taką którą mogłaby podpatrzeć w sprawie którą prowadziła. Niekonwencjonalną. Czas było rozpocząć przeszukanie…
Percepcja ◉◉◉○○, rzucam na przeszukanie mieszkania Harper
Rzut Z 1d100 - 57
Sukces!
Sukces!