• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Czarodzieje Kroniki Percival Fletcher

Percival Fletcher
Limbo
you are the bane of my existance and the object of all my desires
wiek
33
sława
VI
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
były łamacz klątw | pisarz

Percival Fletcher
#1
07.10.2026, 13:59  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.10.2026, 20:27 przez Percival Fletcher.)  

Percival Séamus Fletcher

Urodzenie: 14.06.1939 r., 33 lata, numerologiczna szóstka
Stan cywilny: kawaler
Krew: półkrwi
Zamieszkanie: Kawalerka na Alei Horyzontalnej, Londyn
Pochodzenie: Urodził się w Dublinie jako pierworodny syn czarodzieja półkrwi, Reginalda Fletchera, scenografa w teatrze The Globe i czarownicy półkrwi, Máirín Brannagh, archeolożki. Można powiedzieć, że w żyłach Percivala płynie krew nie tylko angielska ze strony ojca, ale też francusko-irlandzka ze strony matki. Jego babka, która umarła przy porodzie była bowiem czarownicą brudnej krwi pochodzącą z Francji (czym matka Percy'ego nigdy się zanadto nie chwaliła, nawet małżonkowi), a dziadek pochodził z Irlandii. Tam też urodziła się Máirín i tam oboje mieszkali jeszcze do niedawna. Dziś jego rodzice mieszkają osobno, matka wciąż w Irlandii, a ojciec w mieszkaniu, które miał dla siebie od lat w Londynie.
Kształtowanie: ◉◉◉○○
Rozproszenie: ◉◉◉◉○
Transmutacja: ◉◉◉○○
Zauroczenie: ◉◉○○○
Nekromancja: ◉○○○○
Translokacja: ◉◉○○○
Percepcja: ◉○○○○
Aktywność fizyczna: ◉◉○○○
Charyzma: ◉◉○○○
Rzemiosło: ◉○○○○
Wiedza przyrodnicza: ○○○○○
Wiedza o świecie: ◉◉◉○○
Poziom spaczenia: II - Jeśli zaistniałyby takie okoliczności, że musiałby ochronić kogoś bliskiego lub siebie przed kimś, kto chciałby zrobić im krzywdę, nie wahałby się zbyt długo przed użyciem nawet najgorszych klątw. Dotychczas jednak taka sytuacja nie miała miejsca, więc wszystko to jest tylko teoretyczne.
Różdżka: Różdżka z czerwonego dębu, o rdzeniu z włókna ze smoczego serca, sztywna, o długości 12,5 cala.
Zwierzę totemiczne: Kot
Aura: Niebieska z przebłyskami ciemnego fioletu i czerwieni.
O zdolnościach: Percival nie może nazwać się niezwykle utalentowanym we wszystkich możliwych dziedzinach. Po pierwsze, kto tak ma? Po drugie, łatwo mu się przyznać do tego, czego absolutnie nie potrafi. A po trzecie, uważa, że lepiej być dobrym w kilku dziedzinach, które cię interesują, niż miernym we wszystkim. Dlatego też zawsze dawkował sobie wiedzę. Były przedmioty, których uczył się zaciekle, przyswajając informacje naprawdę dobrze, ale były też przedmioty, z których nawet się nie przygotowywał, a jeśli już to robił to mając w głowie zasadę trzech Z: Zakuć, Zdać, Zapomnieć. Tak było w przypadku Eliksirów, Zielarstwa czy Wróżbiarstwa. Przy okazji warto jednak wspomnieć, że to jego zakuwanie też nie było najwyższych lotów. Zwykle wystarczyła mu taka ocena, żeby dostać się do kolejnej klasy. I tyle. Za to w przypadku Zaklęć czy Obrony Przed Czarną Magią… No ten przypadek był po prostu wybitny. Do nauki zaklęć zawsze się przykładał najlepiej jak mógł. Siedział choćby i nocami, byleby tylko idealnie opanować inkantację i ruch różdżką. Miał do tego smykałkę. Poza tym, był uparty i jak chciał coś osiągnąć to musiał włożyć w to całego siebie. Pragnął zostać łamaczem klątw, a to nie były przecież proste do opanowania rzeczy. Chciał też zostać animagiem, z praktycznych powodów, więc do transmutacji też przykładał się najbardziej, jak tylko był w stanie, godząc resztę przedmiotów. Choć OWUTEMy zdał z niej na Zadowalający (powinęła mu się noga na kilku pytaniach, no niestety), to jakiś czas po skończeniu szkoły udało mu się zostać animagiem. Spośród zaklęć, najgorzej radził sobie z tymi translokacyjnymi i z urokami, jednak nie jest aż tak tragicznie. Można rzec, że jest stabilnie, bo przecież człowiek, w tym przypadku czarodziej, uczy się całe życie, prawda? Po szkole postanowił sobie także, że kiedyś opanuje podstawy nekromancji. Szło mu nawet w porządku, bo i dziedzina ta była dla niego niezmiernie ciekawa, jednak nie jest w tym orłem, głównie przez brak czasu, który mógłby poświęcić na jej naukę. Jednak i w tym przypadku powtarza sobie, że może kiedyś. Szczególnie teraz, gdy nie musi codziennie zajmować się łamaniem klątw.
Oprócz zaklęć i transmutacji, miał też zacięcie do języków, ale jeden z tych, którymi umie się posługiwać praktycznie wyniósł z domu, a drugiego nauczył się, aby ułatwić sobie współpracę z goblinami. Pisanie zaś zaczęło się jako zwykłe hobby, aby ukoić nerwy czy wyrzucić z głowy natrętne młodzieńcze myśli w formie poezji. Z czasem ewoluowało w prozę, a skończyło się pisaniem pełnoprawnych książek po godzinach w pracy. Każdy niemal pomysł okazywał się być możliwy do zrealizowania po konsultacjach z odpowiednimi ludźmi, wszystko okazywało się być hitem po współpracy z jego zaprzyjaźnionym edytorem. Z początku pisarstwo wciąż było tylko odskocznią dnia codziennego, lecz po trzeciej wydanej książce stało się naprawdę dobrym źródłem dochodowym. Warto jednak tutaj wspomnieć, że wszelkie pieniądze, które zarobił z pisania, odkładał na koncie w banku, odpowiednio zabezpieczonym. Mimo bycia Gryfonem, był rozsądny. Rodzice nauczyli go co nieco o wartości pieniądza, szczególnie ojciec, który niekiedy obracał się w towarzystwie półświatka.
Choć zdaje sobie sprawę z tego, że nie da się być we wszystkim doskonałym, niekiedy przeszkadza mu brak wiedzy przyrodniczej. Tłumaczy sobie jej brak tym, że przecież nie potrzebuje jej do życia, ważne, że wie jak i czym nakarmić sowę i gdzie lubi być drapany w formie animaga (najbardziej za prawym uszkiem i pod bródką), ale miał taki czas po skończeniu szkoły, że trochę żałował tego, że nie przykładał się bardziej do rozwijania też tej dziedziny wiedzy. Przecież przyroda była w rzeczywistości fascynująca! Z tym, że nie na jego dość humanistyczną głowę i typowe miastowe podejście do życia. Przebywanie na łonie natury we Francji, gdy musiał zająć się jakąś klątwą, która nie była związana ze skarbem państwa (prościej, nie była jednym z zabytków francuskich), a z naturą, przyprawiało go o mdłości. Szczególnie gdy był świadkiem tego, jak owady latały wokół, jak ich pancerze stukały, jakie bzyczenie z siebie wydawały. Nigdy nie bał się owadów, jednak brak lęku nie sprawiał, że nagle były dla niego fascynujące. Dlatego w gruncie rzeczy cieszy się z bycia kompletnym mieszczuchem. Przynajmniej owadów jest mniej. A eliksiry czy maści magiczne? Można przecież kupić.
Niestety, jako że w niedawnym czasie zdiagnozowano u niego petryfikacyjne zaniki nerwowe, jego kariera łamacza klątw legła w gruzach. Albo raczej, on sam ją położył w tych gruzach, bo nagle, gwałtownie, złożył wypowiedzenie w dotychczasowej pracy, napisał kilka listów do rodziny, kolejno do matki w Irlandii i ojca w Anglii, no i przybył. Jak syn marnotrawny. Chyba tylko po to, aby być bliżej rodziny na wypadek jakby… Stało się coś gorszego niż tylko drętwienie palców u stóp. Działanie to było impulsywne i pewnie także nielogiczne, jednak próbował robić dobrą minę do złej gry, wciskać wszystkim wokół kit o tym, jak zmęczyła go Francja i psychofanki jego książek dopatrujące się cech jego byłych w głównych bohaterach jego powieści. Przecież nikt nie musiał wiedzieć, że prawdziwe powody były związane z nadwyrężonym zdrowiem, prawda?

CIACH CIACH: Kiedy Percival podejmuje się jakiejś renowacji w swoim domu, robi to za darmo. I choć nie jest specjalistą od rzemiosła i raczej wszystko wychodzi mu koślawo, jest w stanie odzyskać jeden losowy składnik ze zniszczonego przedmiotu. Rzadko jednak z tego korzysta. Wyznaje zasadę, że lepiej zatrudnić kogoś, kto się na tym zna, niż samemu coś spartaczyć. No chyba, że zależy mu na prywatności…

POPULARNOŚĆ: Kiedyś myślał, że fantastycznie jest być popularnym. Dziś jest już tym zmęczony, dostając kolejny list od fanki, która nie dość, że kocha jego prozę, to jeszcze kocha jego wygląd i pisze mu o jakimś ołtarzyku, który mu zrobiła przed kilkoma dniami. To zmęczenie jest oficjalnie głównym powodem, dla którego wyjechał z Francji, choć na Wyspach Brytyjskich też jest (niestety) znany, ale… Liczy na to, że odrobinę mniej. Tak czy siak niekiedy jak wychodzi na miasto szukać inspiracji i obserwować ludzi, robi to pod postacią kota.

PISANIE KREATYWNE I: Już w młodości uwielbiał pisać. Zwykle bywały to wiersze miłosne do kolejnych obiektów westchnień (a tych w czasach szkolnych było tylko troje), z czasem jednak pasja ta przerodziła się w pisanie do szuflady. Najpierw krótkich opowiadań, następnie całych książek. Swoją pierwszą wydał jako Séamus Brannagh dziesięć lat temu i ta powieść grozy okazała się wielkim hitem. Później przez jakiś czas miał koszmarny zastój pisarski, aż do 1967 roku, tuż przed tym jak wyjechał do Francji, pod wpływem nieszczęśliwego zauroczenia piękną paryżanką o imieniu Madeleine, wydał kolejny hit, tym razem o miłości, zdradzie i dumie zawoalowanej w klimat grozy. Od tej pory, na okładkach podając swoje prawdziwe imię i nazwisko, a nie pseudonim artystyczny stworzony z drugiego imienia i nazwiska panieńskiego matki, napisał już pięć książek, które są chętnie czytane. Jeszcze do niedawna łączył pisanie z pracą łamacza klątw, jednak po powrocie na Wyspy Brytyjskie jesienią 1972 roku, postanowił skupić się tylko na pisaniu. I takim ciekawym trafem, miesiąc przed powrotem do Londynu, dostał propozycję napisania scenariusza sztuki inspirowanej jego drugą powieścią. Odpowiedni przypadek w odpowiednim czasie, można by rzec. Nikt nie musi wiedzieć, że ojciec pociągnął kilka sznurków.

JĘZYK FRANCUSKI I: Język francuski jest dla niego niemal drugim językiem. Gdy był mały, mama, choć była z urodzenia Irlandką i sama w dzieciństwie niewiele miała kontaktu z tym językiem ze względu na śmierć swojej mamy w bardzo młodym wieku, często mówiła po francusku. Sama się tego nauczyła, do czego zachęcał ją ojciec. Fascynacja tym językiem udzieliła się małemu Percy'emu. A gdy zaczął pracować dla Banku Gringotta, a następnie około cztery lata temu wyjechał do Francji żeby tam pracować jako łamacz klątw, znajomość francuskiego okazała się dla niego niezwykle użyteczna. Jako że ostatnie lata więcej używał francuskiego niż angielskiego, zdarza mu się niekiedy wtrącać pojedyncze słówka. Nie dlatego, że angielskich odpowiedników nie pamięta, a bardziej dlatego, że tak jest mu wygodnie (i może tym kogoś zirytować).

JĘZYK GOBLIDEGUCKI I: Przez sporą część życia pracował z goblinami oraz planował z nimi pracować, naturalnym więc się wydaje to, że czuł potrzebę nauczenia się ich języka. Łatwiejsza komunikacja i tak dalej. Język ten sam w sobie nie należy do najłatwiejszych, no ale jakoś mu się udało go nauczyć do stopnia, w którym mógł się komunikować i rozumieć polecenia. Zaczął uczyć się tuż po szkole, gdy tylko rozpoczął kursy uprawniające go do pracy jako łamacz klątw w Banku Gringotta.

ANIMAGIA III: Już w czasach szkolnych chciał zostać animagiem. Nigdy nie miał podejścia do zwierząt i chyba w duchu liczył, że jak zmieni się w jakiegoś zwierzaka, to będzie mu łatwiej. No i… To nie miało zbyt dużego znaczenia. Gdy już po skończeniu szkoły spróbował i po tygodniach planowania oraz zmagania się z całym procesem zmienił się w ciemnobrązowego kota, po powrocie do swojej postaci stwierdził "no i po co mi to było?". Gdy jednak dojrzał do tej umiejętności, docenił to, jaką postać czworonoga daje mu anonimowość. A teraz? Teraz można by rzec, że więcej czasu spędza jako czterokilogramowy kot, przypominający tego rasy havana brown. Co ciekawe, zmienia się w niemalże identycznego kota jak ten, którego mieli niegdyś w domu.

KLĄTWOŁAMANIE III: Jego największym marzeniem zawsze było zostać łamaczem klątw. W młodości dużo o nich słyszał, zresztą, jego wujek, brat mamy z drugiego małżeństwa dziadka, był jednym z nich. Mieszkał i pracował w Egipcie, co wydawało się Percivalowi szalenie fascynujące. No i w końcu stwierdził, że też by tak chciał. Jednak wujek nie powiedział mu nigdy o tym, jaka ta praca jest niebezpieczna, że trzeba mieć pewną rękę i doskonałe umiejętności czarowania. Na całe szczęście Percy spełniał te kryteria, choć nieraz otarł się o nieprzekraczalny margines błędu w pracy najpierw w Banku Gringotta w Anglii, następnie we Francji.

PSYCHOFANI I: Percy sam nie uważałby się za przesadnie popularnego, gdyby nie to, że zdarza mu się dostawać listy, które są… Nieco niepokojące. Swoją treścią sugerują, że ktoś kto go kocha wie, gdzie mieszka, zna jego sekrety i masę innych rzeczy, które go po ludzku niepokoją. We Francji nawet powiadamiał o tym aurorów, no ale co, nic z tym nie mogli zrobić, bo listy były anonimowe, wysłane przez wypożyczoną z sowiej poczty sówkę. Jednym z ostatnich listów, które dostał, był list, w którym psychofan grozi mu, że jak nie napisze kolejnej książki w przeciągu trzech miesięcy, to zrobi mu krzywdę. Nie żeby się przeraził tą groźbą, no ale to przelało szalę goryczy. Nie zmienia to faktu, że teraz, gdy jest z powrotem w Londynie, ma nadzieję, że tak obsesyjni fani go nie dopadną, no ale… Mimo, że często zwiedza miasto pod postacią kota, wciąż pokazuje się publicznie, ma spotkania z czytelnikami i podpisuje swoje książki. Tym razem jednak nie zamierza w żadnym wywiadzie mówić o tym, gdzie mieszka, bo to prowadzi tylko do kłopotów z anonimowością… A niestety we Francji popełnił ten błąd.

WODNICZEK I: Percy nie ma zielonego pojęcia z czego to wynika, ale ma ogromną słabość do istot wodnych. Za każdym razem, gdy poznawał jakąś (lub jakiegoś) selkie, wilę, pół-wilę czy istotę związaną z wodą, nie mógł się im oprzeć. Po prostu jest w stanie wykonać każdą prośbę o jaką go poproszą. Dlatego w duchu modli się, żeby już żadnej istoty wodnej w życiu nie spotkał. Zresztą, to właśnie przez tę zawadę zdał sobie sprawę z tego, że ma słabość również do mężczyzn, a także istot, które wyglądają jak mężczyźni.

WEGETARIANIN I: Od kiedy skończył szkołę jest wegetarianinem. Nawet nie dlatego, że boli go krzywda zwierząt, a dlatego, że po prostu nie przepada za smakiem mięsa.

CHOROBA GENETYCZNA: PETRYFIKACYJNE ZANIKI NERWOWE I: Cóż, oficjalna wersja historii z jego powrotem do Anglii brzmi tak, że znudził się Francją, znudził się obsesyjnymi fanami nie dającymi mu spokoju w Paryżu, jednak tak naprawdę powód powrotu bliżej domu, bliżej Dublina i rodziny, był zupełnie inny. Wiosną 1972 roku pojawiły się u niego pierwsze objawy petryfikacyjnych zaników nerwowych. Na początku drętwienie palców u prawej stopy, co zdarzyło mu się ignorować, później jednak drętwienie i mrowienie rozlewające się na okolice pięty i kostki, czego już ignorować nie potrafił. Wybrał się do uzdrowiciela i usłyszał diagnozę. Ze słów lekarza wynikało, że jego kariera łamacza klątw mogła legnąć w gruzach, bo co, jeśli drętwienie pojawiłoby się w jego dłoni i to w momencie zdejmowania jakiejś potężnej klątwy? Dlatego wszystko to rzucił i powrócił do Londynu, gdzie mieszkał po skończeniu Hogwartu. Teraz, cóż, próbuje z tym żyć, nie uważa tego za wyrok, jednak ucieszył się, gdy dostał propozycję pisania scenariusza sztuki, którą chcieli wystawić w The Globe. Nie wie, czy mu się to uda, bo razem ze świadomością potencjalnego kalectwa, przyszła mgła myślowa i kompletny brak weny, ale musi być dobrej myśli. Inaczej zwariuje, a przynajmniej tak sobie powtarza.

LĘK WYSOKOŚCI II: Jedynym jego lękiem jest ten związany z wysokością. Przeraża go nawet wejście po drabinie na wysokość około trzech metrów. Jako że jego dzieciństwo i życie nie należą do najbardziej traumatycznych, wydarzeniem, które go straumatyzowało w życiu najbardziej, było wyjście na Wieżę Eiffla, żeby złamać klątwę, którą jakiś utalentowany żartowniś rzucił na konstrukcję. Gdyby tego on i ekipa kilku innych łamaczy nie zrobili, każdy kto zbliżał się lub wychodził na ten zabytek, dostawałby ataku śmiechu. A to z kolei wiązało się z przypadkowym ryzykiem spadnięcia i zrobienia sobie poważnej krzywdy. Percival czasem o tym wspomina, mówiąc, że to straumatyzowało go bardziej niż ojciec mówiący, że kradzież nie jest zła, jak zrobiona umiejętnie i w tajemnicy. Jak można się domyślić, na miotle to on nie lata.

MIASTOWY III: Za nic w życiu nie rozumie przyrody. Umie nakarmić psa, kota czy sowę, ale ogólnie pojęta przyroda i nauki oscylujące wokół niej są dla niego czymś niepojętym. Eliksiry? Jego pięta Achillesowa. Zielarstwo? Zawsze źle nakładał ochraniacze na uszy, gdy mieli coś zrobić z mandragorami. Och, naprawdę nienawidzi nauk przyrodniczych. A natura? Pikniki na jej łonie? Na gacie Merlina, wszystko tylko nie to. Za bardzo przywykł do wygód miasta, żeby choć na chwilę uciekać na wieś i użerać się z robactwem.
Edukacja: W latach 1950-1957 uczęszczał do Hogwartu. Jako uczeń został przydzielony do Gryffindoru, z czym nie sposób się było nie zgodzić, ponieważ zawsze posiadał cechy typowego Gryfona. Odwaga, brawurowość, śmiałość, niesamowicie silny kompas moralny, upór i niekiedy zero pomyślunku. Co tu dużo mówić, ze szkoły wyszedł rozsądniejszy, z ogromną wiedzą na temat czarów, ich użycia i minimalizowania ich skutków.
W szkole szło mu dobrze. Nie wybitnie, ale dobrze. Były przedmioty z którymi kompletnie sobie nie radził (Zielarstwo, Eliksiry), były i takie, których podjął się dla jaj (Wróżbiarstwo), jednak te, które lubił i z których mu szło dobrze lub wybitnie, były dla niego ważne i do nich najczęściej się przykładał. Do tych należały Zaklęcia, Obrona przed Czarną Magią i Transmutacja.
Już w czasach szkolnych zaplanował, że zostanie klątwołamaczem i tak też zrobił. Od razu po szkole wziął udział w kursie przygotowującym do pracy łamacza klątw, a gdy go ukończył, dostał się na ciepłą i stabilną posadę do Banku Gringotta (gdzie zresztą już podczas kursu udało mu się dostać staż i sprawdzić swoje umiejętności w praktyce).
Doświadczenie: Jego doświadczenie tak w pisarstwie, jak i w pracy klątwołamacza się poniekąd pokrywają. Pisał już będąc w szkole, później na kursie zawodowym i dalej, gdy pracował już w Banku Gringotta. Nie przestawał pisać, gdy przeprowadził się do Francji przed czteroma laty. Nic więc dziwnego, że zacięcie pisarskie i ogromne pokłady weny odwdzięczyły mu się wybiciem się na rynku wydawniczym, znajdując swoją niszę - powieści grozy lekko przyprószone romantyzmem. Wszystko to pisane w magicznych realiach, skierowane tylko do czarodziejów. Jednak poza pisaniem było właśnie łamanie klątw, bardziej przyziemne, dające zarobić trochę galeonów, gdyby życie powieściopisarza jednak się nie opłaciło. Z dwóch tych, powiedzmy, zawodów, z powodów osobistych (przede wszystkim z potrzeby odczuwania adrenaliny), zawsze bardziej kochał łamanie klątw. Czy to w terenie, czy tylko w teorii, gdy zaproszono go do poprowadzenia zajęć dla grupy kursantów sztuki czy łamania klątw. Kochał to nad życie. Jednak nie zawsze można do końca życia robić jedno i to samo, i tak właśnie okazało się być w jego przypadku. Choć ogromne doświadczenie pozwala mu na pracę łamacza klątw, nawet samo wykładanie na kursach lub którejś z powstających uczelni, zdecydował się już w to nie brnąć, zostawić to za sobą i skupić się na pisaniu, szczególnie teraz, gdy tak bardzo potrzebuje spokoju dla zdrowia i regeneracji sił. Poza tym, umiejętności pisarskie, które rozwijał przez lata się mu opłaciły. Nie powinien więc narzekać.
Aktualne miejsce pracy: Pisarz, scenarzysta w The Globe
Cechy szczególne: Chodzi opierając się o laskę. Gdy zostaje o to zapytany, mówi, że to dla zmiany ogólnego wyglądu, jednak prawda jest bardziej bolesna. Bez laski mógłby przypadkiem wywinąć orła na kostce brukowej, gdyby złapało go mocniejsze drętwienie nogi. Jednak największe jego cechy szczególne pojawiają się, gdy jest pod postacią animaga. Na jego zwykle ciemnobrązowym wtedy pyszczku kilka lat temu pojawiła się siwizna, która z roku na rok tylko postępuje, co ciekawe, znacznie szybciej niż w jego ludzkiej formie. Albo po prostu jeszcze tego nie zauważył… Ma też kilka drobnych blizn i pieprzyków na ciele, jednak w miejscach, które zwykle są zakrywane (pieprzyki na plecach oraz zaskakujące znamie w okolicy kości ogonowej, w kształcie przypominającym Australię).
Rozpoznawalność: VI - Gdy zaczął pisać luźne opowiadania do szuflady, w najśmielszych snach nie przypuszczał, że dotrze do takiego etapu rozpoznawalności jak ten. Zakładał raczej, że kilkaset ludzi może przeczyta jego książki, te tymczasem stały się bestsellerami wśród magicznej społeczności we Francji, Hiszpanii, Włoszech, Niemczech i Wielkiej Brytanii. Z tym wiąże się jednak też ciemna strona sławy, czyli fani i inni ludzie proszący go o podpisanie książki. Na ogół jednak cieszy się tym, że mimo wszystko nie każdy jest czytelnikiem. Gdyby był aktorem i wybił się w ten sam sposób? Oj, wtedy by miał przesrane. Do poziomu jego sławy oprócz oczywistej popularności jego książek przyczyniły się dwa poważnie wyglądające romanse: jeden sprzed roku z popularną w Paryżu aktorką, drugi sprzed sześciu lat z brytyjskim muzykiem, niszowym co prawda, ale wciąż słuchanym. Wtedy było o nim głośno, bo oba zerwania były… powiedzmy, burzliwe.

Wskazówki dla Mistrza Gry

Róbcie z nim co chcecie. Chętnie przyjmę jakiś wątek z psychofanem/psychofanką, możecie mu nawet nagle powiedzieć, że ma dziecko, o którym nie wie (miał kilka romansów w życiu, tak z kobietami, jak i mężczyznami). Nagły większy postęp choroby? Jasne, zgadzam się. Ogółem każda afera i aferka mile widziana. Tylko przed śmiercią ostrzeżcie. Chciałabym też mieć kiedyś szansę na pobawienie się jego poziomem spaczenia (ale myślę, że to może jakiś event zweryfikować prędzej czy później).
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości





Wiadomości w tym wątku
Percival Fletcher - przez Percival Fletcher - 07.10.2026, 13:59

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa