07.10.2026, 18:22 ✶
Szok wywołany przemianą chłopaka nie minął prędko. Gdyby Viola była w ludzkiej postaci, może zmarszczyłaby brwi. W krogulczej formie mogła jedynie przekrzywić łeb i wpatrywać się w niego jednym, czujnym okiem.
Potem… wszystko zadziało się jednocześnie.
Wrzask rozdarł spokojne popołudnie tak gwałtownie, że wzdrygnęła się cała. Szpony głębiej wpiły się w korę dębu. Pióra nastroszyły się wzdłuż karku. Ciało zadrżało, sylwetka kobiety wygięła się w sposób, którego ludzkie ciało nie powinno znać, a z gardła wyrwał się dźwięk, który nie należał już do człowieka.
Nie było czasu na zastanawianie się, kim był chłopak ani czym była jego matka. Krogulec zareagował pierwszy, gdy instynkt zagłuszył wszelkie myśli.
Kek-kek-kek! Krzyk wyrwał się z jej dzioba sam. Potem demoniczny ptak (bo nazwanie go krogulcem byłoby obrazą!) szarżował na nią. W momencie, gdy zielony chaos, płonące pnącza i wystrzelające z ziemi cierniste pędy (skąd się tam wzięły? czy to klątwa żywiołów? nie miała czasu tego rozważać) zaczęły oplatać okolicę, a demoniczny ptak runął w jej stronę, Viola odbiła się od konara dokładnie w chwili, w której ptak uderzył w gałęzie. Spadła w gęste poszycie leszczyny oraz paproci. Słyszała szum skrzydeł przelatujących tuż nad nią, szarpnięcie pazurów szarpiących powietrze tam, gdzie przed chwilą była jej pierś. Wyminęła śmierć o centymetry! Co za szajbuska!
Skrzydło musnęło jeden z kolczastych pędów i poczuła krótkie, ostre szarpnięcie. Sierowała się w głąb lasu, gdzie gęstwina była najgęstsza, gdzie większy ptak nie mógłby za nią podążyć.
Wycie jej własne było krótkie i desperackie. Lecąc zygzakiem, unikając kolejnych szarpnięć, myślała tylko o tym, aby lecieć dalej, głębiej w las, pozostawić ten dom, jego matkę, chaos i… jego. Ale jej spojrzenie, na ułamek sekundy, szukało chłopaka w zielonym zamęcie. Widziała go uwięzionego we własnym żywiole z twarzą pełną przerażenia, które nie było skierowane ku niej, ale ku matce.
Potem… wszystko zadziało się jednocześnie.
Wrzask rozdarł spokojne popołudnie tak gwałtownie, że wzdrygnęła się cała. Szpony głębiej wpiły się w korę dębu. Pióra nastroszyły się wzdłuż karku. Ciało zadrżało, sylwetka kobiety wygięła się w sposób, którego ludzkie ciało nie powinno znać, a z gardła wyrwał się dźwięk, który nie należał już do człowieka.
Nie było czasu na zastanawianie się, kim był chłopak ani czym była jego matka. Krogulec zareagował pierwszy, gdy instynkt zagłuszył wszelkie myśli.
Kek-kek-kek! Krzyk wyrwał się z jej dzioba sam. Potem demoniczny ptak (bo nazwanie go krogulcem byłoby obrazą!) szarżował na nią. W momencie, gdy zielony chaos, płonące pnącza i wystrzelające z ziemi cierniste pędy (skąd się tam wzięły? czy to klątwa żywiołów? nie miała czasu tego rozważać) zaczęły oplatać okolicę, a demoniczny ptak runął w jej stronę, Viola odbiła się od konara dokładnie w chwili, w której ptak uderzył w gałęzie. Spadła w gęste poszycie leszczyny oraz paproci. Słyszała szum skrzydeł przelatujących tuż nad nią, szarpnięcie pazurów szarpiących powietrze tam, gdzie przed chwilą była jej pierś. Wyminęła śmierć o centymetry! Co za szajbuska!
Skrzydło musnęło jeden z kolczastych pędów i poczuła krótkie, ostre szarpnięcie. Sierowała się w głąb lasu, gdzie gęstwina była najgęstsza, gdzie większy ptak nie mógłby za nią podążyć.
Wycie jej własne było krótkie i desperackie. Lecąc zygzakiem, unikając kolejnych szarpnięć, myślała tylko o tym, aby lecieć dalej, głębiej w las, pozostawić ten dom, jego matkę, chaos i… jego. Ale jej spojrzenie, na ułamek sekundy, szukało chłopaka w zielonym zamęcie. Widziała go uwięzionego we własnym żywiole z twarzą pełną przerażenia, które nie było skierowane ku niej, ale ku matce.
Koniec sesji
Kotów kat ma oczy zielone
Ja pazurami trzymam się za życia brzeg
Moje dni mam już policzone
Czekam, aż świat zazieleni się na śmierć
Ja pazurami trzymam się za życia brzeg
Moje dni mam już policzone
Czekam, aż świat zazieleni się na śmierć