Wieczór był chłodny. Nie sądziła jednak, aby to było powodem przez który na Pokątnej kręciło się mniej osób niż zazwyczaj w podobnych okolicznościach. Nie można było powiedzieć, że okolica była opustoszała, jednak w porównaniu do tego, jak zazwyczaj wyglądały miejsca jak to podczas sabatów… dało się zauważyć pewną zmianę. Nie dziwiło jej to zbytnio. Zdążyło się już ściemnić, a po tym co stało się w Londynie nie wszyscy pewnie mieli chęć na te wszystkie, drobne interakcje społeczne, jak choćby picie grzanych trunków w towarzystwie obcych sobie osób. Spalona Noc pozostawiła po sobie ślady, zdecydowanie głębsze niż można było zauważyć na pierwszy rzut oka. Widziała to w mijających ich ludziach, którzy niby zachowywali się jak zawsze, jednak zdarzało im się zupełnie niespodziewanie oglądać za siebie, czy wpatrywać w innych dłużej niż powinni, jakby szacowali jakie właściwie mogą mieć zamiary. Nie dziwiło jej to jakoś szczególnie, ledwie dwa tygodnie wcześniej wydarzyła się ogromna tragedia, podczas której życia straciło wielu niewinnych. Kto właściwie wiedział jaki plan mieli poplecznicy tego wariata, kiedy znowu zamierzali uderzyć? Wszystko było jedną, wielką niewiadomą. Warto było więc uważać, nawet podczas sabatów, które raczej kojarzyły się z beztroską i radością.
Na Pokątnej rozstawione były stoiska, Prudence miała jednak wrażenie, że nie było ich tak wiele jak zawsze, właściwie nie było się zbytnio czemu dziwić. Ludzie potracili swoje dobytki, nie mieli czym handlować, mimo wszystko dobrze, że próbowali wrócić do normalności, nie dali się wystraszyć.
Zwróciła uwagę na to, że większość sprzedawców informowała o tym, że zbiera pieniądze na konkretny cel, spalone mieszkania, potracone miejsca życia, warto było dołożyć coś od siebie. Spojrzała na Benjy'ego, w sumie to miała naprawdę sporo szczęścia podczas tamtej nocy, niektórzy mogli jej tego pozazdrościć. Tak właściwie nadal uważała, że tylko dzięki niemu udało jej się przetrwać, sama - cóż, kto wie, czy dotarłaby do Ministerstwa, pewnie miałaby z tym ogromny problem.
Nie umknęli jej aurorzy, którzy stali z boku i obserwowali okolicę, czuwali nad tym, co się działo. Byli gotowi zareagować, gdyby ktoś znowu postanowił zakłócić porządek. Na pewno Fenwick też to wszystko widział, nie musieli dyskutować o tym na co przyszło im teraz patrzeć, atmosfera była gęsta, tak jak i nastrój.
Przystanęła na moment, tak właściwie to nie mieli konkretnych planów zakupowych, sądziła jednak, że zostawią tutaj trochę grosza, aby chociaż odrobinę wesprzeć tych wszystkich ludzi. Benjy poprawił jej kołnierz, który został uniesiony przez wiatr, spojrzała na niego i uśmiechnęła się lekko. Nie musiał nic mówić, te drobne gesty świadczyły same za siebie, dbał o nią, co oczywiście zauważała.
Mijali kolejne stoisko, kiedy Benjy się do niej odezwał. Przystanęła i spojrzała w stronę, którą jej pokazał. Coś mieniło się w ciemności, faktycznie mogło zwrócić uwagę przechodniów. - Tak myślisz? Możemy więc rzucić na to okiem. - Z tej odległości trudno jej było stwierdzić czym właściwie był ten przedmiot, to mogła być chusta, apaszka, czy jeszcze coś innego, ale zdecydowanie było warte obejrzenia. Ruszyła się więc w tamtą stronę, żeby nikt ich nie ubiegł. Skoro Benjy zasugerował, że jest to coś dla niej, to zdecydowanie należało sprawdzić, czy faktycznie miał rację. Prudence nie należała do osób, które jakoś specjalnie przepadały za zakupami, jeśli jednak coś zwróciło jej uwagę, to raczej sobie nie odmawiała.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control