08.10.2026, 17:30 ✶
Słowa przyjaciółki wyrwały ją z zamyślenia o tym wszystkim, co się wydarzyło przed… Właściwie nie wiedziała przed iloma minutami. Spojrzała na nią nierozumiejącym nic spojrzeniem, ale zdołała się uśmiechnąć.
– Mona, cześć! – Przełknęła gulę, która zdążyła urosnąć jej w gardle. Na kolejne słowa pokręciła głową. Już miała skłamać, że przecież nic się nie stało, wszystko jest w jak najlepszym porządku i tak tylko stoi bez ruchu, bo się zapatrzyła w przestrzeń. Jednak coś popchnęło ją do powiedzenia prawdy. Albo raczej nie udawać, że wszystko jest takie, jakie być powinno. – Przepraszam, jeśli cię zatrzymam, tym bardziej, że się spieszysz, ale muszę cię o coś zapytać. Czy… Czy zauważyłaś dziś coś dziwnego, tutaj, na Pokątnej? – zapytała, marszcząc przy tym brwi.
Może i porzuciła plan zostania tymczasową detektywką, ale musiała wiedzieć, czy zwariowała, czy może faktycznie działo się coś dziwnego. Jeśli zwariowała, dobrym wyborem byłoby się pewnie prędzej niż czy później udać do Lecznicy Dusz, jeśli jednak była szansa, że Mona słyszała kiedyś o jakimś przypadku… tego co przed chwilą spotkało Sabrinę, chciała zaryzykować. Co się mogło stać? W najgorszym wypadku sama panna Rowle uzna koleżankę za kompletnie zakręconą i powie o tym Alice, co zupełnie skreśli Sabrinę z potencjalnej listy osób wartych uwagi. To była strasznie głupia, wręcz idiotyczna myśl, bo panienka Bletchley przecież przyjaźniła się z Briną od kilkunastu lat. No ale jednak myśl taka przemknęła przez głowę blondynki. Niestety.
– To zabrzmi strasznie głupio, idiotycznie wręcz, ale mam wrażenie, że straciłam dużo czasu na błądzenie po ulicach, które przecież doskonale znam. Jeszcze zgubiłam zegarek i… I chyba wciąż nie przeszło mi otumanienie, które mógł wywołać lub definitywnie wywołał zapach jakiegoś… kadzidła? Nie wiem, Mona, przepraszam, że cię zatrzymuję. – Wyrzuciła z siebie te słowa w błyskawicznym tempie. Miała wrażenie jakby wszystkie te słowa zlały jej się w jedno. Liczyła na to, że przyjaciółka chociaż kilka wyrazów wyłapie z tego czystego chaosu, jakim były słowa Sabriny.
– Mona, cześć! – Przełknęła gulę, która zdążyła urosnąć jej w gardle. Na kolejne słowa pokręciła głową. Już miała skłamać, że przecież nic się nie stało, wszystko jest w jak najlepszym porządku i tak tylko stoi bez ruchu, bo się zapatrzyła w przestrzeń. Jednak coś popchnęło ją do powiedzenia prawdy. Albo raczej nie udawać, że wszystko jest takie, jakie być powinno. – Przepraszam, jeśli cię zatrzymam, tym bardziej, że się spieszysz, ale muszę cię o coś zapytać. Czy… Czy zauważyłaś dziś coś dziwnego, tutaj, na Pokątnej? – zapytała, marszcząc przy tym brwi.
Może i porzuciła plan zostania tymczasową detektywką, ale musiała wiedzieć, czy zwariowała, czy może faktycznie działo się coś dziwnego. Jeśli zwariowała, dobrym wyborem byłoby się pewnie prędzej niż czy później udać do Lecznicy Dusz, jeśli jednak była szansa, że Mona słyszała kiedyś o jakimś przypadku… tego co przed chwilą spotkało Sabrinę, chciała zaryzykować. Co się mogło stać? W najgorszym wypadku sama panna Rowle uzna koleżankę za kompletnie zakręconą i powie o tym Alice, co zupełnie skreśli Sabrinę z potencjalnej listy osób wartych uwagi. To była strasznie głupia, wręcz idiotyczna myśl, bo panienka Bletchley przecież przyjaźniła się z Briną od kilkunastu lat. No ale jednak myśl taka przemknęła przez głowę blondynki. Niestety.
– To zabrzmi strasznie głupio, idiotycznie wręcz, ale mam wrażenie, że straciłam dużo czasu na błądzenie po ulicach, które przecież doskonale znam. Jeszcze zgubiłam zegarek i… I chyba wciąż nie przeszło mi otumanienie, które mógł wywołać lub definitywnie wywołał zapach jakiegoś… kadzidła? Nie wiem, Mona, przepraszam, że cię zatrzymuję. – Wyrzuciła z siebie te słowa w błyskawicznym tempie. Miała wrażenie jakby wszystkie te słowa zlały jej się w jedno. Liczyła na to, że przyjaciółka chociaż kilka wyrazów wyłapie z tego czystego chaosu, jakim były słowa Sabriny.