Nie było to całkiem zdrowe, ale jakoś nie do końca potrafiła się temu oprzeć. Niby wiedziała, że jego towarzystwo będzie ją kosztowało zszargane nerwy, a jednak i tak postanowiła zagrać w tę grę. Najwyraźniej lubiła czasem znęcać się nad samą sobą. Nie miała większego problemu z odmawianiem ludziom, potrafiła przejść bez słowa kiedy ktoś inny ją zaczepiał, czy prowokował, kiedy jednak chodziło o Rookwooda to bierność nigdy nie wystarczała. Zawsze musiała mu się odszczekać, doprowadzić do konfrontacji, które kończyły się różnie. Gdzieś w głębi sprawiało jej to większą przyjemność, niże gotowa była przyznać, nawet przed samą sobą. Czyny mówiły jednak więcej, niż słowa, czyż nie? Właśnie dlatego postanowiła zostać na tym ślubie i odstawiać dalej tę szopkę, bo czemu by nie.
- Wygląda na to, że dużo tego mają. - Przeniosła wzrok na stół który był zastawiony najróżniejszymi trunkami, albo jej się wydawało, albo niedaleko parkietu widziała jeszcze prowizoryczny barek, gdzie znajdowało się naprawdę dużo szkła. Czy tak ważne było picie podczas takich uroczystości? Zmrużyła na moment oczy i pozwoliła sobie zgubić się na chwilę w swoich myślach. Czy istniała jakaś zależność między ewentualnym szczęściem młodej pary, a wypitym alkoholem, nigdy o tym nie słyszała, ani nie czytała. Nie wydawało jej się, aby faktycznie istniała, a jednak ludzie bardzo chętnie sięgali po te szklane butelki i rozlewali ich zawartość. Nie miała pojęcia, czy kiedyś to zrozumie, czy nie do końca. Czy naprawdę, aż taką przyjemnością było niepanowanie nad swoimi myślami i ciałem?
- To jak na moje najsilniejszy argument ze wszystkich. - Wróciła spojrzeniem do Aloysiusa. Tort naprawdę ją przekonywał, na takie uroczystości w końcu wybierano na pewno jakieś niezapomniane smaki, nie można było pozwolić sobie na jakieś pierwsze, lepsze ciasto. Przynajmniej tak się Bletchley wydawało, nie, żeby jakoś specjalnie znała się na ślubach. - Jest lato, na pewno wybrali coś z truskawkami, albo malinami, czy innymi owocami. - Wydawało jej się to oczywiste, zazwyczaj dobierano smaki do panującego akurat sezonu. Nie byłoby nic złego w śmietankowym torcie z dużą ilością owoców. Na samą myśl o tym usta drgnęły jej w uśmiechu. Tak, zdecydowanie musieli poczekać do tortu, ten argument spowodował, że nie widziała w ogóle innej możliwości.
Nie miała zielonego pojęcia, ile czasu będą musieli tutaj spędzić do tych oczepin, na których tak zależało jej tymczasowemu wybrankowi serca. Wydawało jej się, że on mógł tę wiedzę posiadać, no bo był Rookwoodem, na pewno często zapraszano ich na podobne spędy, czystokrwiści lubili hucznie świętować najróżniejsze wydarzenia, a że wszyscy byli jedną, wielką rodziną to jakoś tak doszła do tego, że pewnie często bywał na podobnych przyjęciach. - Skoro możesz, to… - Nie musiała nawet dokończyć zdania, bo już się tym zajął. Spoglądała z niedowierzaniem, kiedy złapał pierwszą, lepszą przechodzącą obok osobę i zadał jej to pytanie. Był zdecydowanie dużo bardziej społecznym stworzeniem od niej, Prue pewnie godzinę zająłby wybór osoby do której mogłaby podejść, kolejną rozważanie, czy faktycznie nie zrobi z siebie głupka… Aloysius bardzo się od niej różnił pod tym względem.
- Bo to żadna różnica północ, czy pół godziny… - Pokręciła jeszcze głową, był naprawdę niemożliwy. Nawet tego nie mógł zrobić dobrze? Odetchnęła ciężko, w sumie to niczego nie zmieniało, ustalili, że poczekają do tortu, do oczepin - bez względu na to, ile czasu miało im to zająć.
Zmarszczyła nos, kiedy znowu się do niej odezwał, w sumie jej cała czas się skrzywiła. Miał nieco racji, ale to tylko dlatego, że kieliszek trafił do jej ręki kiedy zupełnie się tego nie spodziewała i nie panowała nad tym, co się z nią działo, była zamyślona. Oczywiście tego nie zamierzała mu tłumaczyć, nie podzieliłaby się z nim swoją największą słabością, nie chciała, aby wiedział o niej zbyt wiele. - Możesz mieć z tym problem, ale to też dobrze znany układ. - Uśmiechnęła się, ale w tym uśmiechu raczej trudno było szukać szczerości.
- To było dziesięć razy, nie piętnaście. - Poprawiła go, mrużąc przy tym oczy. Tak, próbowała się tego doliczyć, a że pamiętała wszystko bardzo dokładnie, to wolała to sprostować.
Spojrzała na rękę, którą do niej wyciągnął bardzo sceptycznie. Naprawdę zawierali tę umowę, cóż, niech mu będzie, teraz na pewno nie było odwrotu, podniosła rękę, aby faktycznie doszło do tego oficjalnego porozumienia. - Tak, to przecież najbardziej oczywista rzecz. - Prychnęła pod nosem. Zdecydowanie nie było im po drodze z podobnymi deklaracjami. - Zgadzam się, do oczepin, później wszystko wraca do normy. - Nie, żeby wydawało jej się, że do tego czasu nie będą sobą, musieli jednak być nieco bardziej przyzwoici, bo byli między obcymi ludźmi i raczej zależało im na tym, by ich nikt stąd nie wykurzył. Oby ten nieszczęsny tort był wart swojej ceny.
Pokręciła głową z niedowierzaniem, chciał stąd coś wynieść i jeszcze sugerował, że zrobią to dlatego, żeby jej bliźniak miał coś z ich wizyty w tym miejscu. Niesamowite, naprawdę niesamowite. - Wolałabym jednak niczego stąd nie wynosić. - Nie, żeby to powinno go dziwić.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control