08.10.2026, 17:05 ✶
Uśmiechnął się trochę szczerzej, gdy tak pozytywnie zatwierdziła jego wybór. Było to… miłe. I jakoś tak… Sympatyczne? Nie umiał tego nazwać. Jednak tak czy siak, rozmowa z drugim człowiekiem była miłą odmianą, nawet jeśli jej zachowanie było wyuczone, co mógł podejrzewać, bo przecież tak się też zdarza w pracy takiej jak ta. Adrian w pracy miał blokadę mówić o sobie coś więcej ponad to, co wszyscy już wiedzieli. Lubił Roberta, ale chyba przez to, że go tak podziwiał i był mu niezmiernie wdzięczny za dostanie roboty, nie chciał przechodzić na stricte koleżeńskie kontakty. Za bardzo go szanował, żeby obciążać go… sobą. Tym sobą, który nie umie w pogawędki o niczym, tym sobą, który najchętniej nie wychodziłby z domu i czytał książkę za książką, byleby uciec myślami od wszystkiego, co go męczy i uwiera.
– To ja w takim razie postaram się nie zapomnieć. Chciałbym wrócić do domu jednak w całości – powiedział, siląc się na odwagę, aby nawiązać do jej żartu o nogach wracających bez niego. Przez myśl przeszło mu, że może po prostu potrzebował czasem pociągnięcia za język. Zawsze była taka możliwość, choć na ogół nie dopuszczał jej do siebie.
Gdy barmanka odeszła od niego, wyjął swój kalendarz z torby, z którą na ogół się nie rozstawał i zaczął go przeglądać. Otworzył go na odpowiedniej stronie i zanotował słowa pod datą 19 sierpnia. Jutro miał do zrobienia: napisanie listu do Cissy, przeglądnięcie papierów, które zostawiła mu do podpisania, porozmawianie z nią o tym, czy naprawdę uważa to za dobrą decyzję. Jeśli bardzo tego chciała, był w stanie podpisać dokumenty bez zbędnych ceregieli. Jeśli jednak zawahałaby się choć przez moment, był w stanie spróbować zawalczyć. Może nie śmiało, może nie rycersko, ale… Nie chciał nic zmieniać. Z drugiej strony wiedział, że jego żona była osobą, która zmian potrzebuje znacznie bardziej niż on. Gapił się w zapisane przez siebie słowa, aż blondynka postawiła przed nim drinka. Gwałtownie, może zbyt gwałtownie zamknął kalendarz, ale były w nim też notatki, które… Których mugole nie powinni nigdy przeczytać, wolał więc dmuchać na zimne. Schował kalendarz i spojrzał na drink.
– Raczej nie będzie zwrotu. Wygląda dość apetycznie – odparł zgodnie z prawdą, jednak przez moment się zawahał. Dopiero po chwili sięgnął po alkohol i upił łyka. I musiał stwierdzić, że było to bardzo dobre. Faktycznie kwaśność i słodycz łagodziły smak whisky. Drink zostawiał przyjemny posmak w ustach. Podobało mu się to, chociaż było to coś zdecydowanie nowego i zaskakującego. Zaśmiał się cicho słysząc kolejne słowa barmanki.
– Nie chcę się przechwalać, ale podobno mam całkiem dobry głos. Baryton, jak kiedyś usłyszałem. Jednak wolałbym się z tym kryć, na wypadek jakby siedział wśród nas łowca talentów. Nie przepadam za sławą i wolałbym jej uniknąć – zdołał zażartować, choć było to do niego niepodobne. Cholera, naprawdę musiało mu coś przeskoczyć w głowie po dostaniu papierów rozwodowych. – Poza tym, myślę, że nie dotrę do trzeciego drinka. Smakuje cudownie, wygląda jeszcze lepiej, ale żona mi kiedyś powiedziała, że pierwszy raz widzi Polaka z tak słabą głową. – Co, jak teraz wypowiedział te słowa na głos, nie brzmiało jak coś miłego. Może jakby mówiła to w żartach, ale Cissy nie żartowała mówiąc to. Adrian słysząc to miał wręcz wrażenie, jakby jej to z jakiegoś powodu przeszkadzało. Wiedział, że nie przepadała za jego rodzicami i tym, że jednak mimo urodzenia się i wychowywania się w Walii, wciąż czuł się bardziej Polakiem niż Brytyjczykiem, no ale. Większym problemem mogło być dla niej przecież to, że był mugolakiem.
A może to, dlatego chce wziąć z nim rozwód? Może chce to zrobić dla bezpieczeństwa swojego i dzieci? Nie, to było głupie. Przecież jak się kogoś kocha to chce się o tę osobę walczyć. Chyba.
– To ja w takim razie postaram się nie zapomnieć. Chciałbym wrócić do domu jednak w całości – powiedział, siląc się na odwagę, aby nawiązać do jej żartu o nogach wracających bez niego. Przez myśl przeszło mu, że może po prostu potrzebował czasem pociągnięcia za język. Zawsze była taka możliwość, choć na ogół nie dopuszczał jej do siebie.
Gdy barmanka odeszła od niego, wyjął swój kalendarz z torby, z którą na ogół się nie rozstawał i zaczął go przeglądać. Otworzył go na odpowiedniej stronie i zanotował słowa pod datą 19 sierpnia. Jutro miał do zrobienia: napisanie listu do Cissy, przeglądnięcie papierów, które zostawiła mu do podpisania, porozmawianie z nią o tym, czy naprawdę uważa to za dobrą decyzję. Jeśli bardzo tego chciała, był w stanie podpisać dokumenty bez zbędnych ceregieli. Jeśli jednak zawahałaby się choć przez moment, był w stanie spróbować zawalczyć. Może nie śmiało, może nie rycersko, ale… Nie chciał nic zmieniać. Z drugiej strony wiedział, że jego żona była osobą, która zmian potrzebuje znacznie bardziej niż on. Gapił się w zapisane przez siebie słowa, aż blondynka postawiła przed nim drinka. Gwałtownie, może zbyt gwałtownie zamknął kalendarz, ale były w nim też notatki, które… Których mugole nie powinni nigdy przeczytać, wolał więc dmuchać na zimne. Schował kalendarz i spojrzał na drink.
– Raczej nie będzie zwrotu. Wygląda dość apetycznie – odparł zgodnie z prawdą, jednak przez moment się zawahał. Dopiero po chwili sięgnął po alkohol i upił łyka. I musiał stwierdzić, że było to bardzo dobre. Faktycznie kwaśność i słodycz łagodziły smak whisky. Drink zostawiał przyjemny posmak w ustach. Podobało mu się to, chociaż było to coś zdecydowanie nowego i zaskakującego. Zaśmiał się cicho słysząc kolejne słowa barmanki.
– Nie chcę się przechwalać, ale podobno mam całkiem dobry głos. Baryton, jak kiedyś usłyszałem. Jednak wolałbym się z tym kryć, na wypadek jakby siedział wśród nas łowca talentów. Nie przepadam za sławą i wolałbym jej uniknąć – zdołał zażartować, choć było to do niego niepodobne. Cholera, naprawdę musiało mu coś przeskoczyć w głowie po dostaniu papierów rozwodowych. – Poza tym, myślę, że nie dotrę do trzeciego drinka. Smakuje cudownie, wygląda jeszcze lepiej, ale żona mi kiedyś powiedziała, że pierwszy raz widzi Polaka z tak słabą głową. – Co, jak teraz wypowiedział te słowa na głos, nie brzmiało jak coś miłego. Może jakby mówiła to w żartach, ale Cissy nie żartowała mówiąc to. Adrian słysząc to miał wręcz wrażenie, jakby jej to z jakiegoś powodu przeszkadzało. Wiedział, że nie przepadała za jego rodzicami i tym, że jednak mimo urodzenia się i wychowywania się w Walii, wciąż czuł się bardziej Polakiem niż Brytyjczykiem, no ale. Większym problemem mogło być dla niej przecież to, że był mugolakiem.
A może to, dlatego chce wziąć z nim rozwód? Może chce to zrobić dla bezpieczeństwa swojego i dzieci? Nie, to było głupie. Przecież jak się kogoś kocha to chce się o tę osobę walczyć. Chyba.