08.10.2026, 22:56 ✶
Czy to miało znaczenie, ilu pracowników przygarniał miłościwy szef? Im więcej, tym weselej, a na podwyżkę na pewno ich było stać z budżetu. Poza tym każdemu się teraz przyda, gdy wstępujemy w okres świąteczny… Można sobie o jedno więcej piwo kremowe kupić.
Zenek skupił się na Keyleth, w końcu to on jej zadał pytanie. Musiał nadzorować. Namęczyła się trochę, biedna, eksplodowało jej włosie jak u tego pufka.
— Eee tam — jęknął przeciągle, szczęśliwie Keyleth tego nie widziała — Ja myślałem że może ja, albo Lewisa powiesz. — serweta oblana tłuszczem spadła mu na kolana. — Kto to ta Esme?
Zmarszczki mogła mieć imponujące, ale nie był zachwycony.
Szczodra podwyżka nie opuściła jednak jego umysłu. Zenek wstał zatem… I zaczął klaskać.
— Brawo dla szefa… Brawo. — jedną rękę wyciągnął przed siebie, a druga uderzała, profesjonalnie, jak z loży szyderców. Miał różowe policzki; chociaż alkohol tolerował całkiem dobrze, to tolerancja nie wykluczała przecież podtrucia szarych komórek przy okazji kulturalnej libacji. Tylko wina się napili, a Zenek mógł jeszcze więcej. Potem usiadł, zgniótł przy okazji serwetkę z jeżykami i westchnął.
— Chyba moja kolej teraz, co? — trudna publika. Nie widział potwierdzenia ni to zaprzeczenia w ich twarzach. — No to wyzwanie.
A co na deser?
Zenek skupił się na Keyleth, w końcu to on jej zadał pytanie. Musiał nadzorować. Namęczyła się trochę, biedna, eksplodowało jej włosie jak u tego pufka.
— Eee tam — jęknął przeciągle, szczęśliwie Keyleth tego nie widziała — Ja myślałem że może ja, albo Lewisa powiesz. — serweta oblana tłuszczem spadła mu na kolana. — Kto to ta Esme?
Zmarszczki mogła mieć imponujące, ale nie był zachwycony.
Szczodra podwyżka nie opuściła jednak jego umysłu. Zenek wstał zatem… I zaczął klaskać.
— Brawo dla szefa… Brawo. — jedną rękę wyciągnął przed siebie, a druga uderzała, profesjonalnie, jak z loży szyderców. Miał różowe policzki; chociaż alkohol tolerował całkiem dobrze, to tolerancja nie wykluczała przecież podtrucia szarych komórek przy okazji kulturalnej libacji. Tylko wina się napili, a Zenek mógł jeszcze więcej. Potem usiadł, zgniótł przy okazji serwetkę z jeżykami i westchnął.
— Chyba moja kolej teraz, co? — trudna publika. Nie widział potwierdzenia ni to zaprzeczenia w ich twarzach. — No to wyzwanie.
A co na deser?
I miss the kiss of treachery, the shameless kiss of vanity.