14.10.2026, 14:40 ✶
Nie należała do osób, które z łatwością dawały się zniechęcić, zwłaszcza gdy przedmiotem jej zainteresowania stawało się coś tak bliskiego jej własnej naturze, jak twórczość artystyczna. Toteż stanowczość, z jaką Renigald zaprzeczył, jakoby posiadał cokolwiek godnego pokazania, nie przekonała jej ani odrobinę. Nie zamierzała jednak nalegać, znała z autopsji tę szczególną drażliwość, z jaką ludzie odnosili się niekiedy do własnych uzdolnień, zwłaszcza tych pielęgnowanych w samotności, bez świadków i bez konieczności poddawania ich cudzej ocenie.
- Jak sobie życzysz - odparła zatem - Gdybyś jednak kiedyś zmienił zdanie, wiesz, gdzie mnie znaleźć.
Czarownica pochyliła się więc nad stołem, przytrzymując dynię jedną dłonią, drugą zaś prowadząc niewielki nożyk wzdłuż uprzednio nakreślonych linii. Co pewien czas odsuwała narzędzie, by ocenić postępy, po czym usuwała drobne fragmenty miąższu i odkładała je na przygotowaną tacę. Podwinięte rękawy odsłaniały jej przedramiona, a pojedynczy kosmyk włosów, który wymknął się spod upięcia, uporczywie opadał na policzek, dopóki nie odgarnęła go niecierpliwym ruchem nadgarstka.
- Przeniosłeś? Gdzie? - zainteresowała się, tym bardziej, że sama zamierzała rozejrzeć się za nowym mieszkaniem. Przez kilka następnych chwil zajmowała się wydobywaniem z dyni kolejnych fragmentów wzoru. Zauważyła, rzecz jasna, jego początkową ostrożność w zetknięciu z wyposażeniem pracowni. Trudno było nie dostrzec, z jaką rozwagą wybierał miejsce, na którym zamierzał usiąść, ani jak pilnie baczył, by przypadkiem nie zetknąć się z czymś mogącym pozostawić ślad na jego odzieniu. Astoria znała go jednak zbyt dobrze, aby podobne zachowanie mogło ją zdziwić. Prędzej spodziewałaby się, że któryś z wiszących pod sufitem lampionów przemówi ludzkim głosem, niż że Renigald Malfoy dobrowolnie narazi starannie dobrany strój na spotkanie z farbą, pyłem bądź inną substancją o wątpliwych właściwościach piorących. Toteż kiedy po pewnym czasie dostrzegła, iż porzucił bezpieczne schronienie krzesła i zbliżył się do stołu, powitała tę zmianę jedynie przelotnym spojrzeniem, w którym pobłyskiwało dyskretne zadowolenie.
- Tak, wybieram się - odpowiedziała, odkładając na moment nożyk i sięgając po lnianą ściereczkę, którą otarła palce. - Właściwie trudno byłoby mi postąpić inaczej, skoro zamierzam wystawić tam własne stoisko.
Od pewnego czasu przygotowania do tego przedsięwzięcia pochłaniały znaczną część jej uwagi, toteż nawet obecny nieład panujący w pracowni stanowił poniekąd świadectwo zbliżającego się wydarzenia.
- Przygotowujemy na tę okazję kolekcję ikon świętych - wyjaśniła. Nie wiedziała, czy taki stragan będzie miał powodzenie, jednak nawet gdyby sprzedaż okazała się skromniejsza od oczekiwań, sama możliwość zaprezentowania prac nowym odbiorcom stanowiła dla niej dostateczną zachętę.
- Naturalnie nie zamierzam osobiście stać za ladą - dodała, stwierdzając oczywistość. - Chciałabym dopilnować przygotowania ekspozycji, sprawdzić, czy wszystko zostało należycie rozmieszczone, i przez jakiś czas przyjrzeć się zainteresowaniu odwiedzających.
Powróciła do dyni, tym razem unosząc ją nieco i obracając w stronę padającego z okna światła. Przymrużyła oczy, oceniając proporcje wyciętych już otworów, po czym przyłożyła ostrze do kolejnej linii. Zbyt mocny nacisk rozerwał strukturę.
- Hm, czyli nie będzie idealny - mruknęła pod nosem, z wyraźnym niezadowoleniem marszcząc brwi.
- Jak sobie życzysz - odparła zatem - Gdybyś jednak kiedyś zmienił zdanie, wiesz, gdzie mnie znaleźć.
Czarownica pochyliła się więc nad stołem, przytrzymując dynię jedną dłonią, drugą zaś prowadząc niewielki nożyk wzdłuż uprzednio nakreślonych linii. Co pewien czas odsuwała narzędzie, by ocenić postępy, po czym usuwała drobne fragmenty miąższu i odkładała je na przygotowaną tacę. Podwinięte rękawy odsłaniały jej przedramiona, a pojedynczy kosmyk włosów, który wymknął się spod upięcia, uporczywie opadał na policzek, dopóki nie odgarnęła go niecierpliwym ruchem nadgarstka.
- Przeniosłeś? Gdzie? - zainteresowała się, tym bardziej, że sama zamierzała rozejrzeć się za nowym mieszkaniem. Przez kilka następnych chwil zajmowała się wydobywaniem z dyni kolejnych fragmentów wzoru. Zauważyła, rzecz jasna, jego początkową ostrożność w zetknięciu z wyposażeniem pracowni. Trudno było nie dostrzec, z jaką rozwagą wybierał miejsce, na którym zamierzał usiąść, ani jak pilnie baczył, by przypadkiem nie zetknąć się z czymś mogącym pozostawić ślad na jego odzieniu. Astoria znała go jednak zbyt dobrze, aby podobne zachowanie mogło ją zdziwić. Prędzej spodziewałaby się, że któryś z wiszących pod sufitem lampionów przemówi ludzkim głosem, niż że Renigald Malfoy dobrowolnie narazi starannie dobrany strój na spotkanie z farbą, pyłem bądź inną substancją o wątpliwych właściwościach piorących. Toteż kiedy po pewnym czasie dostrzegła, iż porzucił bezpieczne schronienie krzesła i zbliżył się do stołu, powitała tę zmianę jedynie przelotnym spojrzeniem, w którym pobłyskiwało dyskretne zadowolenie.
- Tak, wybieram się - odpowiedziała, odkładając na moment nożyk i sięgając po lnianą ściereczkę, którą otarła palce. - Właściwie trudno byłoby mi postąpić inaczej, skoro zamierzam wystawić tam własne stoisko.
Od pewnego czasu przygotowania do tego przedsięwzięcia pochłaniały znaczną część jej uwagi, toteż nawet obecny nieład panujący w pracowni stanowił poniekąd świadectwo zbliżającego się wydarzenia.
- Przygotowujemy na tę okazję kolekcję ikon świętych - wyjaśniła. Nie wiedziała, czy taki stragan będzie miał powodzenie, jednak nawet gdyby sprzedaż okazała się skromniejsza od oczekiwań, sama możliwość zaprezentowania prac nowym odbiorcom stanowiła dla niej dostateczną zachętę.
- Naturalnie nie zamierzam osobiście stać za ladą - dodała, stwierdzając oczywistość. - Chciałabym dopilnować przygotowania ekspozycji, sprawdzić, czy wszystko zostało należycie rozmieszczone, i przez jakiś czas przyjrzeć się zainteresowaniu odwiedzających.
Powróciła do dyni, tym razem unosząc ją nieco i obracając w stronę padającego z okna światła. Przymrużyła oczy, oceniając proporcje wyciętych już otworów, po czym przyłożyła ostrze do kolejnej linii. Zbyt mocny nacisk rozerwał strukturę.
- Hm, czyli nie będzie idealny - mruknęła pod nosem, z wyraźnym niezadowoleniem marszcząc brwi.
learn the rules
then break some
then break some