11.10.2026, 10:01 ✶
o przeszłości
Sabrina urodziła się jako pierwsze dziecko państwa Slughornów - Septimusa i Prudence z domu Macmillan. Jej dzieciństwo, choć pod okiem surowego ojca i niekiedy niedostępnej matki, nie należało do najgorszych, choć dla niej, jak na rozpieszczone dziecko przystało, nie było kolorowe. Od małego lubiła latać na miotle i biegać po ogrodzie w poszukiwaniu nowych, nieznanych jej dotąd roślin. Jej matka prowadziła przydomowy zielnik. Jego prowadzenie i obserwacja przez małą Sabrinę było najpoważniejszym zapalnikiem jej przyszłej pasji - zielarstwa.Rozpoczeła szkołę w 1957 roku, gdzie nie miała większych trudności w nawiązywaniu przyjaźni. Była przede wszystkim pozytywnie nastawioną do wszystkiego i wszystkich dziewczynką, która swój instynkt sampzachowawczy wykształciła dopiero, gdy zauwazyła, że koledzy z rodzin czystej krwi takich lub bardziej radykalnych niż jej rodzina, źle reagują na znajomości z mugolakami. Te więc ograniczała i raczej wolała się z czarodziejami mugolskiej krwi nie pokazywać, tak dla bezpieczeństwa, choć w rzeczywistości nigdy nic do nich nie miała.
Skończyła szkołę z dobrymi wynikami, a na tle innych wyróżniło ją najbardziej zamiłowanie do eliksirów i zielarstwa. Nic więc dziwnego, że w przyszłości postanowiła iść w tym kierunku. Najpierw kurs alchemiczny, później planowała wstąpić do Akademii Munga aby uczyć się na magimedyka. To jednak pokrzyżowała jej śmierć męża, Marcusa Morgana, Amerykanina czystej krwi, za którego wyszła pod koniec 1967 roku. Byli małżeństwem tylko dwa lata, w dodatku oboje świadomi tego, że ich uczucia są dalekie od romantycznych, choć platoniczne jak najbardziej były. Zmarł jesienią 1969 na wyjeździe naukowym na południowy-zachód Europy, zaatakowany przez chimerę. Wtedy tez Sabrina przezyła ogromne załamanie nerwowe i była blisko impulsywnego doprowadzenia do swojej śmierci. Gdy wyszła do lasu, nie zwracając uwagę na to, że jest pełnia, w nocy została zaatakowana przez wilkołaka, poważnie pogryziona i… przemieniona. Od tej pory mierzy się z klątwą likantropii i twierdzi, że sama to na siebie sprowadziła. Od tej również pory stała się bardziej wycofana i dopiero próbuje z tym walczyc, choć klątwa ciązy na niej już niemal trzy lata.
Największą pozytywną zmianą w jej życiu stało się dostanie pracy w szpitalu św. Munga przed rokiem, na stanowisku alchemiczki.