11.10.2026, 20:17 ✶
Gdy zobaczyła jak Mona się zmartwiła, od razu zaczęła mieć poczucie winy. No cholera, czemu ona zawsze musiała taka być? Zawsze na skraju załamania przez najmniejsze z rzeczy. Chociaż, jakby nie patrzeć, to co się zdarzyło, wcale nie było taką znowu małą rzeczą. Właściwie było całkiem sporą rzeczą, która mogła się skończyć gorzej niż tylko zgubionym zegarkiem. Przecież ktoś mógł ją autentycznie zaatakować. Albo gorzej, mogła został schwytana przez odpowiednie służby z Ministerstwa? Ale czy naprawdę odpowiednie służby w Ministerstwie stosowałyby takie metody? Chyba po prostu umysł podpowiadał jej coraz mniej realne scenariusze.
Mona była tak wspaniałą osobą, że postanowiła się zatrzymać i jej pomóc. Sabrina z początku nie wiedziała co robić, czy jej o tym wszystkim mówić i ją zatrzymywać, czy po prostu powiedzieć definitywnie, że nic się nie stało i odejść. Ale postanowiła sobie, że nie będzie odpychać od siebie ludzi, którzy są dla niej naprawdę ważni, a Mona… była. Po prostu była dla niej jedną z tych ważniejszych osób. Przełknęła ślinę i spróbowała rozluźnić odrobinę dotychczas zaciśnięte szczęki.
– Ledwie weszłam na Pokątną i poczułam zapach jakiegoś kadzidła. Po kilku, kilkunastu minutach świat zaczął… Może nie wirować. Ściany się zaczęły wokół mnie zaciskać, aż wszyscy ludzie zniknęli i cała ulica zmieniła się w labirynt. No i przez nie wiem jak długo po nim błądziłam, aż w końcu się ocknęłam w zaułku, o tam – powiedziała i machnęła ręką w kierunku zaułka, w którym w końcu się poczuła lepiej. – No i wtedy już spotkałam ciebie, także mogę powiedzieć, że to wszystko jest dość świeże. W dodatku zgubiłam zegarek, więc nawet nie wiem, ile czasu minęło. – Znów zacisnęła usta w cienką kreskę i dopiero wtedy spojrzała w twarz przyjaciółki. Przez cały ten czas, gdy wyrzucała z siebie słowa spoglądała na dłonie, dokładniej na swoje palce, które nerwowo ściskała, jakby chcąc się upewnić, że już jest w czasie rzeczywistym, a nie… tym innym.
Mona była tak wspaniałą osobą, że postanowiła się zatrzymać i jej pomóc. Sabrina z początku nie wiedziała co robić, czy jej o tym wszystkim mówić i ją zatrzymywać, czy po prostu powiedzieć definitywnie, że nic się nie stało i odejść. Ale postanowiła sobie, że nie będzie odpychać od siebie ludzi, którzy są dla niej naprawdę ważni, a Mona… była. Po prostu była dla niej jedną z tych ważniejszych osób. Przełknęła ślinę i spróbowała rozluźnić odrobinę dotychczas zaciśnięte szczęki.
– Ledwie weszłam na Pokątną i poczułam zapach jakiegoś kadzidła. Po kilku, kilkunastu minutach świat zaczął… Może nie wirować. Ściany się zaczęły wokół mnie zaciskać, aż wszyscy ludzie zniknęli i cała ulica zmieniła się w labirynt. No i przez nie wiem jak długo po nim błądziłam, aż w końcu się ocknęłam w zaułku, o tam – powiedziała i machnęła ręką w kierunku zaułka, w którym w końcu się poczuła lepiej. – No i wtedy już spotkałam ciebie, także mogę powiedzieć, że to wszystko jest dość świeże. W dodatku zgubiłam zegarek, więc nawet nie wiem, ile czasu minęło. – Znów zacisnęła usta w cienką kreskę i dopiero wtedy spojrzała w twarz przyjaciółki. Przez cały ten czas, gdy wyrzucała z siebie słowa spoglądała na dłonie, dokładniej na swoje palce, które nerwowo ściskała, jakby chcąc się upewnić, że już jest w czasie rzeczywistym, a nie… tym innym.