- Cóż, najwyraźniej każdy ma różne podejście do celebrowania. - Jej zdecydowanie nie wyglądało w ten sposób. Jeśli jednak inny potrzebowali właśnie w taki sposób świętować - to zasadniczo była ich sprawa. Ona niekoniecznie widziałaby siebie w podobnej sytuacji. Nie bawiło ją upijanie się na umór, robienie z siebie idioty, samo to, że zobaczyła niektóre z zachowań to było dla niej naprawdę wiele. Nie przywykła do podobnych widoków. Nie ma się co oszukiwać, Prudence nie lubiła tłumów, nie lubiła podobnych spędów, ale i tak postanowiła tutaj zostać. Nie przyznałaby sama przed sobą, że zrobiła to tylko i wyłącznie dlatego, że Aloysius znalazł się tutaj z nią. Jego towarzystwa nie mogła zignorować, nawet jeśli w większości wzbudzał w niej negatywne emocje, to nie mogła tak po prostu odwrócić się na pięcie i sobie pójść. Ta sytuacja była nieco inna od tych, w których znajdowali się zazwyczaj, bo tym razem otaczało ich naprawdę wielu ludzi, a on wymyślił tę śmieszną bajkę o tym, że byli narzeczeństwem, co mogło wznieść na wyżyny ich grę. Chciała zobaczyć, czy uda im się przetrwać ten wieczór i sprawdzić, jak właściwie się zakończy. Nie zamierzała nawet na krótką chwilę tracić czujności, bo miała świadomość, że może to wykorzystać, mimo wszystko dobrze było się sprawdzić w zupełnie innych warunkach niż do tych, do których przywykła.
- albo nie potrafią oceniać swoich możliwości, nie wydaje mi się, że do tego trzeba się jakoś specjalnie przygotowywać. - Sama nie miała zbyt wielkiego doświadczenia, jednak była w stanie przewidzieć ewentualne konsekwencje wlania w siebie połowy butelki jakiegoś trunku. Ci niby starsi od niej, doświadczeni ludzie nie mieli najwyraźniej takiej autorefleksji. Gdy na nich spoglądała wiedziała, że raczej nie będzie powielać takich zachowań. Nie było nic przyjemnego w oglądaniu ich, wzbudzało to raczej zażenowanie.
- Tylko jaki to ma sens? Na co komu życie towarzyskie, które jest obłudą? - Przeniosła spojrzenie w stronę, którą wskazał jej Rookwood. Faktycznie ludzie tam między sobą dyskutowali, nie wydawało się jednak aby darzyli się sympatią. Czy był sens w spędzaniu czasu z kimś za kim się zupełnie nie przepadało? Nie zamierzała iść tą drogą, gdy będzie już dorosła. Naprawdę wierzyła w to, że uda jej się do minimum ograniczyć czas spędzony z osobami, które nie będą wzbudzać w niej zbyt pozytywnych emocji. Jeśli będzie to oznaczało, że nie będzie miała życia towarzyskiego, cóż - była gotowa na podobne konsekwencje.
- No taki jak Ty. - Machnęła przy tym ręką, jakby chciała pokazać, że chodzi jej o niego całego. Na pewno miał szansę spróbować wyrobów od najlepszych cukierników, w końcu rodziny jak jego nie oszczędzały na takich rzeczach. Nie wątpiła w to, że miał możliwość spróbować jakichś wybitnych wyrobów, w których skład wchodziły owoce, chociaż ona dałaby się pociąć nawet za szarlotkę babci Ellie. Niewiele potrzebowała do szczęścia.
Przewróciła jeszcze oczami, gdy wspomniał o tym, że nie pozwoli jej wybrać tortu na ich weselu. Na szczęście nie musieli się o to kłócić, nie skomentowała tego w żaden sposób, bo wiedziała, że powiedział to tylko dlatego, żeby znowu ją zirytować. Wykorzystywał sytuację w której się znaleźli.
- Czekoladą też można się zbytnio zasłodzić. - Nie była jej wielką fanką, zdecydowanie wolała owoce, może tu był pies pogrzebany, bo właśnie to była jej ulubiona część ciast, czy innych wypieków.
- Nie wydaje mi się, żeby istniała taka ilość czasu, która pozwoliłaby mi się pogodzić z obecną sytuacją. - odpowiedziała jeszcze, chociaż w zasadzie już chyba się z tym oswoiła. Starała się jakoś w tym odnaleźć, chociaż trudno było stwierdzić, że było to dla niej komfortowe. Samo to, że znajdowali się wśród ludzi to było sporo, a do tego z zewnątrz inni powinni wziąć ich za parę, co w ich sytuacji było naprawdę trudne. - To nie róża, prędzej kalina, czy lilak, nie zmieściłbyś się pod różą. - Nie zaprzeczyła temu, że mogłaby rozważać podobną ewentualność. - Czyli po dzieciach już można? - Starała się nie pokazywać, że coraz bardziej te komentarze wyprowadzały ją z równowagi, mąż, dzieci - na pewno.
- Nie spodziewałam się, że będziesz miał taką silną potrzebę wyniesienia coś stąd. - Fakt, jego ubranie pewnie nadawało się do tego dużo bardziej od tego jej. Miała na sobie tylko czarną sukienkę, jeśli chciałaby coś stąd wynieść, to musiałaby się pewnie odrobinę nagimnastykować. Zmierzył ją wzrokiem, poczuła na sobie jego spojrzenie, odwdzięczyła mu się tym samym. - Nie mam problemu, bo nie zamierzam niczego stąd wynosić. - Dodała w końcu. Nie zamierzała żerować na parze młodej.
- Myślę, że nikt nie będzie się skupiał na wyrazie mojej twarzy, zawsze można powiedzieć, że po prostu tak już mam, na pewno wzbudziłbyś uznanie, gdyby uznali, że i tak się mną zainteresowałeś, bo raczej nikt nie chce mieć nic wspólnego z kimś, kto wygląda, jakby ciągle chciał kogoś zabić. - Nie było innego wyjścia, przysnęła się do niego, wsunęła mu rękę pod ramię, starała się przy tym nie skrzywić, bo przecież właśnie znaleźli dla siebie misję do wykonania, a że mieli udawać parę, to powinna znaleźć się przy jego ramieniu. W sumie tak naprawdę nie było to dla niej szczególnie kłopotliwe, kiedyś przecież często się dotykali i nie było to niczym dziwnym.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control