11.10.2026, 22:56 ✶
// aktywna Pełnia
Zelena od zawsze uważała, że nocą Hogwart stawał się zupełnie innym miejscem. Za dnia pełen gwaru, śmiechu i tupotu setek uczniowskich stóp, po zmroku zamieniał się w ogromny, tajemniczy i straszny zamek. Choć sama lubiła od czasu do czasu wymknąć się na wieczorny spacer, doskonale wiedziała, że nocne wędrówki nie należały do najbezpieczniejszych.
Tego wieczoru wcale nie planowała żadnej wyprawy. Siedziała jeszcze w pokoju wspólnym Hufflepuffu, pochylona nad książką, której lektura szła jej wyjątkowo opornie. Co chwilę odrywała wzrok od zapisanych drobnym maczkiem stron, żeby przyjrzeć się tańczącym w kominku płomieniom. Właśnie wtedy dostrzegła Hestie. Dziewczyna przemknęła przez pokój wspólny w różowej piżamie i żółtym szlafroku w kwiaty, wyglądając tak, jakby miała do załatwienia sprawę najwyższej wagi. Zelena uniosła brwi, odprowadzając ją zaniepokojonym spojrzeniem. O tej porze? I to w takim pośpiechu? Może coś się stało? Może potrzebowała pomocy, ale z jakiegoś powodu nie chciała nikogo o nią prosić?
Przez krótką chwilę wahała się, czy powinna za nią ruszyć. Nie chciała przecież wtykać nosa w nieswoje sprawy, lecz myśl o Hestii samotnie przemierzającej ciemne korytarze zamku nie dawała jej spokoju. Nawet jeśli koleżanka doskonale wiedziała, dokąd zmierza, zawsze raźniej było mieć przy sobie kogoś znajomego. A gdyby przypadkiem natknęła się na któregoś z nauczycieli? We dwie z pewnością łatwiej wymyśliłyby jakieś sensowne wytłumaczenie. Albo przynajmniej mogłyby wspólnie ponieść konsekwencje!
Dziewczyna odłożyła więc książkę, poprawiła zsuwający się z ramion sweter i ruszyła za koleżanką, starając się jej nie zgubić. Nie zamierzała jej śledzić ani wypytywać o rzeczy, którymi Hestia nie chciała się dzielić. Pragnęła jedynie upewnić się, że wszystko jest w porządku, a jeśli dziewczyna rzeczywiście musiała gdzieś pójść, dotrzymać jej towarzystwa. W końcu od czego miało się przyjaciół i koleżanki z domu, jeśli nie od tego, żeby móc na nich polegać nawet późną porą?
- Pssssst! Hestia! - szepnęła w końcu, wychylając głowę zza zakrętu korytarza. Na jej twarzy pojawił się ciepły, pogodny uśmiech. - Zaczekaj na mnie!
Przyspieszyła kroku, żeby dogonić Puchonkę, ale w tym pośpiechu wpadła na koleżankę, która w zaskoczeniu gwałtownie się zatrzymała.
- Coś się stało? Wyglądasz na zmartwioną - zauważyła łagodnie, ściszając głos niemal do szeptu. - Nie wiem, dokąd tak lecisz, ale mogę pójść z tobą. Nie powinnaś sama włóczyć się po zamku o tej porze. Jeszcze wpadniesz na woźnego albo Irytka!
Uśmiechnęła się nieco szerzej, chcąc dodać koleżance otuchy.
- Razem przecież raźniej, nie? Jeśli to tajemnica, to nie będę zadawać zbyt wielu pytań - zapewniła, choć znając jej gadatliwą naturę, dotrzymanie ostatniej obietnicy mogło okazać się nie lada wyzwaniem. - Tylko… ja bym się bała tak sama chodzić nocą po zamku, to pomyślałam, że ci potowarzyszę, tak na wszelki wypadek. Ale mogę wrócić, jeśli…
Zelena od zawsze uważała, że nocą Hogwart stawał się zupełnie innym miejscem. Za dnia pełen gwaru, śmiechu i tupotu setek uczniowskich stóp, po zmroku zamieniał się w ogromny, tajemniczy i straszny zamek. Choć sama lubiła od czasu do czasu wymknąć się na wieczorny spacer, doskonale wiedziała, że nocne wędrówki nie należały do najbezpieczniejszych.
Tego wieczoru wcale nie planowała żadnej wyprawy. Siedziała jeszcze w pokoju wspólnym Hufflepuffu, pochylona nad książką, której lektura szła jej wyjątkowo opornie. Co chwilę odrywała wzrok od zapisanych drobnym maczkiem stron, żeby przyjrzeć się tańczącym w kominku płomieniom. Właśnie wtedy dostrzegła Hestie. Dziewczyna przemknęła przez pokój wspólny w różowej piżamie i żółtym szlafroku w kwiaty, wyglądając tak, jakby miała do załatwienia sprawę najwyższej wagi. Zelena uniosła brwi, odprowadzając ją zaniepokojonym spojrzeniem. O tej porze? I to w takim pośpiechu? Może coś się stało? Może potrzebowała pomocy, ale z jakiegoś powodu nie chciała nikogo o nią prosić?
Przez krótką chwilę wahała się, czy powinna za nią ruszyć. Nie chciała przecież wtykać nosa w nieswoje sprawy, lecz myśl o Hestii samotnie przemierzającej ciemne korytarze zamku nie dawała jej spokoju. Nawet jeśli koleżanka doskonale wiedziała, dokąd zmierza, zawsze raźniej było mieć przy sobie kogoś znajomego. A gdyby przypadkiem natknęła się na któregoś z nauczycieli? We dwie z pewnością łatwiej wymyśliłyby jakieś sensowne wytłumaczenie. Albo przynajmniej mogłyby wspólnie ponieść konsekwencje!
Dziewczyna odłożyła więc książkę, poprawiła zsuwający się z ramion sweter i ruszyła za koleżanką, starając się jej nie zgubić. Nie zamierzała jej śledzić ani wypytywać o rzeczy, którymi Hestia nie chciała się dzielić. Pragnęła jedynie upewnić się, że wszystko jest w porządku, a jeśli dziewczyna rzeczywiście musiała gdzieś pójść, dotrzymać jej towarzystwa. W końcu od czego miało się przyjaciół i koleżanki z domu, jeśli nie od tego, żeby móc na nich polegać nawet późną porą?
- Pssssst! Hestia! - szepnęła w końcu, wychylając głowę zza zakrętu korytarza. Na jej twarzy pojawił się ciepły, pogodny uśmiech. - Zaczekaj na mnie!
Przyspieszyła kroku, żeby dogonić Puchonkę, ale w tym pośpiechu wpadła na koleżankę, która w zaskoczeniu gwałtownie się zatrzymała.
- Coś się stało? Wyglądasz na zmartwioną - zauważyła łagodnie, ściszając głos niemal do szeptu. - Nie wiem, dokąd tak lecisz, ale mogę pójść z tobą. Nie powinnaś sama włóczyć się po zamku o tej porze. Jeszcze wpadniesz na woźnego albo Irytka!
Uśmiechnęła się nieco szerzej, chcąc dodać koleżance otuchy.
- Razem przecież raźniej, nie? Jeśli to tajemnica, to nie będę zadawać zbyt wielu pytań - zapewniła, choć znając jej gadatliwą naturę, dotrzymanie ostatniej obietnicy mogło okazać się nie lada wyzwaniem. - Tylko… ja bym się bała tak sama chodzić nocą po zamku, to pomyślałam, że ci potowarzyszę, tak na wszelki wypadek. Ale mogę wrócić, jeśli…