25.10.2022, 19:51 ✶
Brenna nawet nie pomyślała o zagrożeniu. Chyba nie potrafiłaby – nie w sytuacji, w której ktoś płakał w łazience. I też miała Hogwart za bezpieczne miejsce. Jeszcze. Dopiero potem miało przyjść jej do głowy, że w gruncie rzeczy tuż obok jest las pełen strasznych bestii, uczniów wsadza się na miotły pod opieką raptem jednej nauczycielki, a masa nastolatków z różdżkami w kieszeniach powinna być pilnowana przez znacznie większą ilość dorosłych. Może dlatego było tak wielu prefektów.
Marta na słowa Mavelle jakby przycichła, może nawet spojrzała na nią trochę przychylniej…
- Powinni go wyrzucić z Hogwartu! – oświadczyła nawet. Ale wraz z kolejnymi słowami jej twarz znów wykrzywiła się w paskudnym grymasie i wyglądało na to, że zaraz znowu zacznie płakać.
- A dlaczego miałabym tutaj nie być?! Mieszkam tu, bo tu umarłam! Odkąd kazali mi tu zostać! Mówisz, że nie powinnam być w Hogwarcie? – oburzyła się.
Brenna zamrugała, skonsternowana. Zwykle była pierwsza do pocieszania strapionych, ale logika Marty pozostawała dla niej zupełnie niezrozumiała. Gdyby była trochę złośliwsza albo przynajmniej odrobinę starsza, może nawet rzuciłaby coś o tym, że wcale się nie dziwi, że ktoś stracił cierpliwość i postanowił się jej pozbyć. Ale… cóż. Nie była.
- Nie… nie… Mav nie o to chodziło – zapewniła, zerkając z niepokojem na drzwi, pełna obaw, że te jęki zaraz ściągną nauczyciela. – Po prostu, no, gdybym mogła być gdzie zechcę, a duch chyba może, to nie wiem, czy byłabym w Hogwarcie.
Pewnie wolałaby nawiedzać Dolinę Godryka. Z drugiej strony w Hogwarcie zawsze coś się działo. Zanim jednak zdążyła tę kwestię przemyśleć, Marta zawyła jeszcze głośniej, a widmowe łzy ciurkiem płynęły po jej twarzy.
- Bo – bo ja wca-aaa-le nie moooogę! – zapłakała. – Ministerstwooo mi kazałao zostać tutaj! Przez tę… tę głupią Olivię Hornby!
- Eee… kim jest Olivia Hornby? – jęknęła Brenna, w coraz większej rozpaczy. Ku jej zdumieniu podziałało. Duch przestał płakać, spoglądając na nią jakby przytomniej.
- To przez nią… To przez nią u m a r ł a m – szepnęła dziewczyna, ostatnie słowo wypowiadając nie z rozpaczą, a naciskiem raczej. Jej twarz przybrała zupełnie inny wyraz, którego Longbottom nie umiała zinterpretować... zdawał się jakby... natchniony?
Marta na słowa Mavelle jakby przycichła, może nawet spojrzała na nią trochę przychylniej…
- Powinni go wyrzucić z Hogwartu! – oświadczyła nawet. Ale wraz z kolejnymi słowami jej twarz znów wykrzywiła się w paskudnym grymasie i wyglądało na to, że zaraz znowu zacznie płakać.
- A dlaczego miałabym tutaj nie być?! Mieszkam tu, bo tu umarłam! Odkąd kazali mi tu zostać! Mówisz, że nie powinnam być w Hogwarcie? – oburzyła się.
Brenna zamrugała, skonsternowana. Zwykle była pierwsza do pocieszania strapionych, ale logika Marty pozostawała dla niej zupełnie niezrozumiała. Gdyby była trochę złośliwsza albo przynajmniej odrobinę starsza, może nawet rzuciłaby coś o tym, że wcale się nie dziwi, że ktoś stracił cierpliwość i postanowił się jej pozbyć. Ale… cóż. Nie była.
- Nie… nie… Mav nie o to chodziło – zapewniła, zerkając z niepokojem na drzwi, pełna obaw, że te jęki zaraz ściągną nauczyciela. – Po prostu, no, gdybym mogła być gdzie zechcę, a duch chyba może, to nie wiem, czy byłabym w Hogwarcie.
Pewnie wolałaby nawiedzać Dolinę Godryka. Z drugiej strony w Hogwarcie zawsze coś się działo. Zanim jednak zdążyła tę kwestię przemyśleć, Marta zawyła jeszcze głośniej, a widmowe łzy ciurkiem płynęły po jej twarzy.
- Bo – bo ja wca-aaa-le nie moooogę! – zapłakała. – Ministerstwooo mi kazałao zostać tutaj! Przez tę… tę głupią Olivię Hornby!
- Eee… kim jest Olivia Hornby? – jęknęła Brenna, w coraz większej rozpaczy. Ku jej zdumieniu podziałało. Duch przestał płakać, spoglądając na nią jakby przytomniej.
- To przez nią… To przez nią u m a r ł a m – szepnęła dziewczyna, ostatnie słowo wypowiadając nie z rozpaczą, a naciskiem raczej. Jej twarz przybrała zupełnie inny wyraz, którego Longbottom nie umiała zinterpretować... zdawał się jakby... natchniony?
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.