Interesujące wspomnienia… tak właściwie Prue pamiętała wszystko, co wydarzyło się w jej życiu. Czy tego chciała, czy nie, jej głowa zapisywała każdą sytuację, która jej się przytrafiła. Naprawdę miała do czego wracać, nie potrzebowała kolejnych wspomnień, które jeszcze powodowały, że wszystko byłoby bardziej wyraźne, tak właściwie to chyba nie dało się i tak sprawić, aby one się wyostrzyły. Pamiętała wszystko dokładnie, tak, że nie dało się lepiej, naprawdę nie potrzebowała mieć w swojej głowie jakichś specjalnych wspomnień. To było dość mocno skomplikowane, ale w sumie pewnie nikt, kto nie cierpiał na taką przypadłość nie byłby w stanie tego do końca zrozumieć. Zresztą nigdy nie przyznała się Rookwoodowi dlaczego czasami zdarza się jej w ten sposób zamyślać, nigdy też jej o to nie zapytał, więc nie było czego wyjaśniać. Bardzo dobrze, wolałaby się nie dzielić z nim tym, w jaki sposób działał jej umysł.
- Och daruj sobie, mówisz tak, jakbyś kiedykolwiek zastanawiał się nad tym, gdzie mógłbyś mnie zabrać i dlaczego lepiej tego nie robić. - Na pewno znalazłyby się miejsca, w których czułaby się dużo bardziej komfortowo, gdzie być może i ona byłaby się w stanie bawić w sposób, jaki wolał Aloysius, jednak wesele pełne obcych ludzi zdecydowanie nie należało do tego typu miejsc. Nie czuła się tutaj do końca pewnie, nie wiedziała, czego może się spodziewać. Niekoniecznie bawiło ją bycie na rauszu wśród tylu ludzi, co to właściwie była za przyjemność? Ludzie lubili plotkować, opowiadać o tym, co widzieli, a ona lubiła mieć kontrolę nad tym, co widzieli inni, jak na nią spoglądali. Wolała być odbierana jako ta rozsądna, bo wtedy przynajmniej nikt nie zadawał pytań, nikt nie interesował się tym, co robiła w wolnym czasie, bo przecież Prudence zawsze przestrzegała reguł. Dzięki temu nie musiała się nikomu z niczego tłumaczyć, bo nie nadużywała zaufania, co było dla niej bardzo dobre. Mogła mieć swoje dziwne hobby i nikt nawet nie wpadł na pomysł, że pewne rzeczy mogą interesować kogoś takiego. To było naprawdę wygodne. Miała świadomość, że Rookwood niestety wiedział o niej więcej, bo nie zawsze udawało jej się przy nim utrzymywać maskę.
- Po co udawać? Żeby robić komuś przyjemność? W jakim celu? - Nie była zadowolona, że znalazła się w tej chwili właśnie w tym miejscu, nie wyszła stąd jednak, nadal tutaj tkwiła. Gdyby, aż tak jej się nie podobało to przecież by wyszła, jeszcze brakowało, żeby zaczęła się do wszystkich uśmiechać. W sumie mijała ich właśnie pewna para, postanowiła więc spróbować to zrobić. Uśmiechnęła się do nich - ten uśmiech wyglądał jednak bardziej, jakby coś ją właśnie mocno zabolało. - Nie umiem, widzisz? - Powiedziała jeszcze do swojego towarzysza. - To nie jest takie proste, jeśli przez całe życie wszystko analizujesz. - Dodała jeszcze, całkiem szczerze, może zupełnie niepotrzebnie, nie było w tym jednak ani krzty złośliwości, powiedziała to, co faktycznie myślała i wspomniała o swoich realnych problemach, nie wydawało jej się, aby mógł to zrozumieć.
- Ty na pewno wiele o tym wiesz, bo jesteś jedną z osób o takim nazwisku, czyż nie? - Przeniosła wzrok na jego twarz i spojrzała mu w oczy. Wcale nie musiał podkreślać tych różnic, doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że pochodzą z zupełnie innych środowisk. Jego rodzina była w końcu czystokrwista, na pewno spodziewano się po nich tego, że będą taktowni. U niej? Wyglądało to nieco inaczej, w sumie to głównie w przypadku babci Ellie, która uczyła ją, że nie warto jest się dostosowywać i lepiej od razu mówić to, co się myśli na dany temat. Starała się podążać tą drogą, chociaż nie zawsze jej się udawało, wbrew temu co mówiła była naprawdę dobrze ułożona, ale trochę nie wyobrażała sobie tego, aby wśród najbliższych, z którymi miałaby celebrować podobne wydarzenie miałaby szczypać się w język.
- Tak, na szczęście mi to nie grozi. - Powtórzyła jeszcze za nim, a na jej twarzy pojawił się złośliwy uśmiech. - Nie musisz się o mnie martwić, skąd wiesz, że nie sprawia mi przyjemności udowadnianie tego, że stoi przede mną kretyn, najlepiej, kiedy sam sobie nie zdaje z tego sprawy. - Prue potrafiła prowadzić bardzo celne dyskusje, nie zawsze osoby, które z nią rozmawiały miały świadomość, że same się przed nią kompromitowały.
- Co jeśli niespecjalnie przejmuję się posiadaniem wrogów? - Czy faktycznie było to takie złe? Lepiej jasno stawiać sytuację, przynajmniej w niektórych przypadkach.
- Jesteś, nie mieścisz się w żadnych normach, nie uznawałabym tego jednak za komplement. - Dodała jeszcze, wypadało to przecież podkreślić. Nikt nie sprawiał jej tyle kłopotu, nikt nie był taki. Naprawdę mogłaby go określić wieloma epitetami, jednak mieli w tej chwili udawać parę, więc niekoniecznie wypadało to robić w tym momencie.
- Spokojnie, nie każdy ma tak wyrobione podniebienie na gorycz jak Ty. - Skrzywiła się nieco, niekoniecznie podobało jej się to w jaki sposób się do niej odezwał, musiała jednak jakoś się trzymać i nie dać po sobie znać, jak celnie trafiał. Naprawdę, ale to naprawdę mocno ja irytował.
- Nie takie rzeczy udało mi się przetrwać, jakoś sobie poradzę Dick. - Zmarszczyła nos, kiedy się odezwała. Starała się jakoś trzymać, ale odruchowo zacisnęła dłoń w pięść i poczuła, jak paznokcie zaczynają jej się wbijać w skórę, zawsze reagowała w ten sam sposób. To było nieuniknione.
- Tak naprawdę powinieneś się cieszyć, że padło na zakopanie, bo to jedna z wielu możliwości, stać mnie na dużo bardziej kreatywne. - Istniało naprawdę wiele sposobów na pozbycie się kogoś niechcianego, Prue znała wiele z nich, poniekąd śmierć, morderstwa, zbrodnie od zawsze wzbudzały w niej zainteresowanie, ale nie do końca wypadało o tym rozmawiać w takim miejscu, ktoś jeszcze mógłby ich podsłuchać.
- Jeszcze przed końcem roku? Po co to odsuwać w czasie, lepiej zająć się tym od razu, wtedy będę mogła się szybciej Ciebie pozbyć. - Odpowiedziała jeszcze na jego komentarz, nie podobało jej się to, że on prowadził tę rozmowę, że nie udało jej się jeszcze wybić go z rytmu, cóż - noc miała być długa, na pewno znajdzie chwilę, w której będzie mogła błysnąć.
- Nie do końca wierzę w te Twoje dobre zamiary, jeśli odczuwasz taką silną potrzebę wyniesienia stąd czegoś, to nie będę Ci stawać na drodze, tylko mnie w to nie mieszaj. - Nie zamierzała przypadkiem dać się złapać. Prue zresztą nie do końca potrafiła reagować w takich sytuacjach i raczej zakładała, że od razu będzie po niej widać, że coś knuje. Za dobrze znała siebie.
Później zbliżyła się do niego, bo przedstawienie musiało trwać i wcale nie poczuła się z tą bliskością nieswojo, mimo, że nie znajdowali się w podobnych sytuacjach zbyt często. Raczej atakowali się z dystansu, ale pewnych rzeczy się nie zapominało.
- O gustach się ponoć nie dyskutuje, nie sądzę, aby znalazł się ktoś, kto negowałby Twoje preferencje. Niektórzy lubią życie na krawędzi. - Porównanie do banshee nieszczególnie ją ruszyło, ba pewnie uznałaby to raczej za komplement, w końcu od lat pracowała nad swoją reputacją, czy coś.
- Żadnych bombelków. - Odezwała się jeszcze, starała się nie przewrócić przy tym pytaniu oczami, ale chyba jej to nie wyszło. - Nie miałabym jednak nic przeciwko czemuś cierpkiemu, aby się przypadkiem zbytnio nie zasłodzić. - Dodała jeszcze.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control