Sytuacja nie należała do najłatwiejszych. Prudence zastanawiała się, czy kiedyś w ogóle jeszcze wszystko wróci do normy. Jak długo trwało odbudowywanie takich szkód? Chcąc nie chcąc jej umysł znowu znalazł się gdzieś indziej, wróciły wspomnienia, a właściwie notatki, które kiedyś przeczytała o pożarze z 1666 roku, zniszczył on znaczną część średniowiecznego miasta. Domy mieszkalne, jakoś dziesięć do dwudziestu lat; obiekty publiczne do pięćdziesięciu lat. Nie przypominała sobie jednak, aby jakoś szczegółowo opisywano sytuację przedsiębiorców. Czytała o tym, że księgarze i wydawcy próbowali ratować swój dobytek, jednak nie udało im się to. Zniszczone zostały zapasy w magazynach, kupcy płacili ogromne sumy za dostawy towarów. Najwyraźniej teraz czekało ich to samo, kryzys był nieunikniony, zwłaszcza, że szkody były jeszcze większe. Mrugnięcie. Znowu była obecna w sklepie ciałem i duchem, odetchnęła głęboko. Nie powinna pozwalać sobie na tak częste zawieszenia, ale okropnie łatwo przychodziło jej skupianie się na archiwum w swojej głowie podczas takich sytuacji. Jeszcze nie do końca oswoiła się z nową rzeczywistością.
Wybór napoju dla Prue okazał się być całkiem łatwy. Nie było w tym może niczego zaskakującego, jednak woda wydawała się jej być w tej chwili najbardziej odpowiednia, bo w końcu nie był to żaden wymysł, raczej jedna z najbardziej oczywistych rzeczy dostępna w każdym sklepie, no - przynajmniej przed pożarami. Miała nadzieję, że udało jej się wybrać dobrze, nie chciała popełnić żadnego błędu, czy urazić sprzedawcy, miała przecież świadomość, że aktualny asortyment sklepu nie był jego kaprysem, sytuacja zmusiła go do tego.
- Nie, nie mam ochoty, wystarczy woda, nic więcej. - Niekoniecznie chciała ryzykować, że coś co przyjdzie jej na myśl nie będzie tutaj dostępne, woda naprawdę była najbardziej neutralnym wyborem i dobrze by było, aby na niej zakończyła. Normalnie pewnie mogłaby znaleźć coś, na co naszłaby ją ochota, jednak teraz wolała nie myśleć o tym na co miałaby chęć, bo jeszcze by się rozczarowała. Sytuacja nie była łatwa, dla nich też, ale przede wszystkim dla właściciela tego przybytku, który wydawał się być przy tym wszystkim zaskakująco spokojny. Być może przywyknął już do tego widoku, ona nadal się z tym oswajała, nie sądziła zresztą, że przyjdzie jej to łatwo. Była już kiedyś w tym sklepie, pamiętała, że zawsze był tu spory wybór, regały uginały się od najróżniejszych produktów, mogłaby pokazać palcem gdzie co stało.
- Aktualnie mam wrażenie, że ona nie do końca istnieje, chociaż w sumie, każdy bierze co jest, to chyba też można nazwać jakąś polityką handlową? - W sumie nawet jej to nie dziwiło, skoro większość produktów była trudno dostępna to ludzie brali co było pod ręką, mogli się dzięki temu powymieniać z innymi tym, co im się udało złapać. Było to przecież jakimś rozwiązaniem.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control