25.10.2022, 20:11 ✶
Wiele się działo. Do Geraldine doszły słuchy o nieco napiętych nastrojach wśród czarodziejów. Sama nie do końca rozumiała, po co właściwie ten konflikt, idea czystej krwi była jej zupełnie obojętna... co może nie do końca zgadzało się z tym, co rodzice wbijali jej do głowy od zawsze. Ona jednak trafiła do Gryffindoru, w czasach szkoły miała kontakt z dzieciakami z różnych środowisk. Zupełnie nie przywiązywała wagi do tego, jaka krew płynie w ich żyłach. Nie umiała sobie wyobrazić, jakby to miało wyglądać. Przy poznaniu powinna najpierw zadać pytanie czy są czystokrwiści? Nie leżało to w ogóle w jej zainteresowaniu. Bardziej ciekawiło ją, czy są skłonni do ryzyka, zabawy, przygody! To było dla niej najważniejsze. Już w czasie szkoły kłóciła się o to z bratem, bo jak mogła zadawać się ze szlamami! Przecież nie wypadało to osobie o jej statusie.
Jakiej by nie miała relacji z bratem, to zawsze będzie jej bliźniakiem, a że również pracował w ministerstwie to miała go ochotę trochę pociągnąć za język. Wiedziała, że na pewno dużo wie, zamierzała więc skorzystać z okazji do zupełnie bezinteresownych odwiedzin.
Nie zamierzała się zapowiadać, to zupełnie nie leżało w jej naturze. Po prostu teleportowała się do mieszkania brata, kiedy skończyła obserwować znikacza. Zabawne, że udało jej się go zlokalizować, bo był bardzo rzadkim okazem. Będzie musiała wrócić w to miejsce, by na niego zapolować, mógł się okazać bardzo wartościową zdobyczą.
Znalazła się w mieszkaniu brata. Rozejrzała się po nim uważnie, ciekawa, jak mieszka. Nie bywała tu częstym gościem, jakoś nie odczuwała potrzeby utrzymywania bliskiej więzi. Dobrze jej się żyło z dala od tych wszystkich rodzinnych spraw. Pracowała w ramach rodzinnego biznesu, jednak nie z rodziną. Wydawało jej się, że jest to najlepsza z możliwych możliwości.
Usiadła na krześle i czekała, aż się pojawi. Zaczęła przymykać oczy i zasypiać, gdy usłyszała dźwięk. Wreszcie przyszedł. Nie odezwała się ani słowem, czekała aż dotrze do pomieszczenia, w którym się znajdowała. Wierzyła, że ucieszy się na jej widok. - Miałeś na myśli kochana siostrzyczko, cieszę się, że cię widzę?- zaśmiała się widząc jego reakcję, nie to, że nie zrobiła tego specjalnie. - Jakbym mogła pragnąć twej krzywdy? O co ty mnie posądzasz. Sprawdzam tylko twoją czujność.- Do kogo, jak do kogo, ale do brata w końcu mogła wpaść niezapowiedziana.
- Dobrze wyglądasz/- powiedziała jeszcze, gdy zmierzyła go wzrokiem od stóp do głów. Czasem zapominała o tym, że są już dorośli i gdy o nim myślała to miała przed oczami widok tego chłopca, z którym się tłukła. Gerry wyglądała zwyczajnie, nie widać było po niej żadnych śladów walki, miała wszystkie kończyny, nic złego więc się jej nie przydarzyło. - W najlepszym porządku, sugerujesz, że pojawiam się u ciebie, tylko gdy nie jest w porządku?- mogło się tak zdarzyć, że kilka razy prosiła brata o pomoc z jakimiś niewygodnymi klientami, jednak to nie był ten dzień. - Chciałam zobaczyć, jak się miewasz, wiesz, chodzą słuchy, że coś się dzieje.- postanowiła od razu przejść do tematu, który ją interesował. Wyprostowała się i spoglądała na brata swoimi niebieskimi ślepiami, bordowy sweter, który miała na sobie ubrany był na nią zdecydowanie za duży, zapewne musiała przypadkiem wziąć ubranie Theseusa.
Jakiej by nie miała relacji z bratem, to zawsze będzie jej bliźniakiem, a że również pracował w ministerstwie to miała go ochotę trochę pociągnąć za język. Wiedziała, że na pewno dużo wie, zamierzała więc skorzystać z okazji do zupełnie bezinteresownych odwiedzin.
Nie zamierzała się zapowiadać, to zupełnie nie leżało w jej naturze. Po prostu teleportowała się do mieszkania brata, kiedy skończyła obserwować znikacza. Zabawne, że udało jej się go zlokalizować, bo był bardzo rzadkim okazem. Będzie musiała wrócić w to miejsce, by na niego zapolować, mógł się okazać bardzo wartościową zdobyczą.
Znalazła się w mieszkaniu brata. Rozejrzała się po nim uważnie, ciekawa, jak mieszka. Nie bywała tu częstym gościem, jakoś nie odczuwała potrzeby utrzymywania bliskiej więzi. Dobrze jej się żyło z dala od tych wszystkich rodzinnych spraw. Pracowała w ramach rodzinnego biznesu, jednak nie z rodziną. Wydawało jej się, że jest to najlepsza z możliwych możliwości.
Usiadła na krześle i czekała, aż się pojawi. Zaczęła przymykać oczy i zasypiać, gdy usłyszała dźwięk. Wreszcie przyszedł. Nie odezwała się ani słowem, czekała aż dotrze do pomieszczenia, w którym się znajdowała. Wierzyła, że ucieszy się na jej widok. - Miałeś na myśli kochana siostrzyczko, cieszę się, że cię widzę?- zaśmiała się widząc jego reakcję, nie to, że nie zrobiła tego specjalnie. - Jakbym mogła pragnąć twej krzywdy? O co ty mnie posądzasz. Sprawdzam tylko twoją czujność.- Do kogo, jak do kogo, ale do brata w końcu mogła wpaść niezapowiedziana.
- Dobrze wyglądasz/- powiedziała jeszcze, gdy zmierzyła go wzrokiem od stóp do głów. Czasem zapominała o tym, że są już dorośli i gdy o nim myślała to miała przed oczami widok tego chłopca, z którym się tłukła. Gerry wyglądała zwyczajnie, nie widać było po niej żadnych śladów walki, miała wszystkie kończyny, nic złego więc się jej nie przydarzyło. - W najlepszym porządku, sugerujesz, że pojawiam się u ciebie, tylko gdy nie jest w porządku?- mogło się tak zdarzyć, że kilka razy prosiła brata o pomoc z jakimiś niewygodnymi klientami, jednak to nie był ten dzień. - Chciałam zobaczyć, jak się miewasz, wiesz, chodzą słuchy, że coś się dzieje.- postanowiła od razu przejść do tematu, który ją interesował. Wyprostowała się i spoglądała na brata swoimi niebieskimi ślepiami, bordowy sweter, który miała na sobie ubrany był na nią zdecydowanie za duży, zapewne musiała przypadkiem wziąć ubranie Theseusa.