Rozejm trwał dłużej niż mogłaby się spodziewać, jednak aktualnie o tym nie myślała. Była zbyt zmęczona, aby się tym przejmować, nie zastanawiała się też nad tym, kiedy to chwilowe porozumienie się rozsypie, póki co było całkiem fajnie, więc po co było to psuć? To jeden wieczór, jedna noc - nie wątpiła, że wszystko wróci do normy całkiem szybko. Zmęczenie, które towarzyszyło jej w momencie w którym opuścili przyjęcie było tym przyjemnym, tak właściwie to nie pamiętała kiedy ostatnio, aż tyle się ruszała, nogi bolały ją od tańca, ale szło jej się całkiem dobrze, pomimo tego, że na stopach miała swoje pantofelki, które raczej nie były przystosowywane do pokonywania takich nawierzchni.
Nie pytała dlaczego idzie z nią, miała świadomość tego, że mieszkał w okolicy, raczej zakładała, że w miasteczku każde z nich ruszy w swoją stronę i to będzie na tyle, zapewne potraktują ten dzień jakby wcale nie istniał. Dobrze jednak było zobaczyć, że nadal potrafią zachowywać się przy sobie w ten sposób. Nie miała pojęcia dlaczego tak łatwo przyszła im ta zmiana nastawienie, jakby ktoś po prostu przełączył jakiś tryb i znaleźli się w innej rzeczywistości, w której potrafili znieść swoje towarzystwo, ale nie tylko, bo też dobrze się ze sobą bawić. Odnaleźli się w tym wyjątkowo.
Znaleźli się przed żelazną bramą, w którą Prue wpatrywała się dłuższą chwilę. - Jak rozumiem, skoro mówi się, że nie powinno się tędy chodzić po zmroku, to będzie właśnie nasza droga? - Nie znała okolicy jakoś szczególnie. Czasem bywała w miasteczku z babcią, to by było na tyle, nawet nie w miasteczku, a w okolicznych lasach, gdzie Ellie uczyła ją nieco na temat ich umiejętności.
Za bramą znajdował się cmentarz, uśmiechnęła się do siebie kiedy go zobaczyła. Być może nawet tego nie wiedział, ale Prudence uwielbiała takie miejsca, o tej porze były najpiękniejsze. Panowała w nich grobowa cisza, wokół nie kręcili się ludzie, czy mogłoby być coś lepszego? Jej zdaniem nie. Rookwood nie miał świadomości jaką przyjemność jej sprawił tym, że wybrał właśnie tę drogę, zresztą spodziewała się, że podjął taką, a nie inną decyzję z jakiegoś konkretnego powodu. Być może był to skrót, może chciał ją wystraszyć? Tego nie potrafiła jeszcze stwierdzić. Uniosła jeszcze głowę nad siebie, aby spojrzeć na księżyc, to jego światło miało ich prowadzić, nie martwiło jej to jakoś specjalnie.
Jej tymczasowy narzeczony ruszył pierwszy, a więc szła za nim. Uważała na to, gdzie stawiała kroki, głupio by było, gdyby wdepnęła w czyjś grób. Ciemność nie ułatwiała poruszania się, ale i tak szło jej to całkiem nieźle. Liście drzew szeleściły na wietrze, co jakiś czas było słychać ptaki które latały gdzieś nad nimi, a może były to nietoperze, trudno jej było stwierdzić. Atmosfera była iście grobowa, ale przecież byli na cmentarzu, nie mogło być inaczej. Nie wydawała się być jednak póki co jakoś zmartwiona tym, którędy mieli iść, wręcz przeciwnie - humor nadal jej dopisywał.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control