Nie był to pierwszy raz kiedy kocur postanowił pokazać jak bardzo lubi Prudence. Zdarzyło jej się znaleźć martwego wróbla przy łóżku, mysz w kuchni, czy jeszcze inne stworzenia w różnych częściach domu, jednak nigdy jeszcze nie zrobił tego w ten sposób. Po prostu wszedł do łazienki, rozsiadł się na dywanie tuż obok swojej kolejnej zdobyczy. To było całkiem urocze, chociaż na początku wzbudziło w Prue pewne obawy - tym razem wybrał szczura, co niestety było mocno kontrowersyjne w ich domu. Necro bowiem również należał do ich rodziny, tak właściwie to towarzyszył jej od lat, niekoniecznie potrafiłaby sobie poradzić z jego tragiczną śmiercią. Na szczęście dosyć szybko wyjaśnili sobie, że to nie był ten szczur, kamień z serca.
Później zrobiło się naprawdę zabawnie, to znaczy ją okropnie rozbawiło to, co się wydarzyło. Benjy był w tym wszystkim taki poważny, kucał przy ich maleństwie, ledwie mógł to z siebie wyrzucić… Prue przez moment naprawdę myślała, że zapomniał jej powiedzieć o czymś istotnym, o czymś co powinna wiedzieć. W tym przypadku jednak jego słowa tylko i wyłącznie ją rozbawiły, ale tak okropnie. Dawno nie znalazła się w tak śmiesznej sytuacji. Nawet nie chodziło o to, że próbował się podzielić z nią czymś, co było dla niej oczywiste. Zbudował wokół tego tę całą otoczkę, całe napięcie, a później po prostu postanowił poinformować ją o pochodzeniu ojca Hainta. Sprawa była naprawdę poważna, widać było, że jej mąż mocno się tym przejął, no tyle, że dość szybko sama do tego doszła. No, od razu wiedziała z czym mają do czynienia, zresztą myślała, że Benjy wiedział, że ona wie dlatego o tym nie rozmawiali - jej wydawało się to być całkiem oczywiste.
Nie mogła pozbyć się sprzed swoich oczu jego wyrazu twarzy, tej poważnej miny - przez co nie przestawała się śmiać. Naprawdę ją to bawiło, okropnie - może nie powinno, chciał być z nią szczery, przypomniał sobie, że zapomniał… parsknęła głośno śmiechem po raz kolejny. Woda zaczęła opuszczać wannę przez to, że jej ciało drżało ze śmiechu - cóż, naprawdę kafelki wyglądały coraz gorzej, niczym miejsce prawdziwej makabry. To, co zdążyło się wylać zmieszało się ze szczurzą krwią - nie był to najprzyjemniejszy widok, jednak nie mogła przestać rechotać.
- To ja powinnam Ci podziękować za ten kabaret. Dawno się tak dobrze nie bawiłam. - Popłakała się ze śmiechu, co było potwierdzeniem wypowiedzianych przez nią słów. Naprawdę, ale to naprawdę zapewnił jej dzisiaj wyjątkową rozrywkę. - Cieszę się, że jesteś tego świadomy, jestem tutaj zawsze do Twojej dyspozycji. - Przymknęła oczy i ponownie zupełnie niekontrolowanie parsknęła śmiechem. Nigdy nie wyprze z głowy tej sytuacji, co akurat nie było w jej przypadku niczym nowym, chociaż wepchnie to pewnie w głowie na półkę do której będzie często wracała.
To nie tak, że chciała zrobić z niego głupca… no może tylko trochę, mógł przecież faktycznie zapomnieć o jej doświadczeniu zawodowym, zważając na to, że kiedy pięła się po szczeblach kariery nie było go w kraju. Teraz zajmowała się przecież czymś zupełnie innym, czyż nie, ale nie byłaby sobą gdyby tego nie wykorzystała, tak już mieli, że lubili od czasu do czasu sobie trochę podokuczać, prawda? No, kolejne słowa które padły z ust jej męża były tego potwierdzeniem.
- Przez ostatnie minuty zajmowałam się inną specjalizacją, niestety. Miejsce zbrodni wygląda fatalnie, te dowody na nic nam się już nie przydadzą, powinnam dostać naganę za nieodpowiednie podejście. - Dodała jeszcze od siebie taksując wzrokiem pomieszczenie. Podłoga wyglądała coraz gorzej, nie dało się tego nie zauważyć. Kot siedział pośród tego wszystkiego, jakby nigdy nic, jakby nie był sprawcą całego zamieszania, w sumie to już zdążył się położyć.
- Jak mniemam od tego mam Ciebie, zostałeś oficjalnie moim asystentem? - Nie musiał odpowiadać na pytanie, bo w tej chwili złapał za szczurzy ogon i podniósł truchło nad ziemię. Dyndał w powietrzu, co spowodowało, że nieco się przesunęła. - Trzymaj go z daleka od mojego stanowiska pracy. - Zdecydowanie wolałaby, żeby martwe zwierzę nie znalazło się teraz w wannie.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control