Prudence nie wiedziała jaką reputacją cieszyło się miejsce przez które mieli iść. Czy gdyby zdawała sobie sprawę z tego, czego nie wiedziała to wyraziłaby dezaprobatę wobec tego pomysłu? Kto wie. Była nieco podchmielona, miała dobry humor, a wtedy wcale nie była tą dziewczyną znaną ze szkolnych korytarzy. Bletchley lubiła dziwne miejsca, straszne historie, być może więc wręcz przeciwnie, nadal chciałaby tu wejść po to, żeby sprawdzić, czy w ogóle było o czym mówić. W końcu prawdziwa z niej naukowczyni, a jak wiadomo nie ma lepszego sposobu na dociekanie prawdy niż poprzez własne doświadczenia.
Tak się składało jednak, że nikt wcześniej nie opowiadał jej nic o lokalnym cmentarzu, nie wiedziała, że tu podobno straszy, że miejsce ma swoją wyjątkową historię, a że naprawdę lubiła przechadzać się między grobami to uznała pomysł Rookwooda za doskonały. Nawet nie wiedział, że uczyni tę noc jeszcze fajniejszą, może to i dobrze - na pewno nie chciałaby, aby się dowiedział jak wiele frajdy jej to wszystko sprawiło. Uśmiechnęła się sama do siebie, kiedy to sobie uświadomiła.
Nie doszukiwała się ironii w tym, jak się do niej odezwał. W jego przypadku dało się wyczuć różnicę, kiedy mówił o kimś lekceważąco i to nie był ten ton. Zabrzmiał zupełnie normalnie. W sumie dużo o nim wiedziała, potrafiła dostrzec drobne różnice w jego zachowaniu, których pewnie niewielu zauważało. Spędzali przecież ze sobą dużo czasu, nie powinno jej to wcale dziwić, czyż nie?
- Zero zaskoczenia. - Odpowiedziała jeszcze, bo przecież to była chyba najbardziej oczywista rzecz na świecie. Ktoś mówił, że nie powinno się gdzieś wchodzić, a Aloysius tylko czekał, aż się odwróci, aby postawić tam swoją stopę. W tym przypadku miała zostać jego partnerką w zbrodni, w sumie to była nią już od kilku godzin i nie czuła się wcale najgorzej w tej roli. Tak właściwie to dostrzegła, że nadal potrafią ze sobą współpracować kiedy wymagała od nich tego sytuacja, być może wręcz tak dobrze się ze sobą bawili, że zapomnieli o tym, że powinni się nie lubić. Czekać na swoje potknięcia, ostrzyć noże, wbijać szpile… to nie był ten dzień.
Odwzajemniła jego uśmiech, naprawdę była zadowolona z tego, że mieli złamać jakieś zasady. Oby jej tego później nie wypominał… ale znajdowali się przecież poza murami szkoły, to było codzienne życie, a też nie sądziła, aby istniał jakiś oficjalny regulamin, raczej było to coś na zasadzie gadania ludzi.
- Zawsze. - Odpowiedziała na jego pytanie. Tak naprawdę to nie mogła się doczekać, aż wejdą na teren cmentarza. Takie miejsca miały swój wyjątkowy klimat, swoją energię, którą bardzo lubiła się otaczać. Musiała tylko pilnować się, aby niczego nie dotknąć. Nie mogła sobie teraz pozwolić na to, aby zatracać się w czyichś wspomnieniach. Jeszcze nie do końca panowała nad swoim darem, Ellie poświęciła jej ostatnio naprawdę dużo czasu, ale jeszcze nie czuła się do końca pewnie. Miała świadomość, że mogłaby tu trafić na interesujące przedmioty, ale niekoniecznie chciała zagłębiać się w ich historie w towarzystwie Rookwooda, wolała, aby nie wiedział o jej umiejętności, tak właściwie to było raczej trzymane w tajemnicy, bo i bez tego Prue była uznawana za nieco nietypową, no, żeby nie mówić dziwną.
Ostrożnie podążała za Aloysiusem, starała się niczego nie dotykać, żałowała, że nie miała kieszeni w które mogłaby schować swoje dłonie. Nie mogła jednak odpuścić sobie chociaż krótkiego rozejrzenia się po okolicy - cmentarz był wielki, nocą w tym księżycowym świetle zrobił na niej naprawdę ogromne wrażenie.
Przystanęła na krótką chwilę, gdy wspomniał o tym, że powinien ją o czymś uprzedzić, trwało to moment, potem znowu ruszyła za nim. Czyli jednak był jakiś haczyk? Coś przegapiła? O czymś nie wiedziała? Mogła się tego spodziewać, po nim mogła spodziewać się przecież wszystkiego. - O czym powinieneś mnie uprzedzić? - Zapytała wprost, bo skoro już zaczął temat, to wypadało, aby go zakończył.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control