Prue nie bywała często na weselach. Na takich na które ją ktoś zaprosił, ani na takich na które nie dostała zaproszenia. Na ostatnim była kilka lat temu, jeszcze jako dzieciak, więc w sumie było to dla niej całkiem nowym doświadczeniem. Przebywanie na takim przyjęciu jako osoba praktycznie dorosła wiązało się z przeżywaniem tego w zupełnie inny sposób. Jako dzieciak zostawała usadzona przy stole z innymi podobnymi do jej rozmiarów i to by było na tyle. Jako młoda dorosła, cóż - mogła kręcić się między innymi ludźmi, obserwować ich, kosztować wszystkich rarytasów jakie przygotowała dla gości para młoda, a tych było tutaj naprawdę wiele. Nie miała oporów nawet przed spróbowaniem niektórych trunków, co mogło nieco zaskoczyć. Starała się jednak nie spoglądać w stronę młodego małżeństwa, bo wydawało jej się, że kiedy razem na nią spojrzą, to znaczy na nich spojrzą, bo Aloysius ciągle był u jej boku to od razu się zorientują, że wcale nie powinno ich tutaj być. Na szczęście mieli sporo innych rzeczy na głowie, a przede wszystkim świętowanie ich wielkiego dnia. Nikt więc nie zwrócił uwagi na nią i jej partnera w zbrodni.
Bawiła się z nim zaskakująco dobrze, nie próbował podstawiać jej nogi, nie negował jej wyboru słodkości, razem z nią przetrwał ten wieczór, wydawało się jej również, że tak jak i ona nieźle się przy tym bawił. Czy wesela czystokrwistych na których bywał wyglądały podobnie? Pewnie nie, podejrzewała, że brakowało tam swobody. Zapewne niektóre elementy wieczoru musiały być bliźniacze, jednak nie wydawało jej się, aby tam panowała taka lekka atmosfera. Ludzie na pewno patrzyli sobie na ręce, aby wyciągnąć każdy, najdrobniejszy szczegół do którego można by się przyczepić. Być może więc i dla niego było to poniekąd coś zupełnie innego, niż to do czego przywyknął.
Przesunęła się bliżej, tak właściwie bez zastanowienia, to był odruch. Cały wieczór to robiła, bo mieli udawać narzeczeństwo, w końcu weszło jej to w nawyk, pewnie szybko się go pozbędzie, ale tego wieczora, na tej sali nie miała zamiaru się od niego odsuwać. Zresztą całkiem dobrze czuła się u jego boku, o czym oczywiście nie miał się nigdy dowiedzieć. To miało pozostać jedną z jej wielu tajemnic.
Była szczerze zaciekawiona tym, co właśnie działo się na parkiecie. Nie zdążyła do końca tego przegadać ze swoim towarzyszem, gdyż wodzirej bardzo szybko przeszedł do działania. Prue obserwowała jak kobiety wyrwały do przodu wywołane przez niego. Ona jednak nie ruszyła się nawet o krok, bo nie miała pojęcia, co się właśnie działo.
- Moja chwila? - Powtórzyła jeszcze za nim. Fakt, też była panną, raczej jeszcze długo miała nią pozostać, bo raczej nie interesowało ją zamążpójście.
- Myślisz, że mogłam przegrać na starcie przez swoją niewiedzę? - Zapytała jeszcze, bo faktycznie kobiety pędem ruszyły przed siebie, jakby od tego czy znajdą się w pierwszym rzędzie miało zależeć co najmniej ich życie, ona nadal tkwiła w miejscu. - W sumie, to może, jeśli faktycznie gra jest warta świeczki? - Zadała na głos to pytanie. Powinna odpuścić, bo przecież nie wiedziała, co się właściwie działo, ale alkohol krążył jej w żyłach, powodował, że pojawiła się spontaniczność, która na co dzień raczej jej nie towarzyszyła. - Właściwie to chyba szkoda byłoby nie spróbować. - Zrobiła krok w przód, odwróciła się jeszcze na krótką chwilę. - Będziesz mi kibicować? a jak coś pójdzie nie tak, to mnie stąd wyciągniesz? - Wolała mieć pewność, że nadal pozostawali partnerami w zbrodni.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control