15.10.2026, 01:29 ✶
Widok malującego się na twarzy Sebastiana przerażenia był na tyle nieoczekiwany, że Astoria przez krótką chwilę przyglądała mu się z nieukrywanym zdumieniem. Odruchowo powiodła spojrzeniem ku trzem skrzyniom, jak gdyby dopiero teraz miała sposobność ocenić ich rozmiary z perspektywy kogoś, kto nie uczestniczył w przygotowaniach. Istotnie, ustawione jedna obok drugiej, prezentowały się dość okazale, ale przecież nie było w tym nic nadzwyczajnego. Każda z ikon wymagała odpowiedniego zabezpieczenia, a ona nie zamierzała ryzykować uszkodzenia choćby jednej z nich tylko po to, aby zaoszczędzić nieco miejsca. W końcu nie od dziś wiadomo było, że transport dzieł sztuki stanowił przedsięwzięcie wymagające szczególnej staranności, nawet jeżeli w grę wchodziły przedmioty stosunkowo niewielkich rozmiarów.
Dopiero kiedy Sebastian zaczął ją przepraszać, zrozumiała przyczynę jego konsternacji. Najwyraźniej oboje wyobrażali sobie skalę przedsięwzięcia nieco inaczej.
- Oj, ależ nie masz za co przepraszać! - zapewniła pospiesznie, a kąciki jej ust uniosły się w łagodnym, nieco rozbawionym uśmiechu. - Dziękuję za twoją troskę, ale zapewniam cię, że nie sprawiło mi to aż takiego kłopotu. Mój skrzat zajął się transportem, a ja jedynie dopilnowałam, aby wszystko dotarło na miejsce w nienaruszonym stanie.
W końcu arystokratyczna panienka nie będzie się trudzić przenoszeniem ciężkich skrzyń, kiedy może użyć pomocy domowej. Tym samym nie przyszło jej do głowy, żeby przypisywać sobie jakichś zasług.
- Przyznam jednak, że być może powinnam była uprzedzić cię o ilości przygotowanych ikon. Nie przyszło mi do głowy, że spodziewasz się zaledwie kilku sztuk - kontynuowała. Stoisko z kilkoma samotnymi ikonami nie odpowiadało jej wyobrażeniu o odpowiednio przygotowanej ekspozycji. Potrzebowała różnorodności, a przede wszystkim dostatecznej liczby prac, by potencjalni nabywcy mieli spośród czego wybierać. - Nie mam, co prawda, wymiernych danych, żeby oszacować poziom potencjalnego zaangażowania, ale wolałam być przygotowana…
Nie było to zresztą szczególnie zaskakujące. Czarownica miała pewną skłonność do traktowania własnych przedsięwzięć z rozmachem, który dla innych mógł wydawać się przesadny. Jeżeli już decydowała się podjąć jakiegoś zadania, pragnęła doprowadzić je do końca w sposób możliwie najdoskonalszy. Przyglądała się, jak Sebastian uchyla wieko pierwszej skrzyni, po czym wyciąga różdżkę i przywołuje niezbędne przedmioty. Wychowana w poszanowaniu tradycji, doskonale rozumiała wagę ceremonii, nawet jeżeli nie wszystkie ich szczegóły były jej równie dobrze znane.
- Naprawdę? - zainteresowała się, kiedy wspomniał o pochodzeniu poświęconej wody. - Tym bardziej jestem ci wdzięczna, że zdecydowałeś się wykorzystać ją właśnie przy tej okazji. To niezwykle miłe z twojej strony.
Na moment przeniosła wzrok ku dzbanowi, zastanawiając się, jak wiele podobnych przedmiotów przechowywano w kaplicy i jaką historię mógłby opowiedzieć każdy z nich.
- Wiesz, zawsze uważałam, że przedmioty nabierają szczególnego znaczenia dzięki historii, którą ze sobą niosą - pozwoliła sobie na odrobinę zawodowej refleksji. - W przypadku dzieł sztuki jest to oczywiste, ale sądzę, że podobnie rzecz ma się z przedmiotami wykorzystywanymi podczas ceremonii. Świadomość, że ta woda pochodzi z miejsca, któremu poświęciłeś tyle uwagi, nadaje całemu przedsięwzięciu jeszcze bardziej podniosły charakter. - Uśmiechnęła się do niego z wdzięcznością, po czym odsunęła się nieco od skrzyni, aby zapewnić mu swobodny dostęp do jej zawartości.
- A co do przygotowań do Samhain, masz zupełną rację. Pracy jest więcej, niż początkowo zakładałam - przyznała. - To jednak nic, z czym nie potrafiłabym sobie poradzić.
Nie zamierzała się uskarżać, skoro sama wzięła na swoje barki tyle obowiązków.
- Powiedz mi tylko, czy powinnam w czymś ci pomóc? - zapytała, spoglądając na przygotowane naczynia. - Nie chciałabym przeszkadzać w obrzędzie, ale jeśli potrzebujesz, mogę wyjąć kony ze skrzyń albo odpowiednio je rozłożyć.
Dopiero kiedy Sebastian zaczął ją przepraszać, zrozumiała przyczynę jego konsternacji. Najwyraźniej oboje wyobrażali sobie skalę przedsięwzięcia nieco inaczej.
- Oj, ależ nie masz za co przepraszać! - zapewniła pospiesznie, a kąciki jej ust uniosły się w łagodnym, nieco rozbawionym uśmiechu. - Dziękuję za twoją troskę, ale zapewniam cię, że nie sprawiło mi to aż takiego kłopotu. Mój skrzat zajął się transportem, a ja jedynie dopilnowałam, aby wszystko dotarło na miejsce w nienaruszonym stanie.
W końcu arystokratyczna panienka nie będzie się trudzić przenoszeniem ciężkich skrzyń, kiedy może użyć pomocy domowej. Tym samym nie przyszło jej do głowy, żeby przypisywać sobie jakichś zasług.
- Przyznam jednak, że być może powinnam była uprzedzić cię o ilości przygotowanych ikon. Nie przyszło mi do głowy, że spodziewasz się zaledwie kilku sztuk - kontynuowała. Stoisko z kilkoma samotnymi ikonami nie odpowiadało jej wyobrażeniu o odpowiednio przygotowanej ekspozycji. Potrzebowała różnorodności, a przede wszystkim dostatecznej liczby prac, by potencjalni nabywcy mieli spośród czego wybierać. - Nie mam, co prawda, wymiernych danych, żeby oszacować poziom potencjalnego zaangażowania, ale wolałam być przygotowana…
Nie było to zresztą szczególnie zaskakujące. Czarownica miała pewną skłonność do traktowania własnych przedsięwzięć z rozmachem, który dla innych mógł wydawać się przesadny. Jeżeli już decydowała się podjąć jakiegoś zadania, pragnęła doprowadzić je do końca w sposób możliwie najdoskonalszy. Przyglądała się, jak Sebastian uchyla wieko pierwszej skrzyni, po czym wyciąga różdżkę i przywołuje niezbędne przedmioty. Wychowana w poszanowaniu tradycji, doskonale rozumiała wagę ceremonii, nawet jeżeli nie wszystkie ich szczegóły były jej równie dobrze znane.
- Naprawdę? - zainteresowała się, kiedy wspomniał o pochodzeniu poświęconej wody. - Tym bardziej jestem ci wdzięczna, że zdecydowałeś się wykorzystać ją właśnie przy tej okazji. To niezwykle miłe z twojej strony.
Na moment przeniosła wzrok ku dzbanowi, zastanawiając się, jak wiele podobnych przedmiotów przechowywano w kaplicy i jaką historię mógłby opowiedzieć każdy z nich.
- Wiesz, zawsze uważałam, że przedmioty nabierają szczególnego znaczenia dzięki historii, którą ze sobą niosą - pozwoliła sobie na odrobinę zawodowej refleksji. - W przypadku dzieł sztuki jest to oczywiste, ale sądzę, że podobnie rzecz ma się z przedmiotami wykorzystywanymi podczas ceremonii. Świadomość, że ta woda pochodzi z miejsca, któremu poświęciłeś tyle uwagi, nadaje całemu przedsięwzięciu jeszcze bardziej podniosły charakter. - Uśmiechnęła się do niego z wdzięcznością, po czym odsunęła się nieco od skrzyni, aby zapewnić mu swobodny dostęp do jej zawartości.
- A co do przygotowań do Samhain, masz zupełną rację. Pracy jest więcej, niż początkowo zakładałam - przyznała. - To jednak nic, z czym nie potrafiłabym sobie poradzić.
Nie zamierzała się uskarżać, skoro sama wzięła na swoje barki tyle obowiązków.
- Powiedz mi tylko, czy powinnam w czymś ci pomóc? - zapytała, spoglądając na przygotowane naczynia. - Nie chciałabym przeszkadzać w obrzędzie, ale jeśli potrzebujesz, mogę wyjąć kony ze skrzyń albo odpowiednio je rozłożyć.
learn the rules
then break some
then break some