Nie był to jej najlepszy dzień. Od samego rana towarzyszyło jej dziwne uczucie, że ktoś ją śledził. Odwracała się za siebie, spoglądała przez ramię, jednak nikogo na tym nie przyłapała. Dałaby sobie rękę uciąć, że wcale sobie tego nie wymyśliła. Pewne rzeczy się po prostu czuje. Już kiedyś tak miała, było to we wrześniu, tylko, że wtedy nie dotyczyło wyłącznie jej. Benjy miał tak samo, na samą myśl o nim zrobiło jej się najzwyczajniej źle. Odszedł bez słowa, no praktycznie bez słowa, zostawił przecież list, list! Nie miał nawet w sobie tyle odwagi, żeby powiedzieć, że wyjeżdża.
Leżała na niewielkim łóżku w domu swoich rodziców. To też uważała za katastrofę, jej mieszkanie zostało zdewastowane przez co musiała wrócić do rodzinnego domu, co wydawało się jej być porażką. Miała trzydzieści trzy lata, nie piętnaście. Westchnęła jeszcze zirytowana. Próbowała zasnąć, najlepiej będzie to wszystko przespać, czyż nie? Chwilę jej to zajęło, ale w końcu udało jej się to zrobić. Śniła.
Prudence znalazła się w znajomym miejscu. Szła przed siebie powolnym krokiem. Padał śnieg, tak właściwie to delikatnie prószył. Bardzo dobrze znała ten dziedziniec - spędziła w Hogwarcie przecież siedem lat. Tylko dlaczego się tutaj znalazła tym razem? Nie wiedziała. Wysłało ją Ministerstwo? To było prawdopodobne. Być może nie pamiętała jakoś specjalnie celu swojej wizyty, jednak wiedziała dokąd ma iść. Nogi tak w zasadzie same ją prowadziły. Zatrzymała się, gdy zobaczyła, że na środku znajduje się kamienna fontanna. Już kiedyś ją tutaj widziała. Stała tak przez chwilę wpatrując się w fontannę, tym razem jednak nie była zamarznięta. Nie zdążyła tego zrobić. Przełknęła głośno ślinę. Pamiętała, że uciekali przed tym, co znajdowało się pod lodem, skoro jednak aktualnie nie byla oblodzona, to pewnie nie było przed czym uciekać? Powinna to sprawdzić, czyż nie. Była już dorosła, nie mogła bać się tego, co znajduje się w jakiejś pierwszej, lepszej fontannie.
Wzięła głęboki wdech, zaciągnęła się mroźnym powietrzem. Nie mogła się bać tam podejść, czuła się dosyć dziwnie. Miała wrażenie, że ktoś ją obserwuje, jednak kiedy taksowała wzrokiem okolicę nie zobaczyła niczego nietypowego. Zrobiła krok przed siebie, a później następny, aż znalazła się przy tej nieszczęsnej fontannie.
Woda była ciemna, najpewniej też bardzo chłodna, wydawał się być też bardziej gęsta od zwyczajnej wody. Światło księżyca się w niej odbijało. Prue uniosła jeszcze głowę, aby spojrzeć w niebo. Zauważyła, że była pełnia, jakby to coś właściwie zmieniało. Nachyliła się nieco nad fontanną, zajrzała w taflę wody, wydawała się być bardzo spokojna, jednak ta ciemność i głębia nieco wzbudzały w niej lęk, chociaż przecież to, co się kiedyś wydarzyło nie było prawdą, to był sen. Zawiesiła się na moment wracając do tamtej nocy. Nie usłyszała przez to kroków, które informowały o tym, że faktycznie nie była tutaj sama. Jej myśli były czasem bardzo głośne, głosy w głowie nie pozwalały skupić się na tym, co działo się obok niej. To był właśnie ten moment - dała się zaskoczyć. Ktoś ją popchnął, tak, że jej głowa znalazła się pod zimną wodą, zdążyła jakoś złapać się rękoma kamiennych krawędzi fontanny i zaprzeć nogami, jednak osoba, która to robiła była silna, bez problemu utrzymywała jej głowę pod powierzchnią. Mimo, że próbowała, to nie była w stanie się wyrwać. Wiedziała, że nie miała zbyt wiele czasu, niedługo skończy jej się powietrze w płucach.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control