17.10.2026, 21:22 ✶
Niestety, może to nabrać na znaczeniu, kiedy będziemy mogli chociaż chwilę odsapnąć jako BUM, skomentował bezgłośnie Longbottom, powstrzymując się jednak przed wygłoszeniem tych słów na głos. Jedno można było stwierdzić bez najmniejszego zająknięcia: Bones i Moody nie mogli sobie znaleźć lepszych rekrutów niż tacy pokroju Heather. Takich, którzy praktycznie od pierwszego dnia swojej pracy byli unurzani po łokcie w konflikcie Ministerstwa Magii i Śmierciożercami i mogli lub nawet chcieli poświęcić mu się w całości.
Westchnął cicho. Trudno mu było winić Wood za to, że miała takie, a nie inne podejście. Może i na początku swojej kariery w Departamencie Przestrzegania Prawa Czarodziejów liznęła nieco typowej rutyny, z jakiej do niedawna składała się praca funkcjonariusza prawa, jednak teraz… Teraz prędzej doświadczała życia członkini oddziału anty-terrorystycznego. Jak to dobrze wykorzysta, to mogłaby daleko zajść, pomyślał mimowolnie Erik. Jeśli przez następne kilka lat się wyrobi, to awans do Biura Aurorów miała praktycznie gwarantowany.
— Jest coś w życiu, z czym sobie nie radzisz? — parsknął Erik, gdy rudowłosa brygadzista momentalnie wskazała kierunek, z którego dobiegał hałas. — Latasz na miotle, dobrze walczysz, uczysz się słuchać innych, a teraz masz jeszcze wyczulony słuch? — Pokręcił głową. — Może powinniśmy cię zamknąć na kilka minut w pokoju z Ministrą Jenkins. Wyszlifowałybyście razem jakieś nowe plany kryzysowe, żeby przypadkiem… nie powtórzyła się… Spalona Noc… albo… Beltane.
Od pewnego momentu Longbottom mówił nieco wolniej, przeskakując po kilka schodków na raz, co by jak najszybciej dostać się na piętro. Kolejnym susom towarzyszyło charakterystycznie pobrzękiwanie metalowych elementów klatki schodowej, które trzęsły się pod wpływem kolejnych skoków. Gdy oboje znaleźli się pod drzwiami, Erik po raz kolejny wziął na siebie próbę otworzenia drzwi. Te - w przeciwieństwie do wejściowych - okazały się uchylone, co nieco go zaskoczyło, gdy nacisnął na klamkę.
— Chyba jednak nie zależy im tak bardzo na prywatności — mruknął pod nosem i pchnął drzwi.
Na pierwszy rzut oka nie zauważył zbyt wiele, pomimo tego, że Heather świeciła różdżką tuż za jego plecami. Pomieszczenie można było uznać nawet za dość przestronne, gdyby nie to, że pełno tu było metalowych regałów magazynowych wypełnionych różnego rodzaju szajsem Klatki, transportery, tekturowe pudła, drewniane skrzynie transportowe… Czego tutaj nie było! Na pewno nie dało się też nie zwrócić uwagę na zapach moczu i odchodów, który unosił się w powietrzu.
— Duchy chyba sobie adoptowały sobie jakieś bezpańskie koty albo inną cholerę, która się tu mogła przyplątać — skomentował pod nosem Erik, kaszląc cicho.
Jakby w odpowiedzi na słowo ”cholera” do uszu Longbottoma i Wood dotarł jakiś szmer, aż nagle spomiędzy kartonów na półce ponad ich głowami wyłoniły się dwie hipogryfie głowy osadzone na długich, mocnych szyjach i… zaczęły skrzeczeć na nich, próbując udziobać ich w głowy.
Westchnął cicho. Trudno mu było winić Wood za to, że miała takie, a nie inne podejście. Może i na początku swojej kariery w Departamencie Przestrzegania Prawa Czarodziejów liznęła nieco typowej rutyny, z jakiej do niedawna składała się praca funkcjonariusza prawa, jednak teraz… Teraz prędzej doświadczała życia członkini oddziału anty-terrorystycznego. Jak to dobrze wykorzysta, to mogłaby daleko zajść, pomyślał mimowolnie Erik. Jeśli przez następne kilka lat się wyrobi, to awans do Biura Aurorów miała praktycznie gwarantowany.
— Jest coś w życiu, z czym sobie nie radzisz? — parsknął Erik, gdy rudowłosa brygadzista momentalnie wskazała kierunek, z którego dobiegał hałas. — Latasz na miotle, dobrze walczysz, uczysz się słuchać innych, a teraz masz jeszcze wyczulony słuch? — Pokręcił głową. — Może powinniśmy cię zamknąć na kilka minut w pokoju z Ministrą Jenkins. Wyszlifowałybyście razem jakieś nowe plany kryzysowe, żeby przypadkiem… nie powtórzyła się… Spalona Noc… albo… Beltane.
Od pewnego momentu Longbottom mówił nieco wolniej, przeskakując po kilka schodków na raz, co by jak najszybciej dostać się na piętro. Kolejnym susom towarzyszyło charakterystycznie pobrzękiwanie metalowych elementów klatki schodowej, które trzęsły się pod wpływem kolejnych skoków. Gdy oboje znaleźli się pod drzwiami, Erik po raz kolejny wziął na siebie próbę otworzenia drzwi. Te - w przeciwieństwie do wejściowych - okazały się uchylone, co nieco go zaskoczyło, gdy nacisnął na klamkę.
— Chyba jednak nie zależy im tak bardzo na prywatności — mruknął pod nosem i pchnął drzwi.
Na pierwszy rzut oka nie zauważył zbyt wiele, pomimo tego, że Heather świeciła różdżką tuż za jego plecami. Pomieszczenie można było uznać nawet za dość przestronne, gdyby nie to, że pełno tu było metalowych regałów magazynowych wypełnionych różnego rodzaju szajsem Klatki, transportery, tekturowe pudła, drewniane skrzynie transportowe… Czego tutaj nie było! Na pewno nie dało się też nie zwrócić uwagę na zapach moczu i odchodów, który unosił się w powietrzu.
— Duchy chyba sobie adoptowały sobie jakieś bezpańskie koty albo inną cholerę, która się tu mogła przyplątać — skomentował pod nosem Erik, kaszląc cicho.
Jakby w odpowiedzi na słowo ”cholera” do uszu Longbottoma i Wood dotarł jakiś szmer, aż nagle spomiędzy kartonów na półce ponad ich głowami wyłoniły się dwie hipogryfie głowy osadzone na długich, mocnych szyjach i… zaczęły skrzeczeć na nich, próbując udziobać ich w głowy.
Jak głośne jest skrzeczenie?
Rzut 1d100 - 39
(AF) Czy Erik uniknie próby zadziobania jego głowy?
Rzut W 1d100 - 7
Akcja nieudana
Akcja nieudana
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞