• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Pokój Życzeń Sny v
1 2 Dalej »
[06.10.1972] Keep you in the dark, what had you expected? | Prue, Benjy

[06.10.1972] Keep you in the dark, what had you expected? | Prue, Benjy
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#3
2 godzin(y) temu ✶  

Nie miała zielonego pojęcia dlaczego wysłano ją akurat do Hogwartu, dlaczego była tutaj sama, czemu nikt inny jej nie towarzyszył, ale podskórnie wiedziała, że to sprawa zawodowa. Padał śnieg, ostatnio dopiero rozpoczynała się jesień, coś jej umykało, ale nie analizowała tego jakoś specjalnie. Na pewno znalazła się tutaj z jakiegoś konkretnego powodu. Gdy zobaczyła tę fontannę, która znajdowała się na środku dziedzińca wiedziała, że to właśnie tam powinna się znaleźć. Nie czuła się pewnie, bo była sama, ale nie takie rzeczy już robiła w swoim życiu, czyż nie.

Śnieg prószył, bardzo przyjemnie, drobne płatki zdążyły już osiąść na jej ramionach, w świetle latarni, która znajdowała się obok te płatki śniegu spadające z nieba wyglądały naprawdę uroczo. Pomimo tego, że wszystko wyglądało jak z zimowego obrazka czuła się tutaj niezbyt dobrze. Coś nie pasowało jej w atmosferze panującej w tym miejscu, aura była nie taka, czy jakoś tak. Pomimo tego dziwnego, podskórnego uczucia postanowiła podejść do fontanny.

Tym razem woda nie była zamarznięta. Wpatrywała się w nią dłuższą chwilę, wiedziała, że to nie był pierwszy raz kiedy znalazła się przy fontannie, wtedy wiele lat wcześniej uciekała przed tym, co z niej wyszło. Nie robiła tego sama, oczywiście Aloysius był tam z nią, jak zawsze gdy działo się coś złego.

Teraz go nie było, bo postanowił ponownie wyjechać. Nie znalazł się tutaj z nią, nie miała pojęcia, gdzie przebywał, zostawił ją bez pożegnania. To znaczy dostała list, liczyła jednak na to, że będzie miał odwagę spojrzeć jej w oczy nim wyjdzie, cóż - przeliczyła się. Tak to już w życiu bywa. Nie mogła jednak o nim myśleć, bo przecież miała sprawę do załatwienia, nie wiedziała jeszcze jaką, ale na pewno była nagląca. Musiała zebrać się w sobie i jakoś sobie z tym wszystkim poradzić, to, że jej serce przypadkiem przy tym wszystkim pękło było zupełnie inną sprawą, czyż nie.

Jej myśli zaczęły krążyć tam, gdzie nie powinny, przez co zupełnie ignorowała otoczenie, a nie powinna tego robić, nie po tym, jak przez cały dzień czuła, że ktoś ją śledzi, ktoś się w nią wpatruje. To było bardzo lekkomyślne, tyle, że niestety nie do końca panowała nad swoją przypadłością, nie mogła nic zrobić z tym, co działo się z jej umysłem.

Przegapiła moment, w którym ktoś podszedł do niej od tyłu, zaskoczył ją - nie miała szansy się obronić. Nim zdążyła krzyknąć jej głowa znalazła się pod lodowatą wodą, na szczęście udało jej się chociaż chwycić kamiennej krawędzi, żeby jakoś się ustabilizować. Tyle, że właściwie nic to nie dawało. Ręka która wepchnęła jej głowę pod wodę ciągle przytrzymywała ją pod nią. Prue zaczęła wierzgać nogami, nie była w stanie się podnieść. Nie mogła krzyczeć, naprawdę miała umrzeć w ciszy? Nie tego się spodziewała.

Próbowała wyciągnąć głowę ponad powierzchnię, ale nie była w stanie tego zrobić, brakowało jej powietrza, nie była w stanie odetchnąć, do jej płuc zaczęła dochodzić woda. Właściwie to nie pozostawało jej nic innego, jak pogodzić się ze śmiercią. Gdy zaczęła to robić ten uścisk zelżał, aż w końcu całkiem odpuścił. Od razu podniosła się do góry. Wyciągnęła głowę ponad taflę wody i głęboko zaciągnęła się powietrzem. Była roztrzęsiona, nie wiedziała, co się działo, dlaczego nagle przestało, to znaczy dobrze, że nagle przestało. Było jej zimno, próbowała uspokoić oddech, ale wcale nie było to łatwe, bo łapczywie brała kolejne oddechy tego zimnego powietrza.

Usłyszała znajomy głos. Już dobrze. Odwróciła się wtedy, a oczy otworzyły jej się szeroko w zdumieniu. Jakim cudem, był tu teraz z nią, dlaczego mówił, że wszystko będzie dobrze, skoro nie było to prawdą. Nic nie było dobrze. To znaczy najwyraźniej ją uratował, przed kim? Rozejrzała się wokół, próbując znaleźć tego, który przed chwilą próbował ją utopić w tej lodowatej wodzie, ale najwyraźniej rozpłynął się w powietrzu. - Nie jest dobrze. - W końcu z siebie wyrzuciła, było to dla niej ciężkie, bo paliły ją płuca, do tego zaczęła drżeć przez zimno, które zaczęło być odczuwalne. Była mokra, ledwie oddychała, wokół był śnieg, a on siedział tutaj i mówił o tym, że ją uratował. Naprawdę? Teraz ją ratował, kiedy całkiem niedawno postanowił ją tak po prostu zostawić, co za zrządzenie losu. - Gdzie? - on jest miała zapytać, ale wtedy obraz jej się rozmył. Zniknął Hogwart, zniknęła nieszczęsna fontanna, zniknął też i Benjy - znowu.

Szła przed siebie bardzo żwawym krokiem. Miała cel, odwiedzić jednego ze swoich stałych klientów na Nokturnie. Przepisała mu nieco eliksirów i leków, liczyła na to, że stosował do jej zaleceń, a jeśli nie - zamierzała udzielić mu stosowną reprymendę. Czuła się pewnie na Nokturnie, było to miejsce, które znała nie najgorzej, spędzała tutaj sporo czasu świadcząc medyczne usługi, czego to się nie robiło dla zdobywania wiedzy. Weszła w jedną z krętych, wąskich alejek, kiedy ktoś pojawił się przed nią, nie zdążyła nawet mrugnąć, gdy znajdowała się przyparta do ściany z nożem znajdującym się przy jej gardle. Czuła zimne ostrze na swojej szyi, wiedziała, gdzie musiało trafić, aby zabić ją od razu. To było w tym wszystkim najgorsze, zdecydowanie nóż znajdował się zbyt blisko tego miejsca, końcówka ostrza zahaczyła o jej skórę. Przymknęła oczy, nie miała szansy z tym walczyć. W sumie może i nawet to było jakimś wyjściem, przynajmniej nie będzie się musiała niczym przejmować.



Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 2 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (2253), Prudence Fenwick (1402)




Wiadomości w tym wątku
[06.10.1972] Keep you in the dark, what had you expected? | Prue, Benjy - przez Prudence Fenwick - 16.10.2026, 22:26
RE: [06.10.1972] Keep you in the dark, what had you expected? | Prue, Benjy - przez Benjy Fenwick - 3 godzin(y) temu
RE: [06.10.1972] Keep you in the dark, what had you expected? | Prue, Benjy - przez Prudence Fenwick - 2 godzin(y) temu
RE: [06.10.1972] Keep you in the dark, what had you expected? | Prue, Benjy - przez Benjy Fenwick - 37 minut(y) temu

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa