19.10.2026, 12:32 ✶
— Wierz mi, ptaszyno, gdyby istniał sposób, aby wrócić do tych, których utraciliśmy, z pewnością znalazłbym go już dawno temu. Przeszukałbym każdą bibliotekę, każdy zakurzony traktat, każde przeklęte archiwum — uśmiechnął się blado, ponieważ przez te wszystkie te lata nie znalazł niczego, co pozwoliłoby mu cofnąć choćby jedną rozmowę, zatrzymać jedno pożegnanie, wypowiedzieć choćby jedno zdanie, które powinno było paść, a nie padło… Pomyślał o swojej zmarłej żonie.
Na kolejne słowa dziewczyny, oczy wampira rozszerzyły się. Spojrzał na Lanę uważnie. Przez dwieście pięćdziesiąt sześć lat wampir zdążył nabrać przekonania, że niewiele rzeczy było jeszcze w stanie go zaskoczyć. Widział upadki dynastii, narodziny nowych porządków. Przeżył wystarczająco wiele, aby nabrać zdrowej nieufności wobec własnego przekonania o znajomości ludzkiej natury.
— Ach — Gustaw odchrząknął. — Wybacz mi, ma chère, ale przyznam, że nie tego się spodziewałem — nagle przypomniał sobie wszystkie te lata, podczas których zastanawiał się dlaczego ta młoda kobieta nie wyszła jeszcze za mąż. W jej wieku! Na Matkę, w jej wieku! W kręgach, w których się obracała, dziewczęta wydawano za mąż zanim zdążyły porządnie poznać własne upodobania, a niekiedy nawet zanim nauczyły się rozpoznawać różnicę między przywiązaniem a posłuszeństwem. Nie przyszło mu do głowy, że odpowiedź mogła być tak prosta. — I pomyśleć, że przez tyle lat zastanawiałem się dlaczego żadna z tych rodowych matron nie zdołała jeszcze usidlić cię swoim synem. Byłem przekonany, że albo skutecznie ich unikasz, albo masz dość rozsądku, aby nie dać się wciągnąć w te paskudne… — najwyraźniej nie docenił własnej wyobraźni. Na jego ustach pojawił się cień uśmiechu, lecz zaraz ustąpił miejsca powadze. Nienawidził małżeństw zawieranych z wyrachowania, nie znosił traktowania ludzi jak aktywów rodowych ani przekonania, że nazwisko, majątek i odpowiednio dobrana genealogia stanowiły wystarczający fundament wspólnego życia. Jako prawnik widział jednak również drugą stronę medalu. Wiedział, jak mocno świat, w którym przyszło im żyć, opierał się na tych układach.
Wolną ręką sięgnął po kolejną chusteczkę i położył ją na stoliku w zasięgu jej dłoni, przewidując, że poprzednia niebawem podzieli los wielu innych przedmiotów, które miały nieszczęście znaleźć się na drodze ludzkich łez.
— A co do tej młodej damy… Jeśli sprawia, że znów chce ci się żyć, jeśli przy niej świat przestaje być wyłącznie zbiorem nieszczęść, które należy przetrwać, to pozwól sobie na tę radość. Niemniej… Nie musisz dziś podejmować żadnych wielkich decyzji. Chodź tutaj, dziecino. Na dziś wystarczy już tych wszystkich procesów, które wytaczasz samej sobie. Daj sobie czas.
Na kolejne słowa dziewczyny, oczy wampira rozszerzyły się. Spojrzał na Lanę uważnie. Przez dwieście pięćdziesiąt sześć lat wampir zdążył nabrać przekonania, że niewiele rzeczy było jeszcze w stanie go zaskoczyć. Widział upadki dynastii, narodziny nowych porządków. Przeżył wystarczająco wiele, aby nabrać zdrowej nieufności wobec własnego przekonania o znajomości ludzkiej natury.
— Ach — Gustaw odchrząknął. — Wybacz mi, ma chère, ale przyznam, że nie tego się spodziewałem — nagle przypomniał sobie wszystkie te lata, podczas których zastanawiał się dlaczego ta młoda kobieta nie wyszła jeszcze za mąż. W jej wieku! Na Matkę, w jej wieku! W kręgach, w których się obracała, dziewczęta wydawano za mąż zanim zdążyły porządnie poznać własne upodobania, a niekiedy nawet zanim nauczyły się rozpoznawać różnicę między przywiązaniem a posłuszeństwem. Nie przyszło mu do głowy, że odpowiedź mogła być tak prosta. — I pomyśleć, że przez tyle lat zastanawiałem się dlaczego żadna z tych rodowych matron nie zdołała jeszcze usidlić cię swoim synem. Byłem przekonany, że albo skutecznie ich unikasz, albo masz dość rozsądku, aby nie dać się wciągnąć w te paskudne… — najwyraźniej nie docenił własnej wyobraźni. Na jego ustach pojawił się cień uśmiechu, lecz zaraz ustąpił miejsca powadze. Nienawidził małżeństw zawieranych z wyrachowania, nie znosił traktowania ludzi jak aktywów rodowych ani przekonania, że nazwisko, majątek i odpowiednio dobrana genealogia stanowiły wystarczający fundament wspólnego życia. Jako prawnik widział jednak również drugą stronę medalu. Wiedział, jak mocno świat, w którym przyszło im żyć, opierał się na tych układach.
Wolną ręką sięgnął po kolejną chusteczkę i położył ją na stoliku w zasięgu jej dłoni, przewidując, że poprzednia niebawem podzieli los wielu innych przedmiotów, które miały nieszczęście znaleźć się na drodze ludzkich łez.
— A co do tej młodej damy… Jeśli sprawia, że znów chce ci się żyć, jeśli przy niej świat przestaje być wyłącznie zbiorem nieszczęść, które należy przetrwać, to pozwól sobie na tę radość. Niemniej… Nie musisz dziś podejmować żadnych wielkich decyzji. Chodź tutaj, dziecino. Na dziś wystarczy już tych wszystkich procesów, które wytaczasz samej sobie. Daj sobie czas.
Wiatr kołysze w locie ćmy
Wilki śpią mocno, że aż strach
I tylko ty nie śpisz Duszko ma
Boisz się nocnic, złych wietrzyc i zjaw
Wilki śpią mocno, że aż strach
I tylko ty nie śpisz Duszko ma
Boisz się nocnic, złych wietrzyc i zjaw