Kiedy Stella podeszła myślał, że to już koniec. Przybyła aby dobić rannego na polu bitwy. Miała to na wyciągnięcie ręki... Jednak tego nie zrobiła. Przyklęknęła i spytała czy wszystko gra. W jej słowach nie było już tej samej pretensji co jeszcze moment temu.
Swoją drogą to było bardzo dobre pytanie, na które nie znał odpowiedzi. Nie miał zielonego pojęcia. Skąd miał to wiedzieć skoro nie znał jej zdania na to wszystko.
Niedługo musiał jednak czekać aby je poznać. Chwilę później już trawił informację, że Stella ma dokładnie to samo. Zadurzyła się w nim. A on w niej. Wszystko wskazywało na to, że postawił poprawne va banque. Ale to nie był jeszcze koniec.
Lekko przybiły go słowa Avery, które mówiły, że nie powinna. Z drugiej strony rozumiał, że żaden z niego kandydat w oczach jej rodziców. Ani nie jest sławny, ani bogaty. W porównaniu z całą resztą potencjalnych partnerów dla ich córki, wypadał najgorzej. Koniec końców był tylko zwykłym brygadzistom z ministerstwa, który nie wyróżniał się niczym innym niż setki takich jak on.
Stanley nie musiał za dużo robić aby uświadomić sobie, że żyje i to wszystko nie jest żadnym snem. Kiedy tylko emocje opadły do akceptowalnego poziomu, jego pokaleczone dłonie dały o sobie znać szczypaniem. Będą się trochę goić. W końcu wciskanie dłoni w wypustki od krzesła, nie należy do najprzyjemniejszych rzeczy.
Zebrał się w sobie i usiadł po turecku naprzeciwko Stelli. Nie odzywał się przez chwilę, ponieważ zbierał myśli. Zastanawiał się jak to ubrać w słowa aby uniknąć ewentualnej reprymendy.
- Myślisz, że Ty i ja... Powinniśmy... - zaczął mówić, a następnie pokazał palcem raz na dziewczynę, a raz na siebie - No... Sprób... - nie dopowiedział słowa do końca. Miał gdzieś z tyłu głowy jednak to jak się zachowała przed chwilą.
Zamilkł oczekując jakiejkolwiek odpowiedzi od panny Avery. Czuł jakby ta wewnętrza blokada zaczęła powoli powracać. Każde kolejne słowo czy nawet chęć wypowiedzenia go przychodziły z wielkim trudem. Stawało się to wręcz niemożliwe.
Borgin unikał kontaktu wzrokowego jakby oczekiwał na karę mimo, że nie zrobił nic złego. Jednak zadziałały jego instynkty przetrwania w których brał winę na siebie aby uniknąć gorszego obrotu spraw. Siedział i się nie odzywał. Czekał na werdykt sądu. Po raz kolejny to ona była wyrocznią i decydowało o końcowym wyroku.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972