Tydzień 4: Save me. Orfeusz i Eurydyka. Lorraine i Baldwin, a może Baldwin i Lorraine. Dzieci zagubione w otchłaniach Podziemnych Ścieżek.
![[Obrazek: dbfbd828cbdcb96f28ecc4370dd947206d013061.pnj]](https://64.media.tumblr.com/d4d0c80d6db572c4a5e37d5454035ff8/f16cee7ee5ecdfb1-1e/s1280x1920/dbfbd828cbdcb96f28ecc4370dd947206d013061.pnj)
Lorraine Malfoy napisał(a):— Wszyscy mamy grzechy, które musimy dźwigać — […] Lorraine mówiła powoli, przechylając w zamyśleniu głowę — mówiła, a jej wysokiemu głosowi zdawały się towarzyszyć wspomnienia wszystkich dźwięków, które słyszała dawno temu — głęboko w spowitych w mroku otchłaniach podziemnych ścieżek — wspomnienia pełne tajemnicy, rozpaczy i smutku: nikłe echo dochodzącej z oddali, sennej melodii, pomruk pieśni katakumb, czuły szept głosu Baldwina, który przyzywał ją po imieniu, odgarniając z twarzy welon wieczystej ciemności, welon pajęczyn i skołtunionych włosów. — Grzechy ciążące na moim sumieniu […] ciągnęły mnie w dół, w ciemność, coraz głębiej, i głębiej, głębiej, tak głęboko, jak sięgać mogą tylko podziemne ścieżki. Mówią, że podziemne ścieżki to otchłań bez dna, która rozpościera swoje ramiona niczym kochanka. Mówią, że kto osunie się zbyt głęboko w ciemność, która je spowija — w jej słodkie, słodko-mdlące objęcia — kto zatraci się w ciepłym, gęstym oddechu korytarzy, ten staje się częścią tej otchłani. Jednym z wielu, którzy oddali serce podziemiom, aby już nigdy nie powrócić na powierzchnię. Bo gdy schodzisz wciąż głębiej i głębiej, zapominasz, kim byłeś, zanim zacząłeś schodzić. Ścieżki rozwierają przed tobą swoje podwoje niczym potworną paszczę, ziejąc zepsutym oddechem korytarzy: powietrze, ciepłe, gęste i stężałe w bezruchu, zaczyna przypominać miękki zaduch kowenowej kaplicy — kaplicy wyścielonej kośćmi i rozkładającymi się ciałami tych, którzy zgubili drogę. Osunąwszy się zbyt głęboko, nie odnajdziesz drogi na powierzchnię. Bo ciemność uwodzi. Ciemność śpiewa tęsknie, abyś do niej wrócił. Śpiewa cicho, ledwie słyszalnie, lecz w jej śpiewie kryje się nieodpartego, coś, co woła, obiecując ukojenie… Ale ukojenie nie nadchodzi.
Lorraine Malfoy napisał(a):W myślach wciąż błądziła pośród podziemnych korytarzy, gdzie zeszła po tym, jak pierwszy raz złamała legilimencją czyjś umysł. Nie chciałam tego, powtarzała, zrozpaczona, próbując naprawić to, czego naprawić się nie dało. Nie chciałam tego, przepraszała, gdy każde kolejne zanurzenie się w odmęty wspomnień mężczyzny, który padł ofiarą jej uroku, tylko pogarszało sprawę. Nie chciałam tego, wypłakiwała oczy w ojcowski rękaw: te same oczy spoglądały na nią z twarzy ojca, który uśmiechał się, ocierając jej łzy, choć oczy Armanda Malfoya – w przeciwieństwie do oczu jego córki – były suche. "Nie chciałaś tego", powtórzył powoli, rozkoszując się każdym słowem, w którym bezlitosna kpina mieszała z pobłażliwą czułością, bo to, co w Lorraine budziło moralny sprzeciw, strach i zgryzotę, w nim budziło dumę. Był z niej dumny.
Gdy Baldwin ją znalazł, była bliska histerii.
Baldwin Malfoy napisał(a):— Nie chciałam tego. — Powiedziała mu, bliska histerii, gdy wczepiła brudne, połamane paznokcie w jego ramiona. […]
— Wiem. — Odpowiedział tylko, choć wiele słów cisnęło mu się na usta. Nie patrzył na nią, jego wzrok ani na moment nie uciekł od tańczącego płomienia lampki. Walczył z decyzją, która już dawno została podjęta. Usiadł obok niej, cicho, jakby nie chciał spłoszyć nocy. Gdy dotknął jej dłoni, była zimna jak kamień ołtarza. Ale była. Jeszcze była.
— Nie musisz się już bać — szepnął. — Zostanę z tobą.
Ciemność w Katakumbach była równoznaczna ze śmiercią.
Nie tą nagłą, gwałtowną ale cichą, sączącą się powoli jak woda przez pękniętą skałę. Była śmiercią w zawieszeniu, wciąż bez ostatniego oddechu, ale już pozbawioną światła, nadziei, kierunku. W labiryncie ludzie gubili samych siebie, przestawali być sobą. Człowiek tracił kontury, ciało, imię. Stawał się kolejnym bezszelestnym cieniem, nieświadom kiedy umrze. Ciemność obejmowała ramionami i kusiła jak dawno niewidziana kochanka. "Zostań". "Zostań jeszcze moment".
Wiedzieli, że jeśli lampka zgaśnie żadne zaklęcia nie zdołają odgonić Ciemności. Lorraine milczała, a Baldwin nie ponaglał. Gdy w końcu drgnęła, ledwie zauważalnie, ale jednak, była to decyzja. Decyzja o ocaleniu dwóch dusz.[/b]
Lorraine Malfoy napisał(a):Ile razy Matka Bogini jej pomogła? Ile razy odpowiedziała na jej modlitwy?
— Wiele razy — odpowiedziała miękko. Nie uciekła przed spojrzeniem Renigalda. Chorobliwa intensywność, która rozpalała wcześniej jej oczy, przygasła, ustępując miejsca czemuś starszemu: zamiast zapalczywości był już tylko spokój. — Więcej doświadczyłam łaski Matki niż mam władzy, żeby o głębi tej łaski mówić, nie tracąc przy tym oddechu. Bo oddycham dzięki jej łasce. […] Dzięki niej bije moje serce. […] Żyję dzięki niej.
Żyła, ponieważ ktoś kiedyś podzielił się z nią tym oddechem w otchłani, do której zeszła w chwili rozpaczy. Inne serce wybijało rytm niczym bęben, czekający, aby podążyć za jego przewodnictwem. Inne ciało drżało obok jej ciała, dopóki nie wyszli na powierzchnię. Jakże łatwo było wierzyć w cuda, gdy wystarczyło wsłuchać się w to drżenie. Jakże łatwo było wierzyć w obecności Bogini, gdy zawsze miała Baldwina obok. Tyle przecież wystarczało, żeby przypomniała sobie, że nie jest w tym życiu sama.
adnotacja moderatora
Wpisane do tabelki!
@Lorraine Malfoy
@Lorraine Malfoy
cytaty