• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
1 2 3 4 5 … 17 Dalej »
[07/1957] The moon was full when they buried him | Aloysius, Prudence

[07/1957] The moon was full when they buried him | Aloysius, Prudence
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#12
19.10.2026, 19:35  ✶  

Prudence tak jak powiedziała - nie ruszała się z miejsca. Skoro mówiła, że tego nie zrobi, to się tego trzymała, chociaż jeszcze chwilę wcześniej bez głębszego zastanowienia pobiegła w mrok. Miała świadomość, że to nie była najbardziej rozsądna decyzja, ale wtedy wydawała jej się być właściwa. Nie wątpiła w to, że skoro Aloysius nadal gdzieś tutaj był, to zamierzał skomentować jej zachowanie w odpowiedni sposób. Zbyt dobrze go znała, żeby sądzić iż postanowi to przemyśleć. Zwłaszcza, że wołał ją, krzyczał za nią, a ona zupełnie to zignorowała biegnąc za swoją chustą. Nie wyglądało to najlepiej, nie miała też chyba żadnego odpowiedniego argumentu, żeby jakoś wybronić swoje zachowanie, bo było lekkomyślne. Nie miała co do tego najmniejszych wątpliwości. Pozwoliła jednak sobie zareagować odruchowo, spontanicznie, co nie zdarzało jej się często. Rzadko kiedy musiała się przed kimkolwiek tłumaczyć, tym razem wiedziała, że nie ominie jej ta część.

- Tak. Słyszałam, co do mnie mówisz. - Nie chciała, żeby znowu, każde z nich błąkało się w pojedynkę w ciemności, skoro udało im się znowu jakimś cudem odnaleźć na tym cmentarzu. To, że się zgubili było tylko i wyłącznie jej winą i jakoś musiała sobie z tym poradzić, Rookwood na pewno jej to wypomni, musiała tylko chwilę poczekać. Widziała jego wyraz twarzy, nie dało się nie zauważyć tej irytacji, która się z niego sączyła. Był wkurzony i było to jej winą. Nie pierwszy raz doprowadziła go do podobnego stanu, tym razem jednak sytuacja była dużo inna niż normalnie. Mieli tymczasowy sojusz, spędzali razem czas, towarzyszyli sobie tej nocy, a ona nie zwracając na niego postanowiła pobiec w pizdu. Doskonale wiedziała, jak to wyglądało - jakby pojawiły się tu jakieś wątpliwości, nie wyglądało to dobrze, wręcz przeciwnie. Nie zastanawiała się nad tym, że on może przejąć się jej chwilowym zniknięciem, nie myślała o tym, że będzie jej szukał, że będzie się wkurzał na to, że nie może jej znaleźć. W tamtej chwili myślała tylko o tym, że chce złapać swoją chustę, a że nigdy nie przejmowała się niczyim przyzwoleniem - bo zazwyczaj znajdowała się wszędzie sama, to i tym razem zachowała się w typowy dla siebie sposób.

- Nie wydaje mi się, aby było o czym rozmawiać. Podjęłam taką decyzję, a nie inną, teraz tu jestem, więc to by było na tyle? - Nie zamierzała się jakoś szczególnie tłumaczyć ze swojego zachowania. Nie było w tym żadnego sensu. Zjebała, tak zgadzali się najwyraźniej co do tego. Miała się teraz przed nim płaszczyć, przepraszała go przecież, widziała, w którym momencie zawiodła, czego niby jeszcze oczekiwał? Jasne, nie chciałaby się znaleźć w podobnej sytuacji, to było słabe, ale no stało się, nic tu teraz po tych wszystkich rozważaniach nie będzie.

- Nie powiedziałam tego. - Nie zamierzała pozwolić mu na wsadzanie nieswoich słów do swoich ust. - Nie powiedziałam, że najlepiej by było gdybyś sobie poszedł, tylko, że nie musiałeś na mnie czekać. - Była bliska, żeby na niego warknąć, jakoś jednak się powstrzymała. Najwyraźniej wrócili do swojego normalnej formy rozmowy szybciej niż się spodziewała, cóż, tak to już z nimi było, czyż nie? - To nie tak, że nie potrzebuje niczego towarzystwa, po prostu w tamtej chwili nie potrzebowałam, jak biegłam w sensie. - Dodała jeszcze gdyby nie zrozumiał. - Wtedy nie potrzebowałam towarzystwa, bo chciałam biec szybko, to nie tak, żebyś mnie spowalniał, ale widziałam gdzie ona leci, a że chciałam ją złapać no to pobiegłam, ignorując wszystko, co działo się wokół. - Skoro musiała mu to szczegółowo wytłumaczyć to właśnie to robiła. Najwyraźniej tego właśnie potrzebował. - To nie tak, że radzę sama sobie ze wszystkim, w sumie zazwyczaj tak jest, ale dzisiaj niekoniecznie musiałam to zrobić, bo razem też nam szło nie najgorzej, ale no pojawił się instynkt i go posłuchałam. - Kto jak kto, ale Aloysius powinien wiedzieć, jak to jest. Czy to nie on był zazwyczaj tym w gorącej wodzie kąpanym, który biegł zanim zdążył pomyśleć? No właśnie. Tym razem jednak padło na nią, co zdecydowanie było odmianą, bo zazwyczaj jednak należała do tych osób, które bardzo mocno analizowały swój kolejny krok, jednak nie dzisiaj. Dzisiaj postanowiła pobiec za swoją własnością tak po prostu. - Nie gorączkuj się tak, przecież nie chciałam, żebyś się o mnie martwił! - Powoli traciła cierpliwość, bo najwyraźniej zamierzał wyrzygiwać jej to wszystko jeszcze przez jakiś czas. - Zrozumiałam za pierwszym razem, nie powinnam była tego robić, wiem o tym, ale tak wyszło. Nikomu nie chciałam nic udowodnić, po prostu chciałam ją złapać. - Po raz kolejny się powtórzyła, ale wychodziło na to, że musiała tak zrobić, bo dalej miał do niej pretensje. Nie miała jakiejś obsesji na byciu samodzielną, chociaż lubiła mieć świadomość, że jest w stanie sobie sama poradzić z każdym kłopotem, który pojawi się na jej drodze. Tym razem również się jej udało, chociaż zaliczyła też przypadkiem spotkanie z tym dziwnym duchem, który nie chciał dać jej spokoju, ale pokazała mu, że się go nie boi przez co w końcu poleciał sobie w pizdu, chociaż nie sądziła, że chodziło mu przede wszystkim o nastraszenie jej, chyba bardziej po prostu szukał towarzystwa.

Być może niepotrzebnie zadała to jedno pytanie, bo dzięki temu miał okazję, aby po raz kolejny się na niej wyżyć. Nie mogła go jednak cofnąć, powiedzieć, że spodziewa się jakie to uczucie, bo widziała, że już się zaczynał gotować i zamierzał jej odpowiedzieć. Odetchnęła głęboko, czekała na jego wywód, bo najwyraźniej dzisiaj te komentarze miały się nie kończyć, fantastycznie, jakoś to zniesie, czyż nie? Nie miała innego wyjścia. To znaczy mogła się odwrócić na pięcie i sobie pójść w siną dal, ale spodziewała się, że gdyby wywinęła mu taki numer drugi raz to mogłaby tego nie przeżyć, istniała szansa, że zakopałby ją za to na tym cmentarzu.

- Na swoją obronę mam tylko to, że nic mi się nie stało, wiem, że mogło, ale nie przemyślałam tego tak jak powinnam, dobrze? Popełniłam błąd. - Nie przyznawała się często do podobnych zbrodni, ale miała świadomość, że tutaj to ona zachowała się nieodpowiednio, wcale się z tym nie kryła. Rozumiała o co mu chodzi. Przeprosiła i przyznała się do winy, czego jeszcze potrzebował? - Tak, nikt nie kazał Ci tego robić, więc dziękuję, dziękuję, że mnie nie zostawiłeś. - Była mu za to wdzięczna i wypadało to powiedzieć, nie musiał się nią przejmować, ale chciał. To ją trochę ruszyło, bo nie sądziła, że tak właśnie będzie. Widziała, że rozzłościło go jej zachowanie, rozumiała to, no starała się zrozumieć, bo przecież nic jej się nie stało, znalazła go i stała przed nim cała i zdrowa, co pewnie nie zmieniało faktu, że bał się o to, że mogło ją tutaj spotkać coś złego.

Westchnęła ciężko, po czym zawiesiła się na moment i wyrecytowała. - Odpowiedzialność zbiorowa jest to zasada, według której za przewinienie danej osoby odpowiada cała grupa, do której ta osoba należy. - Nie powinna tego traktować dosłownie, ale skoro chciał definicji to mu ją dała. - Nie możesz mieć mi za złe tego, że nie wzięłam jej pod uwagę, bo rzadko kiedy robię coś w grupie. - Nie było to pewnie odpowiednim argumentem, ale zamierzała spróbować. Nie mogła pozwalać mu się na sobie wyżywać za jedną, spontaniczną decyzję podjętą pod wpływem chwili.

- Przecież doskonale wiesz, że gdybym nie chciała Twojego towarzystwa to bym tu z Tobą nie przyszła. Ile razy mam Ci tłumaczyć, że oddaliłam się od Ciebie przypadkiem? - Powoli i ona zaczynała się irytować tym jego gadaniem, chciał ruszyć jej sumienie, już to zrobił. Nie musiał się ciągle powtarzać. - Nie wiedziałam, czy nie uznałbyś tego za głupie, a mnie na tym zależało, to tyle, dlatego pobiegłam od razu, bez zastanowienia, to nie znaczyło nic więcej. Dostałam tę chustę od babci, nie chciałam jej zgubić, nie doszukuj się w tym niczego głębszego. Nie chciałam przed Tobą uciekać. Być może powinnam Ci to w między czasie wyjaśnić, ale w tamtym momencie musiałam działać szybko. - Jakby to cokolwiek zmieniało. Nie wydawało jej się, że tłumaczenie, które mu dawało wpłynie jakkolwiek na to w jaki sposób on to odebrał.

Mieli zgodność, co do tego, że warto było już się stąd zbierać. Pojawił się jednak kolejny problem. Najwyraźniej i Rookwood nie był wcześniej w tej części cmentarza. Fantastycznie, prychnęła jednak kiedy usłyszała jego słowa. Nie musiał do niej mówić w taki sposób. - Wiesz co, jeśli chcesz naprawdę mogę sobie stąd pójść i sama zwiedzić tę część cmentarza, skoro dla Ciebie to taki problem. Nie musisz mówić do mnie w ten sposób.- Zdecydowanie nic nie trzymało jej w tym miejscu siłą, jeśli zamierzał dalej odzywać się do niej tak cyniczne to mogła się po prostu odwrócić na pięcie i sobie stąd pójść. Jakoś znalazłaby wyjście, jeśli nie teraz to wraz ze wschodem słońca. - Rozumiem, że to moja wina, ale nie musisz się teraz na mnie wyżywać. - Podkreśliła to jeszcze, bo nie podobało jej się jego zachowanie.

W końcu chyba postanowił sobie ulżyć, bo powiedział to wszystko, co myślał. Fantastycznie. Jakby nie zdawała sobie z tego sprawy, że to, że znajdowali się w czarnej dupie było przede wszystkim jej winą. - Przecież wiem, że zboczyliśmy z drogi przeze mnie, zamierzasz się teraz na tym skupiać i rzucać oskarżenia, czy może jednak poszukać właściwej ścieżki? Jeśli chcesz możesz to robić do rana, bo najwyraźniej dzięki temu czujesz się lepiej. - Ona zdecydowanie wolałaby jednak wybrać inną opcję i zacząć szukać drogi powrotnej. - Przykro mi, że przez moje roztargnienie jesteś skazany na moje towarzystwo, niestety czasu nie mogę cofnąć, więc nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. - Ona również wolałaby być już w miasteczku, jeśli do tego zmierzał, teraz nie marzyła o niczym innym. Powinna się spodziewać tego, że prędzej, czy później skończy się to jakąś kłótnią. - Nie musieliśmy iść wcale przez ten cmentarz, skoro wiedziałeś, że jest tutaj coś niepokojącego i nie znasz go zbyt dobrze. - Dodała jeszcze, bo nie miała zamiaru brać na siebie całej winy za obecną sytuację. Wiedziała, co poszło nie tak przez nią, jednak nie tylko ona powinna mieć do siebie pretensje.

W końcu się ruszył, ona zrobiła to samo, była już jednak mniej ostrożna niż wcześniej, patrzyła pod nogi, ale nie przejmowała się tym, że może coś dotknąć, miała to gdzieś, najwyżej zostanie tutaj faktycznie do wschodu słońca, jeśli zobaczy coś, czego nie powinna widzieć.



Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (13129), Prudence Fenwick (6566)




Wiadomości w tym wątku
[07/1957] The moon was full when they buried him | Aloysius, Prudence - przez Benjy Fenwick - 14.10.2026, 15:11
RE: [07/1957] The moon was full when they buried him | Aloysius, Prudence - przez Prudence Fenwick - 14.10.2026, 19:20
RE: [07/1957] The moon was full when they buried him | Aloysius, Prudence - przez Benjy Fenwick - 14.10.2026, 21:39
RE: [07/1957] The moon was full when they buried him | Aloysius, Prudence - przez Prudence Fenwick - 14.10.2026, 22:10
RE: [07/1957] The moon was full when they buried him | Aloysius, Prudence - przez Benjy Fenwick - 14.10.2026, 22:36
RE: [07/1957] The moon was full when they buried him | Aloysius, Prudence - przez Prudence Fenwick - 15.10.2026, 21:24
RE: [07/1957] The moon was full when they buried him | Aloysius, Prudence - przez Benjy Fenwick - 16.10.2026, 17:52
RE: [07/1957] The moon was full when they buried him | Aloysius, Prudence - przez Prudence Fenwick - 17.10.2026, 21:49
RE: [07/1957] The moon was full when they buried him | Aloysius, Prudence - przez Benjy Fenwick - 17.10.2026, 23:55
RE: [07/1957] The moon was full when they buried him | Aloysius, Prudence - przez Prudence Fenwick - 18.10.2026, 20:20
RE: [07/1957] The moon was full when they buried him | Aloysius, Prudence - przez Benjy Fenwick - 19.10.2026, 16:47
RE: [07/1957] The moon was full when they buried him | Aloysius, Prudence - przez Prudence Fenwick - 19.10.2026, 19:35
RE: [07/1957] The moon was full when they buried him | Aloysius, Prudence - przez Benjy Fenwick - 21.10.2026, 10:10
RE: [07/1957] The moon was full when they buried him | Aloysius, Prudence - przez Prudence Fenwick - 22.10.2026, 16:50
RE: [07/1957] The moon was full when they buried him | Aloysius, Prudence - przez Benjy Fenwick - Wczoraj, 00:30

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa