- Wydaje mi się, że nie znajdziemy lepszego pomysłu. - Też nie była szczególnie zachwycona zaglądaniem do Limbo, ale co innego mogli zrobić? Była to jakaś opcja, tak właściwie to chyba jedyna jaką mieli, zważając na to jak przebiegała ta rozmowa. Nie była być może tym wszystkim szczególnie zachwycona, ale tak to przynajmniej każdy z nich mógł być chociaż trochę zadowolony. Pozbędą się widm i drzewa, jeśli wszystko pójdzie po ich myśli i zamkną to po drugiej stronie. Nie będą musieli się już martwić zagrożeniem w tym świecie. To brzmiało całkiem nieźle.
Również zastanawiało ją, czy jeszcze mogą coś zrobić, czy właściwie musieli sobie radzić z tym, co do tej pory udało im się przygotować. Greengrass-Yaxley miała ze sobą cały zestaw przedmiotów, które mogły im chociaż odrobinę ułatwić tę przeprawę, ale może istniało coś jeszcze, co Macmillan rekomendował, aby zabrać ze sobą. W sumie to nie miała jakiegoś wielkiego doświadczenie w otwieraniu Limba i wpychaniu do niego dziwnych istot, on się na tym znał.
Była bardzo zadowolona z tego, że jej kuzynowi udało się zrobić prototypy amuletów, zwłaszcza, że nie było to łatwym zadaniem. Benjy okazał się być jednak niesamowitym specjalistą jeśli chodziło o runy, pieczęcie i całą resztę. Widać było, że był to jego konik, nie, żeby wcześniej podważała jego doświadczenie. Zdecydowanie znał się na tym, co robił. Naprawdę doceniała to, że postanowił z nią współpracować, bo trudno było znaleźć sobie odpowiednich kompanów, na których można było polegać, a mimo, że zaczęli pracować razem całkiem niedawno, to miała szansę już doświadczyć tego, jak się to z nim robi i była naprawdę zadowolona z tego, że siedzieli w tym wszystkim razem.
- Co wpływa na moją listę priorytetów? Realne zagrożenie. Dąb jest jeden, widm setki, żywią się ludźmi, jeśli oni wejdą na polanę, to na pewno szybko zauważą ich obecność, jak mniemam ten dąb nie dorobił się nóg i się nie porusza? Dopóki ktoś się do niego nie zbliży nie jest zagrożeniem, więc tak - znajduje się niżej na mojej liście priorytetów. - Stał na polanie ognisk, czy gdzieś tam, a widma spacerowały sobie po całej Kniei. Jeśli ktoś przekroczy granicę lasu, to na pewno to wyczują i zaczną się zbliżać. Dla niej to było więc całkiem proste, co w tej chwili było większym zagrożeniem, zresztą widziała jak działają widma, miała świadomość, jak bardzo są niebezpieczne, w przeciwieństwie to tego nieszczęsnego drzewa.
- Czyli pozostaje nam go posiekać, a później tam wepchnąć. - Skomentowała jeszcze słowa Sebastiana. Skoro nie da się tam wrzucić drzewa w całości, to musieli podzielić je na kawałki. Całkiem prosta sprawa, czyż nie.
Nie do końca wierzyła w to, że modlitwa, czy woda święcona może im się na coś przydać. Mogli polegać jedynie na swoich umiejętnościach i na tym, w co się zaopatrzyli. Na szczęście jej wsiąkiewka była całkiem ciężka, ufała, że coś co zabrała ze swojego prywatnego asortymentu pomoże im to przetrwać i pozbyć się widm.
Spojrzała na Sebastiana, kiedy znowu się odezwał. To była dość istotna informacja. Nie mogli się teleportować, na szczęście akurat swoim nogom mogła ufać, poświęciła lata pracy, aby być w idealnej kondycji, wpatrywała się dłuższą chwilę w kapłana, nie miała wątpliwości, co do tego, że i Fenwick był we wspaniałej formie fizycznej, tak jak i ona sporo czasu spędził na to, aby doskonalić te umiejętności. Wystarczyło na nich spojrzeć, kto jak kto, ale oni zdecydowanie mogli polegać na swoich ciałach. - Jak się mają Twoje nogi Sebastianie? - Skoro mieli wejść tam razem, to musiała wiedzieć, czego powinni się spodziewać, czy będą musieli go pilnować, czy za nimi nadąży? Tego nie wiedziała. Nie współpracowała z nim też na tyle często, aby wiedzieć w jakiej był formie. - bo myślę, że dla nas to nie jest problemem. Możemy polegać na naszych ciałach. - Wyjaśniła jeszcze.