21.10.2026, 08:16 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.10.2026, 08:17 przez Christopher Rosier.)
– Z nimi trochę się napiłem do posiłku… a potem no… poszliśmy z Bulstrodem na drinki – przyznał Chris. – Tak, po tym, jak się pobiliśmy!
Dopiero teraz przyszło mu do głowy, że dla kogoś postronnego mogło wydawać się to dziwne. Najpierw się umówili, potem pokłócili, potem na siebie rzucili w celach przemocowych, a potem poszli razem pić. A teraz jeszcze Christopher przyszedł się na niego poskarżyć, bo nie był tak całkiem pewien, czy powiedział prawdę, całą prawdę i tylko prawdę, i niczego tam nie kombinowano. Rosierowi zwyczajnie zdawało się to wszystko całkiem normalną procedurą. Zdarzało się mu ją nawet przechodzić w przeszłości, chociaż zapewne dużo rzadziej niż wielu jego kolegom.
– Dziękuję – mruknął, bo maść była chłodna na skórze i przynosiła pewną ulgę poobijanej twarzy. Drań Bulstrode miał naprawdę bardzo mocny cios. – Taaak, jak się zastanawialiśmy nad tym potem, to chyba coś mówił, że to musiały być kapłanki… – zamyślił się nad tym, próbując przypomnieć sobie wydarzenia, ale szczegóły tego, co działo się w nocy, zamazywały się w jego pamięci. Nie wiedział, że byli tam w pełnych aurorskich mundurach, zwłaszcza że Atreus kiedy tylko mógł przemieszczał się raczej w cywilu. Ale chyba mu mówił, że tam poszli w jakiejś innej sprawie? Chris w nocy chyba nawet uwierzył, ale rano obudził się z nowymi wątpliwościami.
– Prawda? – ucieszył się bardzo, że Victoria się z nim zgadza. Po prawdzie nie obchodziło go zupełnie, z kim teraz Atreus się spotyka i co o tej osobie mówi, ale uważał w tamtej chwili, że Bulstrode pił do Victorii. Nawet jeśli się nie spotykali, przecież był z nią w tym kowenie! – Zasłużył sobie. No i wtedy dałem mu w pysk. I przecież mógł się domyśleć, o kim mówię, tak?
Walnął mu za słabo. To niestety doskonale pamiętał, jak bardzo nie wyszedł mu ten cios, ale postanowił wygodnie pominąć te szczegóły, wybitnie niezadowolony, że nie walnął Atreusa wystarczająco mocno. Nabił mu siniaka tylko dlatego, że Bulstrode na to pozwolił, woląc szybciej walnąć w odwecie niż blokować.
– Nie spodziewałbym się po tobie – powiedział po prostu na jej słowa, uśmiechając się do niej, choć ten uśmiech też szybko spełzł z jego ust, bo cóż, mimika w tej chwili BOLAŁA. A potem przez chwilę zdawał się rozdarty wewnętrznie. Dlaczego? Bo w pierwszym odruchu to chciał powiedzieć, że jak przyjaciółka, to niech każe jej zwiewać, ale w drugim sobie przypomniał, że Atreus to jego przyjaciel, i nie sabotuje się randek kumpla, nawet jak z tym kumplem się pobiłeś. Ostatecznie więc postanowił pominąć temat milczeniem. – Przeszło mi to przez myśl. To byłoby trochę problematyczne, gdyby wpadło im coś takiego do głów.
Po prawdzie to może nawet nie zaprosiłby Victorii na tamto wyjście, jeśli nie uznałby, że za pięć minut mogą jej znowu kogoś podstawić i lepiej nie namyślać się za długo czy na pewno to dobry pomysł, bo zaraz będzie za późno. Zdecydowanie nie czekał na ten moment i nie pomyślał, że ona mogła tak uważać.
Dopiero teraz przyszło mu do głowy, że dla kogoś postronnego mogło wydawać się to dziwne. Najpierw się umówili, potem pokłócili, potem na siebie rzucili w celach przemocowych, a potem poszli razem pić. A teraz jeszcze Christopher przyszedł się na niego poskarżyć, bo nie był tak całkiem pewien, czy powiedział prawdę, całą prawdę i tylko prawdę, i niczego tam nie kombinowano. Rosierowi zwyczajnie zdawało się to wszystko całkiem normalną procedurą. Zdarzało się mu ją nawet przechodzić w przeszłości, chociaż zapewne dużo rzadziej niż wielu jego kolegom.
– Dziękuję – mruknął, bo maść była chłodna na skórze i przynosiła pewną ulgę poobijanej twarzy. Drań Bulstrode miał naprawdę bardzo mocny cios. – Taaak, jak się zastanawialiśmy nad tym potem, to chyba coś mówił, że to musiały być kapłanki… – zamyślił się nad tym, próbując przypomnieć sobie wydarzenia, ale szczegóły tego, co działo się w nocy, zamazywały się w jego pamięci. Nie wiedział, że byli tam w pełnych aurorskich mundurach, zwłaszcza że Atreus kiedy tylko mógł przemieszczał się raczej w cywilu. Ale chyba mu mówił, że tam poszli w jakiejś innej sprawie? Chris w nocy chyba nawet uwierzył, ale rano obudził się z nowymi wątpliwościami.
– Prawda? – ucieszył się bardzo, że Victoria się z nim zgadza. Po prawdzie nie obchodziło go zupełnie, z kim teraz Atreus się spotyka i co o tej osobie mówi, ale uważał w tamtej chwili, że Bulstrode pił do Victorii. Nawet jeśli się nie spotykali, przecież był z nią w tym kowenie! – Zasłużył sobie. No i wtedy dałem mu w pysk. I przecież mógł się domyśleć, o kim mówię, tak?
Walnął mu za słabo. To niestety doskonale pamiętał, jak bardzo nie wyszedł mu ten cios, ale postanowił wygodnie pominąć te szczegóły, wybitnie niezadowolony, że nie walnął Atreusa wystarczająco mocno. Nabił mu siniaka tylko dlatego, że Bulstrode na to pozwolił, woląc szybciej walnąć w odwecie niż blokować.
– Nie spodziewałbym się po tobie – powiedział po prostu na jej słowa, uśmiechając się do niej, choć ten uśmiech też szybko spełzł z jego ust, bo cóż, mimika w tej chwili BOLAŁA. A potem przez chwilę zdawał się rozdarty wewnętrznie. Dlaczego? Bo w pierwszym odruchu to chciał powiedzieć, że jak przyjaciółka, to niech każe jej zwiewać, ale w drugim sobie przypomniał, że Atreus to jego przyjaciel, i nie sabotuje się randek kumpla, nawet jak z tym kumplem się pobiłeś. Ostatecznie więc postanowił pominąć temat milczeniem. – Przeszło mi to przez myśl. To byłoby trochę problematyczne, gdyby wpadło im coś takiego do głów.
Po prawdzie to może nawet nie zaprosiłby Victorii na tamto wyjście, jeśli nie uznałby, że za pięć minut mogą jej znowu kogoś podstawić i lepiej nie namyślać się za długo czy na pewno to dobry pomysł, bo zaraz będzie za późno. Zdecydowanie nie czekał na ten moment i nie pomyślał, że ona mogła tak uważać.