Prudence przez wiele lat pracowała nad swoją nieposzlakowaną opinią. Nie rzucała się w oczy, nie wzbudzała kontrowersji, wtapiała się w tło, kiedy była obserwowana. Tak było zdecydowanie wygodniej. Raczej mało kto wiedział, że w głębi kryło się coś więcej. Jej mąż mógł mieć tego świadomość, bo jeszcze w czasach szkolnych, czy tego chciała, czy nie, pokazywała mu jakimś faktycznie jest człowiekiem. Jakoś tak wyszło, że przy nim zawsze łatwiej było jej być sobą, nawet kiedy za sobą nie przepadali. Na pewno więc nikt nie znał jej tak dobrze jak on, nie miała co do tego najmniejszych wątpliwości, bo widział ją w naprawdę wielu, różnych sytuacjach. Nie tylko tych bardziej oficjalnych, kiedy starała się grać bardzo spokojną i ułożoną. Wydawało jej się, że niektóre cechy, czy zainteresowania lepiej było zostawiać dla tych najbliższych, tak właśnie postępowała. Działało to zresztą w obie strony. Benjy cieszył się raczej nie najlepszą opinią, wyglądał jakby w każdej chwili mógł dać komuś w mordę i był wiecznie wkurwiony, a jednak ona wiedziała, że to są tylko pozory. Miał wielkie serce i nie potrafił przejść obojętnie wobec krzywdy innych, o czym mało kto wiedział. Cóż, nie musieli przed sobą ukrywać swojej prawdziwej natury, w końcu zostali małżeństwem bo doskonale się znali i uzupełniali, czyż nie?
- To prawda, pakiety są najlepsze, zwłaszcza takie. - Potrafił pojawiać się zupełnie znikąd i znikać w powietrzu. Nie miała pojęcia, jak właściwie ktoś jego gabarytów radził sobie z tym tak doskonale, podejrzewała, że lata praktyki robiły swoje, mimo wszystko nadal ją to zadziwiało. Nikt nie pewnie patrząc na niego pierwszy raz nie stwierdziłby, że umie poruszać się niczym duch, przemykać w cieniu zupełnie nie zwracając na siebie uwagi. Było to zaskakujące, zresztą jak wiele jego innych umiejętności. Prudence zresztą wiedziała, że jeszcze nie zdążyła poznać ich wszystkich, bo Benjy miał wiele tajemnic, których jeszcze nie zdołała odkryć. Mieli jednak na to sporo czasu, całe życie przed sobą.
- Wcale tak nie mówię, po prostu głośno podziwiam, a to jest różnica. - Nie miała wątpliwości co do tego, że akurat jej mąż był bardzo wyjątkowy. Zresztą co się dziwić. Przez wiele lat był zdany wyłącznie na siebie, a to uczyło bardzo wielu umiejętności. Czasem było się zmuszonym do tego, aby pewnie z nich opanować. Nie miał lekko, ale najwyraźniej bardzo dobrze to wykorzystał. - Dobrze, że jestem Twoją żoną i mam to wszystko w jednym pakiecie. - Spojrzała jeszcze na niego uśmiechając się przy tym od ucha do ucha.
Był to jeden z tych beztroskich, przyjemnych dni, kiedy nie musieli się niczym martwić. Od kiedy pojawił się ponownie w jej życiu było ich coraz więcej, co uważała za naprawdę niesamowite. Zdecydowanie jej tego brakowało, a teraz miała mieć to na co dzień. Nie dało się nie zauważyć, że jej życie nabrało kolorów, co najważniejsze sama widziała, że zaczęła się zmieniać przy jego boku.
- Pamiętam te stoiska, pamiętam przecież wszystko, to jest moja super moc. - Podkreśliła to, gdyby przypadkiem zapomniał, chociaż raczej nie musiała akurat się o to martwić. Benjy doskonale wiedział z kim ma do czynienia, w sumie to sama mu często o tym przypominała wyciągając dziwne fakty z ich przeszłości z którymi właściwie nie mógł nic zrobić, bo Prue doskonale wszystko pamiętała. - Jasne, czyli ma to być taki diadem, w sumie byłoby Ci w nim do twarzy, doskonały wybór. - Na pewno kiedyś wyciągnie tę sytuację i sprawi mu koronę, żeby nie było, że nie dotrzymuje słowa. Będzie musiała tylko poczekać na odpowiedni moment.
- Wiem, że wiesz, bo przed Tobą nic nie może się ukryć. - Było to dla niej całkiem proste i logiczne. Jakoś już tak mieli, że potrafili doskonale odczytywać swoje zamiary. Prue bardzo chciała spróbować tych jabłek, inaczej w ogóle nie zaczęłaby tego tematu, więc oczywiste było to, że nie zamierzała teraz się wycofać.
Oczywiście, że Benjy ruszył przodem, jak zawsze. Wystarczyło jedno słowo, a był gotowy do działania. Prue przyglądała mu się uważnie, kiedy przedostawał się na drugą stronę. Obserwowała jego ruchy, aby je później powtórzyć. Zdecydowanie wiedział co robi, w przeciwieństwie do niej, co było tylko potwierdzeniem tego, że nie mógł być to jego pierwszy raz w podobnej sytuacji. Musiał przeskoczyć w swoim życiu wiele płotów, czy coś. Przy okazji sprawdził, czy ogrodzenie było trwałe, bo swoje ważył. Nie zamierzała zwlekać, zbliżyła się do niego, a po chwili odwzorowała jego ruchy, tyle, że jakieś dziesięć razy wolniej. Nie była w stanie zrobić tego tak sprawnie jak on, ale bardzo się starała, żeby ten płot jej nie pokonał. Trwało to dłuższą chwilę, jednak w końcu zeskoczyła i znalazła się tuż obok swojego męża, nawet się przy tym nie przewróciła, co można było uznać za spory sukces.
- Nie musimy się zapuszczać głęboko, nawet te tutaj mają wspaniałe owoce. Zastanawiam się, czym je karmią. - Drzewa Abbottów były naprawdę wyjątkowe, nigdy pewnie jednak nie zdradzą swojej tajemnicy, w sumie to im się nie dziwiła, też by tego nie zrobiła.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control