- Mam doskonały słuch, po prostu czasem ignoruje to, czego nie chce usłyszeć, ale powinieneś akurat wiedzieć coś o wybiórczym słuchu. - Akurat jemu też zdarzało się często słyszeć tylko to, co chciał usłyszeć, więc uważała to za lekką hipokryzję. Łatwo było mieć pretensje do innych, kiedy zachowywali się w podobny sposób, czyż nie?
Wiedziała, że znajdowali się tu razem, powinna wziąć pod uwagę, to co miał jej w tamtym momencie miał jej do przekazania, ale tego nie zrobiła. Stało się. Nie musiał jej tak bardzo pokazywać swojego niezadowolenia. W sumie przecież nie zrobiła niczego okropnego, po prostu pobiegła przed siebie niekoniecznie wiedząc, co na nią czeka w ciemności, ale tak, czy siak zakończyło się to dobrze.
- Możesz sobie wierzyć w co chcesz. - Nie spodobało jej się to jego ta, jasne. W ogóle nie podobało jej się to, w którą stronę zmierzała ta rozmowa. Strasznie się na nią wkurzył, nie spodziewała się, że w ogóle się tym przejmie, a na pewno nie zakładała, że, aż tak go to ruszy. Jakby naprawdę bał się, że mogła stać się jej krzywda, a przecież nawet jej nie lubił! To było dziwne, bardzo dziwne i nie miała pojęcia, jak powinna się zachować. Ileż mogła go przepraszać za jedną, szybką, spontaniczną decyzję?
- Merlinie, naprawdę? Naprawdę w Twoim mniemaniu to by aż tyle zmieniło? To oczywiste, że musiałam mieć powód, żeby się ruszyć. Najwyraźniej zresztą wcale nie jesteś takim specjalistą od łapania rzeczy, skoro nie byłeś w stanie mnie dogonić, kto by się spodziewał, że jestem w stanie tak łatwo Ci uciec, co? - Nieco zmieniła swoje podejście do tej rozmowy, bo miała już dość tego ciągłego obwiniania jej za tę jedną, głupią decyzję. - W momencie, w którym zaczęłabym Ci mówić, gdzie odleciała, zdążyłaby polecieć gdzieś daleko, a tak udało mi się ją złapać, więc naprawdę to nie było potrzebne. Jakoś sobie z tym poradziłam. - Nie musiała prosić się o jego pomoc, chociaż najwyraźniej dla niego było to całkiem logiczne, że skoro się tu razem znaleźli, to powinni ze sobą współpracować nawet podczas takich błahych rzeczy.
- Wiesz co, to wcale nie jest takie oczywiste, jak się może wydawać, raczej nie masz w zwyczaju wyciągać do mnie ręki, więc daj mi spokój. - Może, gdyby łączyły ich inne relacje, to nie miałaby problemu z poproszeniem o wsparcie, ale to jak to wszystko wyglądało między nimi, raczej nie skłaniało do tego, żeby pokazywać swoje słabości. Jakby to wyglądało? Miała pokazać mu, że sobie nie radzi, że potrzebuje pomocy, dobre sobie - nie wiadomo kiedy mógł to przeciwko niej wykorzystać. Jeden, całkiem miło spędzony razem dzień nie zmieniał tego, jak się wszystko między nimi układało i ktoś musiał sobie o tym prędzej, czy później przypomnieć.
- Właśnie, że nic nie rozumiesz. - Przewróciła jeszcze oczami, bo nie wydawało jej się, żeby cokolwiek do niego docierała. Miała wrażenie, że już wszystko między nimi wróciło do normy, pojawił się ten stały rytm, znowu obrzucali się nawzajem oskarżeniami. - Czy ktoś kto nie jest ścigającym nie ma prawa pobiec za swoją własnością? Twoim zdaniem nie nadaje się do tego? Tylko wy możecie to robić? To jest śmieszne, ten argument jest do kitu. - Dodała jeszcze. Jasne, był wielkim sportowcem, mało kto mógł się z nim równać, ale ona też potrafiła biegać, gdy wymagała tego sytuacja. Potrafiła walczyć o swoje rzeczy.
- No, dla mnie to też nie było szczególnie skomplikowane, nawet się o nic nie potknęłam, więc daruj sobie, nie potrzebowałam Twoich wyjątkowych umiejętności, żeby udało mi się to zrobić. - Miała ochotę na niego warknąć, bo nie podobało jej się, jak próbował jej udowodnić, że sama nie miała prawa się tym zajmować, kiedy był obok. Tylko dlatego, że on był sportowcem, co z tego?
- Tak, specjalnie doprowadzam Cię do szału, masz mnie. - Pokręciła jeszcze głową z niedowierzaniem. Naprawdę jej to zarzucał, kiedy sam robił dokładnie to samo? Nie docierały do niego jej słowa, miał gdzieś jej wytłumaczenie, zaczął się na niej wyżywać - a na to zdecydowanie nie miała zamiaru mu pozwolić. Każdy miał prawo popełniać błędy, nie poinformowała go o swoich zamiarach, przeprosiła za to, a teraz tutaj wróciła. Na co jeszcze liczył?
- No jasne, że nie musisz, ale chcesz, widzę, że sprawia Ci to satysfakcję. - Ciągnął ten temat, jakby popełniła jakąś ogromną zbrodnię. Nie podobało jej się to zupełnie i wcale nie bała się o tym mówić. Prue nie miała problemu z wyrażaniem swojego zdania, więc mówiła to, co uważała za słuszne. Zresztą była przyzwyczajona do tego, że ich dyskusje wyglądały właśnie w ten sposób.
- Nie jestem zadowolona. - Wyrzuciła z siebie w końcu, jej zdaniem wina leżała po obu stronach. Zjebali, mogli zrobić wiele rzeczy inaczej, a teraz utknęli w jakiejś dziwnej części cmentarza, z której pewnie szybko nie znajdą wyjścia, przez co będą musieli jeszcze dłużej przebywać w swoim towarzystwie, a to już zdecydowanie im nie służyło.
- Myślałam, że chcesz mnie po prostu przestraszyć, nie byłby to pierwszy raz, więc raczej uznałam, że trochę przesadzasz, i robisz to specjalnie. - Nie miała innych planów, słuchała go uważnie, jednak dzieliła to co mówił przez dwa, bo nigdy nie wiadomo czego można się po nim spodziewać. Najwyraźniej dzisiaj jednak postanowił być z nią szczery, co za ironia. - Wszystko pamiętam. - Mruknęła jeszcze cicho, bo akurat tego zarzutu nie mogła zaakceptować. - Może i przewróciłam dzbanek, ale to teraz Ty się taplasz w jego zawartości. - Dodała jeszcze. Zdecydowanie powinni się ruszyć, zamiast stać i o tym dyskutować. Zwłaszcza, że to miejsce faktycznie było odrobinę niepokojące.
Ruszył przed siebie, a ona szła za nim. Nie miała innego wyjścia, skoro weszli tutaj razem, to powinni też razem opuścić cmentarz. Miała nadzieję, że łatwo im to pójdzie, bo kończyła jej się cierpliwość i jeśli dalej będą się tak przepychać argumentami, to raczej utkną tu dłużej, niż by tego chciała. Marzyła o tym, aby znaleźć się w swoim domu, w swoim łóżku i zapomnieć o tej nocy, chociaż wiedziała, że to się nigdy nie wydarzy, że też jeszcze kilkanaście minut wcześniej myślała o tym, że ten wieczór był całkiem udany.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control