Atreus stał w towarzystwie Lestrange i palił papierosa, kiedy dopadła do nich Brenna. Uśmiechnął się do niej lekko, słysząc wszystko co miała do powiedzenia i po prawdzie to nie zdążył jeszcze podzielić się z Victorią najnowszymi nowinkami w sprawie widm, ale miał zamiar. Tylko chciał wypalić tego papierosa…
— Znowu? — zapytał tylko, spoglądając na trzymaną przez Longbottom świeczkę. — Dawaj, miejmy to z głowy — mruknął, podstawiając się pierwszemu pod wosk. Z techniką był już zaznajomiony, bo przecież robiła podobne dziwactwa podczas Beltane i równie dobrze mógł iść teraz na pierwszy ogień. Nie wiedział zbytnio, czy pół roku temu rytuał ze świeczką faktycznie w czymkolwiek pomógł, ale na pewno w niczym nie zaszkodził. Może więc i tym razem będzie podobnie.
— Cześć — przywitał się z Geraldine i Benjim, którzy podeszli do nich. Widząc ich miał trochę mieszane uczucia, bo odnosił wrażenie że kto jak kto, ale Yaxley nie była tutaj w celach oglądania sobie straganików, a z drugiej strony nie posądzał jej o wciskanie się do Kniei tylko po to, żeby złożyć się przed widmami i oddać im duszę.