- Tak, już pędzę tam na kolanach na pielgrzymkę, dlatego przyszłam wcześniej, żeby mieć czas się tam doturlać. - Odpowiedziała Brennie na jej pytanie. Oczywiście, że się nawróciła, oczywiście, że zamierzała dzisiaj modlić się tak, jak nigdy wcześniej w całym swoim życiu… ta, jasne, jeszcze by się ziemia rozstąpiła i ją pochłonęła, czy coś.
- Widziałam kiedyś z Atreusem jak chodziły po Dolinie w nowej wersji, - Spojrzała tu na Bulstrode'a - ale nie wiedziałam, że mogą się zmieniać w zmarłych, to w sumie ciekawe. A i nie przyszłam tutaj robić nic głupiego, bardziej patrzeć jak inni robią głupie rzeczy i ratować im dupę. - Wolała jeszcze dodać coś na ten temat, żeby nie było. Nie była niczyim wrogiem. Mogą wpłynąć na umysł. To jej się bardzo nie podobało, ale to bardzo, bo nie znosiła, jak jej ktoś mieszał we łbie.
- Jasne, mam dać czoło, spoko. - Nachyliła się więc, żeby Brenna mogła je posmyrać, czy coś. Nie zadawała niepotrzebnych pytań, bo po co.
- W ogóle to Benjy Fenwick, mój wspólnik, też możesz mu zrobić to czary-mary z czołem. - Nie miała pojęcia, czy wszyscy w towarzystwie go znali, wolała zadbać o to, aby przypadkiem tak nie było, jak przystało na kulturalną osobę. Na pewno zauważyli jego obecność, bo był większy od niej, a to nie zdarzało się często.
- Jak źle jest? W sensie, wiadomo coś ilu samobójców ma się tu pojawić. Mam kilku ludzi od ojca do pomocy w razie coś, ale obawiam się, że może nas być za mało. Mam wrażenie, że oni nie wiedzą na co się piszą. - Obawiała się trochę tego, że nie dadzą rady wszystkich uratować, a przecież po to tu przyszli.