23.10.2026, 07:46 ✶
Chris zachował dyplomatyczne milczenie na słowa o tym, że Victoria niczego innego się nie spodziewała. Jeśli szło o niego, to nie wydawało mu się dziwne, ale kobiety były kobietami i wiedział, że pewne rzeczy większość z nich robiła po prostu… inaczej. Faktycznie nie wyobrażał sobie Victorii rzucającej się na koleżankę z pięściami. Nie wyobrażał jej sobie nawet krzyczącej na taką.
– No… być może – przyznał, chociaż wzdychał trochę w duchu, bo cóż, Atreus oberwał mniej od niego i jego twarz prawdopodobnie będzie wyglądała lepiej. Godziło to trochę w dumę Christophera. – On tak, ja nie. Nie przepadam za bójkami.
Rosier miewał gorący temperament, ale w nagły gniew wpadał podczas pracy. Owszem, w czasach szkolnych nie raz wdał się w jakąś bójkę, bo po prostu nauczył się, że tata ma rację, i pewne sprawy najlepiej ustawić w ten sposób. Koledzy rzadko chcieli dyskutować, a on nie miał ochoty być szkolnym popychadłem. Ale ani nie czerpał specjalnej przyjemności z bójek, ani go do nich nie ciągnęło, poza tym nie miał ochoty uszkodzić sobie rąk, co utrudniłoby przygotowywanie projektów. A i uważał, że jego nos prezentuje się bardzo dobrze i nie chciał, żeby mu ktoś go przestawił. I choć lubił, jak ludzie o nim mówią, to wolał jednak, by działo się to w innym kontekście niż „a bo Rosier się z kimś pobił”.
Zmarszczył lekko jasne brwi, zastanawiając się, czy Atreus nie zrobił na pewno niczego, co tym kapłankom to i owo zasugerowało, skoro aż uciekały na ich widok. Może gapił się na Victorię? Może stał za blisko? Może powinien jednak pójść i walnąć mu znowu? Tak na wszelki wypadek?
– Jak nie jest kretynem? A on częściej takiego udaje niż faktycznie nim jest – ocenił. No dobra, nie rozmawiali ostatnio specjalnie o dziewczynach, randkach i tym podobnych, ale przecież Chris nie tylko pokazywał się w towarzystwie Victorii tu i ówdzie, pytał też Atreusa o Victorię i Sauriela i raczej było jasne, że nie robi tego z czystej ciekawości. Sam jednak nawet nie pamiętał, z kim Bulstrode był wtedy na balu, ale i o tym nie rozmawiali. – Może powinienem się obruszyć w imieniu mojego kuzyna, ale to faktycznie była katastrofa – przyznał. Nikomu nie życzyłby takiej teściowej, jak swoja ciotka, zwłaszcza że syn był w nią zapatrzony jak w obrazek i żona zawsze grałaby drugie skrzypce. – W każdym razie bardzo dobrze, że to wyjaśniliśmy. Obiecuję przyjść najpierw do ciebie, jeśli ktoś mi nagle powie znowu, że z kimś zaręczasz
– No… być może – przyznał, chociaż wzdychał trochę w duchu, bo cóż, Atreus oberwał mniej od niego i jego twarz prawdopodobnie będzie wyglądała lepiej. Godziło to trochę w dumę Christophera. – On tak, ja nie. Nie przepadam za bójkami.
Rosier miewał gorący temperament, ale w nagły gniew wpadał podczas pracy. Owszem, w czasach szkolnych nie raz wdał się w jakąś bójkę, bo po prostu nauczył się, że tata ma rację, i pewne sprawy najlepiej ustawić w ten sposób. Koledzy rzadko chcieli dyskutować, a on nie miał ochoty być szkolnym popychadłem. Ale ani nie czerpał specjalnej przyjemności z bójek, ani go do nich nie ciągnęło, poza tym nie miał ochoty uszkodzić sobie rąk, co utrudniłoby przygotowywanie projektów. A i uważał, że jego nos prezentuje się bardzo dobrze i nie chciał, żeby mu ktoś go przestawił. I choć lubił, jak ludzie o nim mówią, to wolał jednak, by działo się to w innym kontekście niż „a bo Rosier się z kimś pobił”.
Zmarszczył lekko jasne brwi, zastanawiając się, czy Atreus nie zrobił na pewno niczego, co tym kapłankom to i owo zasugerowało, skoro aż uciekały na ich widok. Może gapił się na Victorię? Może stał za blisko? Może powinien jednak pójść i walnąć mu znowu? Tak na wszelki wypadek?
– Jak nie jest kretynem? A on częściej takiego udaje niż faktycznie nim jest – ocenił. No dobra, nie rozmawiali ostatnio specjalnie o dziewczynach, randkach i tym podobnych, ale przecież Chris nie tylko pokazywał się w towarzystwie Victorii tu i ówdzie, pytał też Atreusa o Victorię i Sauriela i raczej było jasne, że nie robi tego z czystej ciekawości. Sam jednak nawet nie pamiętał, z kim Bulstrode był wtedy na balu, ale i o tym nie rozmawiali. – Może powinienem się obruszyć w imieniu mojego kuzyna, ale to faktycznie była katastrofa – przyznał. Nikomu nie życzyłby takiej teściowej, jak swoja ciotka, zwłaszcza że syn był w nią zapatrzony jak w obrazek i żona zawsze grałaby drugie skrzypce. – W każdym razie bardzo dobrze, że to wyjaśniliśmy. Obiecuję przyjść najpierw do ciebie, jeśli ktoś mi nagle powie znowu, że z kimś zaręczasz