Wczoraj, 08:58 ✶
– Ten rytuał miał pomóc utrzymać jasność myśli, kiedy ktoś nie jest oklumentą… działa w sabaty, bo potrzeba sabatowego płomienia. Próbowałam go przed Beltane i śmierciożerca próbował się rzucać w magiczny ogień, ja nie, więc chyba coś dał. Nie oczekuję cudów, ale nie zaszkodzi spróbować.
Nałożyła wosk na jego czoło, a potem nakryła to włosami i to samo zrobiła z Geraldine. Benjyego przywitała uśmiechem i skinieniem głowy: pamiętała go z wesela Yaxleyów.
– Pochyl się trochę – zażądała, jakby codziennie na powitanie rysowała znaczki woskiem na cudzych czołach, zanim zakończyła sprawę na Victorii i sobie. Lestrange była oklumentką, ale jak nie pomoże, to nie zaszkodzi. – Dziś zaserwowano mi opowieść o widmach, które próbowały wciągnąć kogoś w las, nawołując go głosem zmarłego brata. Uwierzył i inni musieli go ścigać. Musiały jakoś wpłynąć na jego umysł.
Nie powiedziała tego wprost, bo nie był to najlepszy moment i stało ich tutaj zbyt wielu, ale jej obawa była oczywista. Martwiła się, że mogą skusić w ten sposób Atreusa.
– Jesteś tu z powodu widm? – spytała, ulgą przyjmując, że Geraldine nie wydawała się chętna do szturmu. Nie mogła być pewna, czy ta nie udaje, ale przecież nie aresztuje jej za samą możliwość. – Masz miotłę? Chyba potrafisz latać. A ty, Atre? Mogą się przydać, bo las jest pełen tych świństw. – Wspominała o tym Erikowi i Heather, ale ich ostatecznie tutaj nie było. – Nie wiem, Ger, ale Samhain to przeciwieństwo Beltane. Boję się i że zginą ludzie, i że coś znowu wybuchnie, jak wybuchło wtedy. Jest runa, która być może coś da na te stwory, tyle że nie wiem czy zadziała bez rytuału.
A jej próby zdobycia rytuału utknęły w martwym punkcie.
Nałożyła wosk na jego czoło, a potem nakryła to włosami i to samo zrobiła z Geraldine. Benjyego przywitała uśmiechem i skinieniem głowy: pamiętała go z wesela Yaxleyów.
– Pochyl się trochę – zażądała, jakby codziennie na powitanie rysowała znaczki woskiem na cudzych czołach, zanim zakończyła sprawę na Victorii i sobie. Lestrange była oklumentką, ale jak nie pomoże, to nie zaszkodzi. – Dziś zaserwowano mi opowieść o widmach, które próbowały wciągnąć kogoś w las, nawołując go głosem zmarłego brata. Uwierzył i inni musieli go ścigać. Musiały jakoś wpłynąć na jego umysł.
Nie powiedziała tego wprost, bo nie był to najlepszy moment i stało ich tutaj zbyt wielu, ale jej obawa była oczywista. Martwiła się, że mogą skusić w ten sposób Atreusa.
– Jesteś tu z powodu widm? – spytała, ulgą przyjmując, że Geraldine nie wydawała się chętna do szturmu. Nie mogła być pewna, czy ta nie udaje, ale przecież nie aresztuje jej za samą możliwość. – Masz miotłę? Chyba potrafisz latać. A ty, Atre? Mogą się przydać, bo las jest pełen tych świństw. – Wspominała o tym Erikowi i Heather, ale ich ostatecznie tutaj nie było. – Nie wiem, Ger, ale Samhain to przeciwieństwo Beltane. Boję się i że zginą ludzie, i że coś znowu wybuchnie, jak wybuchło wtedy. Jest runa, która być może coś da na te stwory, tyle że nie wiem czy zadziała bez rytuału.
A jej próby zdobycia rytuału utknęły w martwym punkcie.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.