23.10.2026, 16:50 ✶
– Zawsze… – Chris zawahał się, niepewny, jak ująć to w słowa. – Zawsze lubił pierwszy pchać się do źródła zamieszenia – oświadczył wreszcie, chociaż oboje wiedzieli, że równie często jak pchał się do tego źródła zamieszania, on tym źródłem był.
Ale tak. Tym razem Rosier uderzył pierwszy. Chyba nawet nie przyszło mu do głowy, żeby się z tym kryć i zwalać na Atreusa, że on zaczął: może był na to nazbyt obruszony, bo jak trochę przetrzeźwiał przypomniało się mu parę rzeczy, a może jakoś nie widział konieczności, by tutaj jakoś kręcić? Jego relacja nie była w pełni obiektywna, ale raczej wynikało to z tego, że zafiksował się na kilku konkretnych punktach niż z tego, że chciał Lestrange okłamywać.
– Taaak, ale to nawet nie była bójka. Podszedł do mnie, zaczął mi wyrywać partnerkę, odesłałem go do jego byłej obecnej niedoszłej czy jak to tam z nimi jest, a on dał mi w twarz na parkiecie – prychnął. – Potem mówił, że to przez amortencję. Podobno dosypano mu jej do kieliszka… Nie umawiam się z tą dziewczyną – zastrzegł jeszcze bardzo szybko, odruchowo, bo w bolącej głowie się mu mieszało, chociaż zdawało się mu, że wspomniał jej coś o tym, że spotkali się właściwie tylko dwa razy i żadne z nich nie było specjalnie zainteresowane ciągnięciem tej znajomości. A co do amortencji? Chris nawet wierzył. Chociaż nie zdziwiłby się, gdyby Atreus po prostu podszedł i postanowił dać mu w twarz, bo miał ochotę z dziewczyną zatańczyć. Ale tak poza tym to chyba ostatni raz bił się z Bulstrodem jeszcze w Hogwarcie. Nie mógł sobie przypomnieć.
– Albo go zaćmiło, albo doskonale wiedział, że chodzi o ciebie, tylko chciał mnie podjudzić – westchnął i upił łyk kawy. Pachniała bosko. Smakowała bosko. Byłaby warta dziesięciu galeonów. Zwłaszcza w tej chwili. – Nie obruszam się. Pewnie powinien, ale się nie obrusza. Ostatecznie mamy drugą połowę XX wieku, przyszłą panną młodą wypada zapytać o zdanie.
Bo to nie tak, że jego kuzyn był na nie. Jego kuzyn byłby na tak prawdopodobnie wobec każdej dziewczyny, którą wskazałaby jego matka.
– Dobrze, nie będę. I oczywiście. Chętnie.
Nie żeby była mowa, by dał radę zjeść za dużo, ale skoro zapraszała? Dlaczego nie?
Ale tak. Tym razem Rosier uderzył pierwszy. Chyba nawet nie przyszło mu do głowy, żeby się z tym kryć i zwalać na Atreusa, że on zaczął: może był na to nazbyt obruszony, bo jak trochę przetrzeźwiał przypomniało się mu parę rzeczy, a może jakoś nie widział konieczności, by tutaj jakoś kręcić? Jego relacja nie była w pełni obiektywna, ale raczej wynikało to z tego, że zafiksował się na kilku konkretnych punktach niż z tego, że chciał Lestrange okłamywać.
– Taaak, ale to nawet nie była bójka. Podszedł do mnie, zaczął mi wyrywać partnerkę, odesłałem go do jego byłej obecnej niedoszłej czy jak to tam z nimi jest, a on dał mi w twarz na parkiecie – prychnął. – Potem mówił, że to przez amortencję. Podobno dosypano mu jej do kieliszka… Nie umawiam się z tą dziewczyną – zastrzegł jeszcze bardzo szybko, odruchowo, bo w bolącej głowie się mu mieszało, chociaż zdawało się mu, że wspomniał jej coś o tym, że spotkali się właściwie tylko dwa razy i żadne z nich nie było specjalnie zainteresowane ciągnięciem tej znajomości. A co do amortencji? Chris nawet wierzył. Chociaż nie zdziwiłby się, gdyby Atreus po prostu podszedł i postanowił dać mu w twarz, bo miał ochotę z dziewczyną zatańczyć. Ale tak poza tym to chyba ostatni raz bił się z Bulstrodem jeszcze w Hogwarcie. Nie mógł sobie przypomnieć.
– Albo go zaćmiło, albo doskonale wiedział, że chodzi o ciebie, tylko chciał mnie podjudzić – westchnął i upił łyk kawy. Pachniała bosko. Smakowała bosko. Byłaby warta dziesięciu galeonów. Zwłaszcza w tej chwili. – Nie obruszam się. Pewnie powinien, ale się nie obrusza. Ostatecznie mamy drugą połowę XX wieku, przyszłą panną młodą wypada zapytać o zdanie.
Bo to nie tak, że jego kuzyn był na nie. Jego kuzyn byłby na tak prawdopodobnie wobec każdej dziewczyny, którą wskazałaby jego matka.
– Dobrze, nie będę. I oczywiście. Chętnie.
Nie żeby była mowa, by dał radę zjeść za dużo, ale skoro zapraszała? Dlaczego nie?