Prudence mogła wydawać się na pierwszy rzut oka bardzo prostą do rozgryzienia osobą. Nie było to oczywiście przypadkowe, wiedziała, kiedy lepiej jest milczeć, nie odzywać się, nie komentować. Miała swoją opinię na każdy temat, ale niekoniecznie uważała za potrzebne dzielenie się nią. Nie każdy musiał wiedzieć, co siedzi w jej głowie, a tam działo się naprawdę wiele, zwłaszcza kiedy milczała, zawieszała wzrok. Ci, którzy mieli szansę dłużej przebywać w jej towarzystwie zdawali sobie sprawę z tego, co działo się w takich momentach, chociaż i z nimi nie zawsze dzieliła się swoimi przemyśleniami. Benjy był na swój sposób wyjątkowy, nie miała oporu z mówieniem mu tego, co przychodziło jej na myśl, bo jej nie oceniał, raczej zawsze z zainteresowaniem słuchał tego, co miała mu do powiedzenia. Nie musiała się bać tego, jak zareaguje, co wcale nie było takie oczywiste. Zdarzało się bowiem, że i ci najbliżsi mieli wiele do powiedzenia na temat tego w jaki sposób myślała. Przez co nauczyła się większość rzeczy zatrzymywać dla siebie.
Benjy też nie pokazywał wszystkim, jakim był człowiekiem. Nie miała wątpliwości co do tego, że wzbudzał raczej mieszane uczucia samą swoją obecnością. Potrafił samym swoim wyglądem powodować, że inni czuli się nieswojo. Nie przejmował się jednak swoją reputacją, w sumie tak samo jak i ona, czasem lepiej, aby ludzie nie wiedzieli, co kryje się pod powierzchnią, bo jeszcze mogliby zacząć to wykorzystywać.
- Nie mogę przesadzać, bo Twoje ego urośnie jeszcze bardziej, a już ledwie mieści się w pokoju. Wiesz jak jest, komplementy są dobre, ale od czasu do czasu. - Oczywiście, że nie miała najmniejszego problemu z tym, aby zacząć wyliczać jego zalety, jednak nie wydawało jej się, aby to było właściwie. Wolała to dawkować w odpowiednim tempie, aby nie osiadał na laurach. Zresztą zawsze, kiedy ją czymś zaskakiwał to to komentowała, więc chyba i tak było całkiem nieźle, bo działo się to stosunkowo często.
Prudence nawet przez moment nie wątpiła, że łatwo będzie namówić jej męża do tego, by został jej partnerem w tej drobnej zbrodni. Nie potrafił tak po prostu odrzucać wyzwań, przechodzić obok podobnych propozycji - to nie było w jego stylu. To raczej ona potrafiła gasić jego zapędy, kiedy wydawały jej się być nieco nieodpowiednie, chociaż właściwie też raczej na wszystko przystawała. Dzięki temu życie było ciekawsze. Zresztą kiedy byli sami, w swoim towarzystwie mogli sobie pozwalać na dużo, bo przecież nikt ich nie oceniał, a oni znali się bardzo dobrze i wiedzieli na co ich stać. Prue nauczyła się mówić o tym, co siedziało jej w głowie, nawet jeśli wydawało jej się to głupie, bo dla niego nic nie było głupie, to było bardzo interesujące.
- Nie da się ukryć, chociaż jeszcze ktoś musiałby mi uwierzyć, a do tego przydałaby się kolejna supermoc związana z przekonywaniem innych do wysłuchania tego, co ma się do powiedzenia. - Z tym było u niej raczej różnie. Zwłaszcza, że nieczęsto próbowała przepychać swoje opinie, raczej trzymała się gdzieś z boku i układała to w swojej głowie. Najważniejsze jednak dla niej było to, że ona potrafiła dotrzeć do prawdy. Wiedziała, kiedy ktoś kłamał, kiedy naginał fakty, jeśli była obecna przy danej sytuacji, nie dało jej się oszukać, bo doskonale wszystko pamiętała.
- Nie da się ukryć, że była to doskonała transakcja dla obu stron. - Bardzo dobrze, że on miał co do tego podobne zdanie. Byli na swój sposób wyjątkowi, czy tego chcieli, czy nie i idealnie się uzupełniali. Czy można było chcieć czegoś więcej? Najważniejsze, że potrafili się zrozumieć, czyż nie?
Nie wątpiła to, że może być dla niego dość mocno niewygodne to, że mogła wyciągnąć mu wszystko, każdy fragment rozmowy, każde słowo, a co najgorsze wracać do tego, co miało miejsce paręnaście lat temu. Nigdy specjalnie się nie ograniczała, jeśli okazja na to pozwalał, to nie miała najmniejszego problemu z tym, żeby sięgać do swoich archiwów, lubiła udowadniać, że miała rację.
Prychnęła, kiedy usłyszała jego kolejne słowa. Pokręciła jeszcze przecząco głową, gdy się odezwał. - Korona mogłaby się na nią nie zmieścić, co racja to racja. - Nie wydawało jej się jednak, że wynikało to tylko z faktu, że jego głowa była faktycznie wszechwiedząca, ale o tym już nie wspomniała.
- Chcesz mnie nastraszyć? - Zdecydowanie chciał to zrobić, jednak nie zamierzała się tym przejmować. Być może nie była najlepszym szabrownikiem, raczej rzadko zdarzało jej się podprowadzać własność innych ludzi, ale były to przecież tylko jabłka. Abbottowie na pewno nie mieli w zwyczaju zakopywać złodziei swoich owoców pod drzewami, ktoś musiałby się już o tym zorientować… a nie krążyły na ich temat żadne, straszne opowieści.
- Rwij je, a nie gadasz głupoty, musimy się stąd zmywać. - To miała być szybka misja, bo przecież zależało im na tym, żeby ich nikt nie przyłapał. Raz, dwa i po sprawie. Niby nie obawiała się tego, że mogą zostać przyłapani, bo przecież doskonale zdawała sobie, że nikogo nie ma w okolicy, bo nasłuchiwała i rozglądała się wokół, ale mimo wszystko pojawiło się w jej ciele to śmieszne uczucie, adrenalina, czy coś jakby robiła coś naprawdę bardzo złego.
Sama również nie miała zamiaru zwlekać, sięgnęła w stronę najbliższej gałęzi, aby zerwać dorodny owoc.
!sumaowoca
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control