Prue oparła głowę na szybie, przez co czuła każdą dziurę, w którą wjeżdżało koło magicznego autobusu jeszcze mocniej. Głowa uderzała o okno, ale to ignorowała, obraz za nim wydawał jej się bowiem bardzo interesujący - to nic, że było ciemno, przynajmniej nie musiała spoglądać na towarzysza swojej podróży. Niestety słyszała wszystkie dźwięki, które wydawał, albo jej się wydawało, raczej nie, chyba sapał coś pod nosem. Cóż - na pewno był przyzwyczajony do wygodniejszych środków transportu, kto to widział, żeby szlachcic woził się w czymś takim. Uśmiechnęła się do siebie na samą myśl, jak bardzo rozwijającym mogło to być dla niego doświadczeniem.
Starała się na niego nie patrzeć, nie potrafiła jednak oprzeć się temu, aby chociaż rzucić okiem na to, jak wyglądał w takiej sytuacji. Gabarytowo mógł mieć problem ze zmieszczeniem się między siedzeniami, w sumie pewnie dlatego tak wyciągnął te swoje długie nogi, nie patrzył na to, że mógł powodować dyskomfort u innych ludzi. Widać było, że uważa siebie za ważniejszego, wrócił do nich prawdziwy Aloysius. Na tym weselu zapomniała na chwilę o tym, kogo miała przed sobą, bardzo szybko jednak jej o tym przypomniał.
Nie przeszkadzało jej to, że się nie odzywał, w sumie nie miała pojęcia po co wpakował się z nią do tego pojazdu, w jakim celu, skoro teraz pokazywał swoje niezadowolenie. Mieszkał przecież w Little Hangleton, mógł już dawno być w domu, a jednak jechał z nią tym cholernym autobusem - pewnie dlatego, żeby jeszcze chociaż przez chwilę się nad nią poznęcać. To był idealny argument, przynajmniej w głowie Bletchley.
- Tak naprawdę to wcale nie musiałeś nigdzie iść, to znaczy mogłeś pójść do domu, nikt Ci nie kazał wsiadać do tego autobusu. - Na pewno zaraz odpowiednio skomentuje jej słowa, nie miała co do tego najmniejszych wątpliwości, ale nie mogła powstrzymać się przed komentarzem. - Nie wiem po co zgrywasz męczennika. - Dodała jeszcze, bo skoro już się odezwał, to zamierzała zrobić to samo. Nie odwróciła się, kiedy się odzywała. Mruczała słowa pod nosem, tak, żeby nikt ich przypadkiem nie podsłuchał, bo nie chciała urządzać tutaj przedstawienia, ale nie mogła po prostu tego zostawić. Zachowywał się tak, jakby ktoś kazał mu wsiąść do autokaru.
- Normalni ludzie tak się przemieszczają, ale co Ty możesz wiedzieć o normalności. - Nie wątpiła w to, że jego rodzina posiadała magiczną karocę, którą poruszała się po okolicznych drogach, na pewno nie korzystała z publicznego transportu, więc okropnie łatwo przychodziło mu narzekanie. To nie były jego standardy, co trochę ją bawiło. Nie spodziewała się bowiem, że kogoś może ruszyć coś takiego.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control