— Musisz sobie zainstalować takie poduszki co się do kolan przyczepia, to sobie ich bardzo nie pozdzierasz — odpowiedział Geraldine poważnym tonem. Nie było chyba wątpliwości co do tego, ze żadna z zebranych tu osób nie wyglądała na kogoś, kto faktycznie byłby w stanie na kolanach maszerować do Kniei, ale niewątpliwie była to intrygująca wizja.
— Nom, widzieliśmy. Ewidentnie wtedy coś grzebały w głowach, bo ten facet co za nim szliśmy nie wyglądał, jakby się ich bał — a potem zapłacił za to życiem, niestety. Atreus bardzo chętnie by go wziął na przesłuchanie, ale niestety, priorytetem było nie dać się zabić.
— Zostawiłem w punkcie zbiórki — machnął ręką w bliżej nieokreślonym kierunku, jednocześnie uspokajając, że w razie czego będzie pod ręką, jeśli okaże się przydatna.
— Ja jestem przekonany, że to grupa oszołomów, która zamierza wytrzeć sobie imieniem Matki usta i stwierdzić, że jeśli umrą to umrą — rzucił z przekąsem, przypominając sobie list własnej kuzynki. Nie miał chyba na to wszystko siły, bo tego typu wytłumaczenia wydawały mu się okropnie wręcz… bzdurne. — Jeśli jesteście tutaj by nie umrzeć w lesie, a może i pomóc by nie umarli inni, to możemy ustalić sobie parę znaków porozumiewawczych. Wątpię, żeby ewentualnie inne jednostki z Ministerstwa były zachwycone wiedzą że ktoś z zewnątrz przykłada do tego rękę, ale co tam. Flara ostrzegawcza, chociażby, wystrzelana z różdżki. Możemy określić kolor, żeby wiedzieć że to my, a nie strzelać standardową czerwoną.