24.10.2026, 14:35 ✶
Tristan nie mówił, ale jego słowa poruszały jakieś wrażliwe struny w Millie. Oczywiście nie te dotyczące klubu łamigłówek i pieczątek. O nim właściwie wcale nie wiedziała tak wiele.
– Napiszę Ci potem, nie jestem pewna czy oni są na Horyzontalnej, czy Pokątnej, szczerze mówiąc nigdy nie byłam w środku. Za głupia jestem na te ich perwersyjne rozrywki – Czasami widziała Thomasa przy pracy jak coś pieczętował i mózg jej wybuchał. Zazwyczaj sama przypominała piorun, który nie dość że jest szybki, to realnie nie może się zdecydować gdzie porządnie pizgnąć. Zamykanie magii w przedmiotach, statkowanie ich, czynienie na zawsze magicznymi… to było poza jej ogarnianiem rzeczywistości. A czynienie z tego mechanizmów, poruszających się zębatych kółeczek, zagadkowych pudełek otwieranych na tysiąc i jeden sposób, czy wielkich architektonicznych budyneczkowych wysrywów… to była prawdziwa magia!
Nie to miało jednak znaczenie, a jego kolejne wyznania. Tragizm Warda był ogromny, a Moody z miejsca pomyślała, że gdyby dołączył nie tylko do klubu Ceo, ale i JEJ klubu… Tylko czy chciałby ryzykować? Przyjaciele zakonu nie ryzykowali tak wiele, on i tak miał przejebane ze względu na dawną robotę i własne pochodzenie. Będzie musiała to sobie przemyśleć i poukładać w głowie. Później.
– Dobry z Ciebie chłop Ward, Olivka ma szczęście że Cię ma. Takie wsparcie to skarb. – Miłość potrafiła sporo namieszać w głowie, ale była ważna teraz gdy pół ich świata spłonęło. Żeby to wszystko miało sens, by w ogóle wstawać z łóżka i robić coś dalej.
– Kowal, złotnik… fach w ręku czasem więcej jest wart niż bawienie się w kotka i myszkę z tymi zjebami. – och dojrzewało w niej odejście z policji, dojrzewało mocno. – Muszę już spadać, ale jakbyś czegoś potrzebował, albo byście czego więcej potrzebowali… jedna sowa i jestem tutaj. Czy gdziekolwiek indziej. – Wstała i wymieniwszy jeszcze kilka uprzejmości zebrała się, by kolejny raz przeżywać chorobę lokomocyjną z powodu teleportacji.
Dwa dni później zaś czarne kruczysko podrzuciło Tristanowi kartkę z adresem z niewielką adnotacją na marginesie: POWODZENIA!
– Napiszę Ci potem, nie jestem pewna czy oni są na Horyzontalnej, czy Pokątnej, szczerze mówiąc nigdy nie byłam w środku. Za głupia jestem na te ich perwersyjne rozrywki – Czasami widziała Thomasa przy pracy jak coś pieczętował i mózg jej wybuchał. Zazwyczaj sama przypominała piorun, który nie dość że jest szybki, to realnie nie może się zdecydować gdzie porządnie pizgnąć. Zamykanie magii w przedmiotach, statkowanie ich, czynienie na zawsze magicznymi… to było poza jej ogarnianiem rzeczywistości. A czynienie z tego mechanizmów, poruszających się zębatych kółeczek, zagadkowych pudełek otwieranych na tysiąc i jeden sposób, czy wielkich architektonicznych budyneczkowych wysrywów… to była prawdziwa magia!
Nie to miało jednak znaczenie, a jego kolejne wyznania. Tragizm Warda był ogromny, a Moody z miejsca pomyślała, że gdyby dołączył nie tylko do klubu Ceo, ale i JEJ klubu… Tylko czy chciałby ryzykować? Przyjaciele zakonu nie ryzykowali tak wiele, on i tak miał przejebane ze względu na dawną robotę i własne pochodzenie. Będzie musiała to sobie przemyśleć i poukładać w głowie. Później.
– Dobry z Ciebie chłop Ward, Olivka ma szczęście że Cię ma. Takie wsparcie to skarb. – Miłość potrafiła sporo namieszać w głowie, ale była ważna teraz gdy pół ich świata spłonęło. Żeby to wszystko miało sens, by w ogóle wstawać z łóżka i robić coś dalej.
– Kowal, złotnik… fach w ręku czasem więcej jest wart niż bawienie się w kotka i myszkę z tymi zjebami. – och dojrzewało w niej odejście z policji, dojrzewało mocno. – Muszę już spadać, ale jakbyś czegoś potrzebował, albo byście czego więcej potrzebowali… jedna sowa i jestem tutaj. Czy gdziekolwiek indziej. – Wstała i wymieniwszy jeszcze kilka uprzejmości zebrała się, by kolejny raz przeżywać chorobę lokomocyjną z powodu teleportacji.
Dwa dni później zaś czarne kruczysko podrzuciło Tristanowi kartkę z adresem z niewielką adnotacją na marginesie: POWODZENIA!
Koniec sesji