24.10.2026, 20:32 ✶
Warownia wciąż nie wyglądała dobrze.
Klątwę zdjęto. Dach, dzięki wydatnej pomocy Samuela, został wzniesiony na nowo. Wyczyszczono ściany i wymieniono okna, aby w środku nie hulał wiatr oraz naprawiono podłogi na piętrze. Ale rzeczone piętro wciąż nie było w dobrym stanie, a na parterze dopiero zabrano się za odmalowywanie ścian i ogarnianie podłóg. Szczęśliwie malowanie akurat nie było specjalistyczną robotą, do której potrzeba było utalentowanych i teraz zajętych rzemieślników, więc dało się to ogarnąć trochę własnymi siłami, a trochę płacąc osobom, które szukały dorywczego zajęcia – nieraz dlatego, że straciły miejsce pracy.
– Masę, niestety, ale nie mogę tu pomagać tak bardzo, jakbym chciała – westchnęła Brenna, prowadząc Victorię do jednego pomieszczenia na parterze, które wykończono i ustawiono tam już parę mebli, między innymi właśnie po to, by gdy ktoś będzie tutaj ogarniał rzeczy, miał gdzie usiąść, odpocząć, wypić herbatę. Dlaczego tego czasu nie było za wiele, to Victoria na pewno świetnie wiedziała. To znaczy… praca i pomaganie na prawo i lewo, choć nie miała pojęcia, że też w ramach Zakonu, ale tak naprawdę robiła głównie rzeczy, na które rzuciłaby się i tak, jeśli ktoś tylko by jej powiedział, jak zrobił to Dumbledore. – Ach! O to chodziło. Martwiłam się, że coś się stało. Chcesz kawy? Nie mam za wiele do wyboru, ale gdzieś tutaj mamy czajnik… – powiedziała, wprowadzając Victorię do pokoju. Gdzieś na górze była teraz jej matka, która rozmawiała pewnie z dwoma majstrami, zajmującymi się ostatnimi naprawami na piętrze, ale poza tym Warownia była pusta. – Nie słyszałam plotek, ale Atreus wpadł poinformować mnie, że się z tobą żeni – stwierdziła lekko, ruszając do szafek, żeby zacząć w nich grzebać.
Po prawdzie to tak, w pierwszej chwili uznała, że chodzi o jakieś małżeństwo aranżowane i krew trochę jej zamarzła. Ale gdy padło imię Victorii, wiedziała, że to wszystko bzdura.
– Spokojnie, Tori, wiem, że nie wpadłabyś na to, żeby zaręczyć się z kimś, z kim widywałaś mnie, i na pewno nie zrobiłabyś tego za moimi plecami. Jak wyjaśnił, że chodzi o ciebie, spytałam, czy ty w ogóle coś o tym słyszałaś, bo chyba zapomniał ci się oświadczyć.
Klątwę zdjęto. Dach, dzięki wydatnej pomocy Samuela, został wzniesiony na nowo. Wyczyszczono ściany i wymieniono okna, aby w środku nie hulał wiatr oraz naprawiono podłogi na piętrze. Ale rzeczone piętro wciąż nie było w dobrym stanie, a na parterze dopiero zabrano się za odmalowywanie ścian i ogarnianie podłóg. Szczęśliwie malowanie akurat nie było specjalistyczną robotą, do której potrzeba było utalentowanych i teraz zajętych rzemieślników, więc dało się to ogarnąć trochę własnymi siłami, a trochę płacąc osobom, które szukały dorywczego zajęcia – nieraz dlatego, że straciły miejsce pracy.
– Masę, niestety, ale nie mogę tu pomagać tak bardzo, jakbym chciała – westchnęła Brenna, prowadząc Victorię do jednego pomieszczenia na parterze, które wykończono i ustawiono tam już parę mebli, między innymi właśnie po to, by gdy ktoś będzie tutaj ogarniał rzeczy, miał gdzie usiąść, odpocząć, wypić herbatę. Dlaczego tego czasu nie było za wiele, to Victoria na pewno świetnie wiedziała. To znaczy… praca i pomaganie na prawo i lewo, choć nie miała pojęcia, że też w ramach Zakonu, ale tak naprawdę robiła głównie rzeczy, na które rzuciłaby się i tak, jeśli ktoś tylko by jej powiedział, jak zrobił to Dumbledore. – Ach! O to chodziło. Martwiłam się, że coś się stało. Chcesz kawy? Nie mam za wiele do wyboru, ale gdzieś tutaj mamy czajnik… – powiedziała, wprowadzając Victorię do pokoju. Gdzieś na górze była teraz jej matka, która rozmawiała pewnie z dwoma majstrami, zajmującymi się ostatnimi naprawami na piętrze, ale poza tym Warownia była pusta. – Nie słyszałam plotek, ale Atreus wpadł poinformować mnie, że się z tobą żeni – stwierdziła lekko, ruszając do szafek, żeby zacząć w nich grzebać.
Po prawdzie to tak, w pierwszej chwili uznała, że chodzi o jakieś małżeństwo aranżowane i krew trochę jej zamarzła. Ale gdy padło imię Victorii, wiedziała, że to wszystko bzdura.
– Spokojnie, Tori, wiem, że nie wpadłabyś na to, żeby zaręczyć się z kimś, z kim widywałaś mnie, i na pewno nie zrobiłabyś tego za moimi plecami. Jak wyjaśnił, że chodzi o ciebie, spytałam, czy ty w ogóle coś o tym słyszałaś, bo chyba zapomniał ci się oświadczyć.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.