30.10.2026, 14:04 ✶
Szkicowanie, wstępne malowanie
Pierwsze pociągnięcie węgla pozostawiło na płótnie cienką, nieśmiałą linię. Astoria przyjrzała się jej krytycznie, po czym poprowadziła kolejną, wyznaczając wstępne proporcje przyszłej kompozycji. Zrezygnowała z pierwotnego pomysłu przedstawienia go w pozycji stojącej. Byłoby to zbyt oczywiste, nazbyt pomnikowe, a przez to pozbawione subtelności, której poszukiwała. Zamiast tego naszkicowała sylwetkę starszego mężczyzny siedzącego w wysokim fotelu, z jedną dłonią spoczywającą na podłokietniku, drugą zaś opartą na zamkniętej księdze. Nieco uniesiony podbródek i wyprostowana sylwetka miały zdradzać przyzwyczajenie do wydawania osądów, podczas gdy twarz pozostawała spokojna, wręcz obojętna. W tle zaznaczyła wysokie regały biblioteczne, ciężkie zasłony oraz uchylone drzwi, których znaczenie miało ujawnić się dopiero po ukończeniu obu obrazów. Co pewien czas odsuwała się od sztalugi, mrużąc oczy i oceniając proporcje z większej odległości. Kilkakrotnie poprawiała ustawienie ramion, nieznacznie zmniejszyła rozmiar fotela, a potem zupełnie usunęła jeden z dekoracyjnych elementów tła. Zbyt wiele ozdobników odwracało uwagę od postaci, a przecież to ona miała stanowić centrum kompozycji.Kiedy uznała rysunek za wystarczająco dobry, przeszła do drugiego płótna.
Dopiero gdy oba szkice znalazły się na płótnach, mogła przystąpić do właściwego malowania. Rozprowadziła na palecie pierwsze porcje pigmentów, mieszając chłodne szarości z przygaszonymi brązami i głęboką zielenią. Nie zamierzała tworzyć obrazów ponurych wyłącznie dlatego, że ich przyszłym miejscem przeznaczenia było mauzoleum. Ciemna kolorystyka mogła nadać przedstawieniom odpowiednią powagę, lecz pozbawiona umiaru uczyniłaby z nich niemal karykaturalne wizerunki złowrogiego czarodzieja. Orpheus zasługiwał, przynajmniej jako temat malarski, na coś bardziej wyrafinowanego. Pierwsze godziny upłynęły jej na budowaniu ogólnego rozkładu światła i cienia. Szerokimi pociągnięciami pędzla zaznaczała najciemniejsze partie wnętrza, wydobywała z półmroku zarys fotela i sylwetkę Rookwooda, stopniowo nadając płaskiej powierzchni wrażenie głębi. Pracowała na obu obrazach naprzemiennie, pilnując, aby zachować spójność barw i charakter oświetlenia.
Nie zwróciła większej uwagi na Deeka, który przyniósł jej herbatę i postawił filiżankę na wolnym skrawku stołu. Podziękowała mu odruchowo, nie odrywając spojrzenia od płótna. Kiedy sięgnęła po napój kilkadziesiąt minut później, był już chłodny. Skrzat musiał zresztą zaglądać do pracowni jeszcze przynajmniej raz, ponieważ obok filiżanki pojawił się talerzyk z niewielkim posiłkiem, którego wcześniej tam nie było. Czarownica zjadła kilka kęsów, bardziej z rozsądku niż z głodu, by zaraz wrócić do sztalugi.
Najwięcej uwagi poświęciła twarzy Orpheusa. Nie próbowała jeszcze oddawać najdrobniejszych szczegółów, wiedząc doskonale, że pierwsza warstwa farby nie jest miejscem na dopracowywanie pojedynczych zmarszczek czy refleksów w źrenicach. Wielokrotnie zerkała na materiały źródłowe, porównując je z powstającym wizerunkiem, aż wreszcie dostrzegła w nim pierwsze przebłyski podobieństwa.
Zaczęła nanosić drobne poprawki, tak bardzo się na nich skupiając, że nie usłyszała od razu odgłosów kroków z korytarza. Dopiero, kiedy drzwi pracowni się otworzyły, odwróciła głowę. Leviathan.
(dalsza część tutaj)
learn the rules
then break some
then break some