— Może nie poduszki ale może mają takie ochraniacze na kolana do klękania na stoisku Macmillanów — odpowiedział, sam nie będąc pewien, czy jest poważny czy może wciąż sobie żartuje. Jak się tak zastanowić, to był to całkiem ciekawy patent i jeśli w kowenie go jeszcze nie opracowali, to może powinni.
Nie odzywał się zanadto w temacie widma, zamiast tego paląc spokojnie papierosa i tylko rzucając przelotne zdjęcie w kierunku zaprezentowanej fotografii. Znał ją. Do tego kolejną mógł załączyć do raportu, który złożył w sprawie piwnicy, więc jeśli ktoś się zainteresował po jego opowieściach, to mógł go pewnie przejrzeć. Co zaś tyczyło się informacji, które padały, to większość z nich została już podzielona między jego, Brennę, a Victorię. Geraldine natomiast, widziała co działo przy Wkurwionym i pewnie podzieliła się tym wcześniej z Fenwickiem, więc zakładał że jako tako wszyscy wiedzieli co się działo. Ale rewelacje Longbottom z dzisiejszego dnia były chyba najbardziej niepokojące i spodziewał się co w takim razie on mógł w lesie usłyszeć. Albo raczej kogo.
— Czyli były tutaj zanim limbo w ogóle wybuchło — powiedział w zamyśleniu, kiedy Brenna wspomniała że patrzyły na wszystko już na Beltane. — Pewnie przyciągnęło je przejście i to czego mogłyby się przez nią najeść — ponura i dość nieprzyjemna wizja. On, w przeciwieństwie do Lestrange, nie posiadał podobnych skojarzeń ze swoją podróżą do limbo. — Nic takiego nie czułem. Może to były te psy? Kiedy przyszedłem, obok Bogini były takie trzy wielkie wilczury? — zapytał, ale może faktycznie coś było w tym co mówiła. Może widma były w stanie przejrzeć przez rozdartą zasłonę.
— Wiecie co? Ja widzę, że każdy ma pomysł własny na kolory, to weźmy ten jeden, różowy, bo faktycznie nikt go w Ministerstwie nie użyje. Jeden wystrzał na potrzebuję pomocy, dwa szybkie wystrzały na danie znaku gdzie się jest. Co wy na to? — zapytał, spoglądając dookoła, od jednego do drugiego. Jeśli chcieli tylko dać znać gdzie są, to pewnie będą mieli czas wystrzelić dwa szybkie ogniki.
— Brenna wysłała nam własne, więc w ten sposób też jesteśmy zabezpieczeni — rzucił jeszcze, po wypowiedzi Fenwicka.
— Kolejna rzecz, to czy któreś z was umie posługiwać się falami? Wiem, że ty Victorio nie, ale Geraldine? Benjy? Jeśli nie, to oczywiście, nigdy nie udzieliłbym wam tego typu informacji, ale patronus też zawsze jest opcją. Tylko niech nikt was nie widzi — uśmiechnął się lekko, z jakimś przekąsem, bo fakt że w ogóle to sugerował, pokazywał jak małą wiarę pokładał w Ministerstwo.