— Do – DONIOSŁEM? Ja doniosłem? JA? To ty weszłaś do szatni! Co, ja mam się nie odzywać? — oburzył się już teraz nie na żarty, bo były pewne granice i na pewno było nimi donosicielstwo. Wszyscy wiedzieli, ze na kolegów się nie donosiło! A on sobie tu kulturalnie siedział, w miejscu publicznym dodatkowo i cierpiał w spokoju!
— I ja sobie kategorycznie wypraszam rozmawianie o tym zasranym weselu. Co to był za cholerny cyrk. Wiesz co się zdarzyło na weselu? Wiesz? No to ja ci powiem co się wydarzyło. Blackowie to taki znany z żartów ród, prawda? A może to cholerni Rookwoodowie, kto wie. Najwyraźniej wrzucanie amortencji do drinków to u nich się mieści we wszelkich normach! — nie krzyczał, ale głos zdecydowanie był bardziej zacięty i chyba się nawet odrobinę zaczerwienił na twarzy, bo wesele Vespery i Perseusa to była jedna wielka komedia.
— Zapomniałaś o artykule, że jestem trzecim najbardziej pożądanym kawalerem w Wielkiej Brytanii — przypomniał jej, kiedy wreszcie skończyła wyliczać związane z nim plotki. Wyglądał, jakby go to całe podsumowanie nieco zniesmaczyło, ale w sumie nie zamierzał się kłócić, bo wydawało się że była na bieżąco z informacjami. A potem się roześmiał i to w głos. — Melphomena Longbottom, zasrana Millie Moody — prychnął, machając zbywająco ręką. — Skały prędzej by srać zaczęły, niż on się z kimś takim związać — przyznał. Nawet nie chodziło o niewyparzoną gębę, którą dysponowała pani była brygadzistka, a raczej o jej społeczny status. Christopher był przykładnym, hehe porządnym, czystokrwistym chłopcem. Rozglądał się więc za czystokrwistymi pannami.
— Okej, okej. Jest cholernie porządną kobietą, niech ci będzie — podniósł ręce w obronnym geście. — Dlatego właśnie się z tobą nie żenię i odwołuję nasz ślub, bo Brenna na mnie nie krzyczy.